Internetowy Klub Filmowy Osób Niewidomych

ikfon.defacto.org.pl
Teraz jest 20 wrz 2019, o 17:45

Strefa czasowa: UTC




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 14 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 3 cze 2019, o 05:51 
Offline

Dołączył(a): 8 sty 2013, o 20:22
Posty: 179
Wprowadzeni do filmu „Jak pies z kotem” Artur Zaborski

Szanowni Państwo,

Braci Kondratiuków pewnie nikomu z Państwa nakreślać nie trzeba, ale gwoli formalności przypomnijmy najważniejsze cechy twórczości tych artystów, którzy na świat przyszli w dalekim Kazachstanie, gdzie w czasie wojny zesłano ich rodzinę. Ich losy to właściwie gotowy scenariusz na film. Takiego jeszcze się nie doczekaliśmy. Dostaliśmy za to „Jak pies z kotem”, film-pożegnanie, w którym oglądamy koniec życia starszego z braci.

Kiedy Janusz Kondratiuk po 25 lata w Austrii wrócił na emeryturę do Polski, osiedlił się w podwarszawskim Łosiu razem z żoną Beatą Madalińską. Nie mogli wtedy przypuszczać, że to na ich barkach spocznie opieka nad starszym od nich Andrzejem, który w 2005 roku doznał udaru. Odszedł w czerwcu 2016 roku.

„Jak pies z kotem” to zaproszenie do domu Kondratiuków. Poznajemy ich historię, dowiadujemy się, jak wyglądały relacje pomiędzy jej członkami. Do tego stopnia film stoi blisko życia, że powstał w posiadłości, gdzie do dziś mieszka reżyser. W jednej ze scen, w której wizualizują się majaki Andrzeja, po ogrodzie biega niedźwiedź. Zagrało go prawdziwe zwierzę, które „pomyliło się” i zniszczyło masywne żaluzje. Reperujący je specjaliści nie mogli się nadziwić, że do takiej awarii doszło. Tłumaczenie, że stoi za nią niedźwiedź zbyli milczeniem.

Podobna scena mogłaby się rozegrać w którymś z filmów braci. Absurdalna, ale wiarygodna, śmieszna i jednocześnie przepełniona smutkiem, zdystansowana od życia, a w tym samym czasie tak bardzo mu bliska. Taki jest cały „Jak pies z kotem”, który bynajmniej nie idealizuje śmierci. Nie ma tu bohaterskiej walki z chorobą, uświęcenia heroizmu opieki nad chorym. Jest szarpanina, kryzysy, upadki i niewygodne pytanie o to, czy lepiej tak żyć, czy jednak odejść. Wszystko to wygrane jest przez aktorów bez fałszu, bez emocjonalnego szantażu, w pełni szacunku do bohaterów i sytuacji, w jakich się znaleźli.

Nawet Iga Cembrzyńska, żona Andrzeja, wielka gwiazda polskiego kina, wspaniale zagrana przez Aleksandrę Konieczną, nie podlega tu napiętnowaniu ani tłumaczeniu. Choć nie potrafiła zająć się mężem po udarze, nie podlega rozliczeniu. Ona tak samo cierpi i poddaje się słabościom. Tacy są już jego bohaterowie - ludzcy.

Autobiograficzne wątki to w twórczości reżyserów nic nowego. Obaj wplatali to, w co doświadczyło ich życie, w scenariusze swoich filmów. Najczęściej korzystali z obserwacji. Podsłuchiwali, podglądali, badali polskie społeczeństwo, o którym opowiadali. Janusz Kondratiuk deklarował, że chce kręcić „fabuły postdokumentalne”. Bohaterowie ich filmów byli bliscy widzom, bo wyposażeni w te same przywary i zalety, co oni sami. Łatwo było się w nich przejrzeć, łatwo było zobaczyć w nich sąsiada, przyjaciela, szefa czy wujka. Pomocne w osiągnięciu takiego efektu były decyzje obsadowe - obaj zatrudniali do grania w swoich filmach ludzi z najbliższego otoczenia, nierzadko naturszczyków, debiutujących przed kamerą, co miało związek z ich dokumentalnymi początkami. Zanim przystąpili do realizowania fabuł trudnili się krótkimi metrażami i filmami dokumentalnymi.

Twórczość braci naznaczyło dodatkowo środowisko, w którym się obracali. Jako młodzi artyści spędzali czas w otoczeniu Zdzisława Maklakiewicza i Jana Himilsbacha (Andrzej Kondratiuk obsadził ich we „Wniebowziętych” i „Jak to się robi”). To od nich uczyli się puentować sceny, nasiąkali ich poczuciem humoru i nastawieniem do rzeczywistości. Widać to szczególnie w filmach Janusza „Dziewczyny do wzięcia” i „Mała sprawa”. Dziś uznawane za kultowe stanowią także unikalną kronikę PRL-u, co jest spełnieniem credo reżysera, który zawsze chciał, by jego filmy rejestrowały „to, jak jest”. Najczęściej bohaterami są młodzi ludzie, którzy mierzą się z absurdami ówczesnej rzeczywistości, próbują się w niej odnaleźć, znaleźć pomysł na siebie, ale natrafiają na problemy, które i współczesnym okażą się bliskie.

Jest taka scena w „Dziewczynach do wzięcia”, w której bohaterki, prowincjuszki odwiedzające Warszawę, podsumowują w pociągu wspólny wypad, ale żadna nie potrafi wydać własnej opinii, a jedynie powtarzają po sobie: „No mnie się bardzo podobało”. Jest w niej jednak szczera, młodzieńcza radość i naiwność, jednoczesna groza i piękno nieopierzenia. Ważnym elementem filmów Janusza Kondratiuka było także zaskoczenie. Jak w „Małej sprawie” o nieoczekiwanej wizycie pierwszego sekretarza w dużym zakładzie pracy, który twórca nakręcił w 1975 roku w Ursusie. Trzy dni po wizycie ekipy wybuchł tam strajk, do którego ekipa przyczyniła się. W zaistniałej sytuacji nie było mowy, żeby trafił do dystrybucji. Przeleżał na półce aż do 1990 roku.

Byli więc Kondratiukowie w Polsce tym, kim Miloš Forman i Jiři Mentzel w Czechosłowacji: piewcami codzienności, którzy stali blisko przeciętnego, nieciekawego dla innych człowieka. W PRL ich filmy, robione głównie dla telewizji, cieszyły się powodzeniem, ale dopiero w wolnej Polsce stały się kultowe i tym statusem cieszą się do dziś.

Wątki do dyskusji:

1. Obraz choroby w „Jak pies z kotem”. Jak jest pokazana? Jakie emocje jej towarzyszą?
2. Obraz opiekunów - herosi czy ludzie słabi?
3. Portret Igi Cembrzyńskiej. Jak ją Państwo odbieracie? Sekutnica czy kobieta wrażliwa?
4. Obraz miłości Igi i Andrzeja. Czy to miłość, czy przeciwnie?
5. Humor jako narzędzie do rozładowania nastroju. Czy o odchodzeniu powinno się opowiadać z uśmiechem?
6. Jak wygląda relacja braci? Czy Janusz pomaga bratu, czy szkodzi? Czy to film rozliczeniowy?
7. Życiowa kreacja Aleksandry Koniecznej. Jak Państwo oceniacie jej rolę? Czy jest na granicy hiperboli, czy ją przekracza? Czy jej Iga to silna, czy słaba kobieta?
8. Portret artystów. Czy uważacie Państwo, że „Jak pies z kotem” to uniwersalna opowieść, czy jednak zarezerwowana dla artystycznych środowisk?
9. Polska służba zdrowia. Czy jej obraz w filmie jest prawdziwy?
10. Śmierć w filmie. Bezwzględna i przerażająca czy jednak oswojona i pokonana? Na ile to pod tym względem film terapeutyczny?


Czekam na Państwa pod adresem: ikfon@defacto.org.pl
i na forum: http://ikfon.phorum.pl/

Czas dyskusji w IKFON „Pociąg” od 03.06.2019 r. do 16.06.2019 r.

Zapraszam Artur Zaborski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 3 cze 2019, o 05:51 


Góra
  
 
PostNapisane: 4 cze 2019, o 09:21 
Offline

Dołączył(a): 14 sty 2013, o 21:19
Posty: 49
Witam
Jak dla mnie film bardzo poruszający i smutnym, chociaż w całej tej sytuacji bardzo rodzinny.
Wiem coś o tym z własnego doświadczenia, przechodziłem coś podobnego dwa razy.
Ciężko jest zachować w takiej sytuacji nerwy na wodzy, ale trzeba.
Dobrze, że tu rodzina nie pozostawiła w żadnych zakładach ZOL, jak czyni to wielu ludzi.
Nie ma problemu w domu, a tam niby super opieka, nie do końca tak jest.
Taki człowiek potrzebuje zainteresowania i ciepła domowego ogniska, a nie tylko karmienia i higieny.
Umieranie wtedy, też ma inny wymiar dla jednych, jak i dla drugich.
Bardzo pięknie przedstawione więzy rodzinne, nawet w stosunku do miłości Andrzeja. Razem, można wszystko i raźniej w obliczu
wielu problemów.
Pozdrawiam Bartek


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 4 cze 2019, o 10:38 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:54
Posty: 15
Witam,
film „Jak pies z kotem” obejrzałam z wielką przyjemnością, szczególnie ze względu na wspaniałą obsadę aktorską, ale nie tylko to minie zainteresowało w całym filmie. Jednym z tych elementów jest polem opieki nad starszymi, schorowanymi osobami, może nie problem, co sytuacja w jakiej znaleźli się główni bohaterowie, dwaj bracia Andrzej i Janusz . Owa sytuacja pociąga za sobą wiele skutków i zmian, jakie musiały nastąpić w ich życiu i ich otoczeniu. Ale najważniejsza jest tu odpowiedzialność, którą prezentuje m Janusz, młodszy z braci, o którego troszczył się wcześniej starszy Andrzej , to on dawał mu poczucie bezpieczeństwa, jak wnioskuję z pierwszych scen filmu, kiedy zostali sami, bez ojca i matki. Teraz to Janusz spłaca dług wdzięczności swojemu starszemu bratu, choć przecież inni sugerują, że można oddać chorego brata do specjalistycznej placówki opiekuńczej. Taka ewentualność nie wchodzi w gre, z punktu widzenia Janusza i to jest oczywiste, nie rozmyśla nawet o takiej możłiwości , to jest najwększa wartość jaką przekazuje ten film, w mojej subiektywnej ocenie, ale myślę, ze wiele osób by się zgodziło ze mną. Sytuacja Janusza i jego żony zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni, ich relacje schodzą na drugi plan, a najważniejszy jest teraz Andrzej i jego potrzeby. Wiele zabawnych a zarazem trudnych sytuacji powoduje, że małżeństwo przechodzi próbę zwycięsko. Mimo, iż teraz to Andrzej jest najważniejszy i wszystko się kręci wokół niego. Scena, gdzie Janusz zasiada do obiadu i chce sobie nalać zupy do talerza, zupy zabrakło wazie nikt nawet tego nie spostrzegł, bo wszyscy są skupieni na pomocy w obsłudze chorego Andrzeja. Młodszy brat Janusz w tym momencie nawet nie dopomina się o uwagę, rozumiejąc, że teraz to Andrzej potrzebuje pomocy ze strony bliskich, sam usuwa się w cień. Bardzo podoba mi się zachowanie Janusza, kiedy bratu Andrzejowi wydaje się, że a to niedźwiedź chodzi po pokoju, a to marynarze maszerują i wiele jeszcze innych wątków, które Andrzej przedstawia, Janusz zawsze jest cierpliwy i swoim zachowaniem wspiera brata. Tak po prostu robi, uważając to za słuszną drogę, którą przyszło mu teraz iść wraz z Andrzejem. Mam wrażenie, że Janusz postępuje zgodnie ze swoim sumieniem, nie biorąc sobie tego za przymus opiekowania się bratem, tylko za normalną kolej rzeczy. Uważam. Że film przedstawia wartości uniwersalne, o których dzisiaj czasami się po prostu zapomina
Iwona


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 4 cze 2019, o 10:54 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:54
Posty: 15
Witam ponownie,
chciałam jeszcze dodać, że z mojego doświadczenia humor w sytuacjach trudnych czasami pomaga w rozładowaniu napięcia jakie stwarza taka sytuacja, jest katalizatorem emocji z obu stron.
A postać Igi jest jak dla mnie zbyt mocno przerysowana i trudno by mi było zrozumieć taką osobę i zachować zimną krew, jak robi to główny bohater Janusz. Doceniam jednak wykreowanie takiej postaci, z pewnością nie jest to łatwe. Ukłony w stronę Pani Aleksandry Koniecznej.
Z poważaniem Iwona


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 5 cze 2019, o 15:57 
Offline

Dołączył(a): 30 paź 2018, o 16:26
Posty: 9
Drodzy Forumowicze!
Każda horoba to wyzwanie dla chorego i opiekunów. Ale czyż co nas nie zabije, to nas wzmocni? Tak też odebrałam fabułę filmu Janusza Kondratiuka „ Jak pies z kotem”. Bez specjalnej manipulacji emocjonalnej reżyser podpowiada widzowi jak zachować się w przypadku nieszczęścia spadającego na głowę. Bohaterowie są mocni psychicznie, co ostatecznie prowadzi do konkluzji, iż skutkom choroby jakoś zawsze można zaradzić.
Tytuł filmu przywodzi na myśl, że bracia są wobec siebie wrogo nastawieni. Na szczęście w świecie zwierząt bywa, że oba czworonogi potrafią żyć w symbiozie, nawet się przyjaźnią. Podobna relacja połączyła filmowych braci. Pomimo długiej przerwy w kontaktach, znajdują nić porozumienia, poniekąd dlatego, że mają sobie dużo do zawdzięczenia.
Postać Igi jest dla mnie nijaka, wycofana, choć aktorka swoją rolę odegrała profesjonalnie. Aktorzy, których zadaniem jest odegranie postaci nie mieszczącej się w ogólnospołecznym schemacie zachowań wymaga żmudnej pracy.
Dziękuję autorowi „ Wprowadzenia” za ciekawą treść.
Bożena.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 6 cze 2019, o 17:14 
Offline

Dołączył(a): 14 sty 2013, o 21:02
Posty: 81
Dzień dobry,
piękny, mądry i wzruszający film przyszło nam obejrzeć na progu lata w IKFON. Tyle w nim materiału do przemyślenia, tyle okazji do refleksji nad życiem, cierpieniem, ludzkim losem i człowieczeństwem…
Mój zachwyt wzbudziły kreacje aktorskie, szczególnie Roberta Więckiewicza i Olgierda Łukaszewicza. Jak ciekawą drogę artystyczną przemierzył ten wybitny aktor od roli Janusza w „Nocach i dniach” do „Jak pies z kotem”. Fenomenalna kreacja, budzi zachwyt i wielki szacunek, bo scenariusz łatwy przecież nie był.
Panie Arturze, pyta Pan we wprowadzeniu o obraz służby zdrowia. Niestety, prawdziwy… I pyta Pan o Igę Cembrzyńską. Mam ochotę napisać, że jej miłość nie wytrzymała konfrontacji z trudami życia, ale… „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”.
Dziękuję za możliwość obejrzenia tego filmu, oby więcej tak udanych w naszej kinematografii!
Edyta G.-G.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 6 cze 2019, o 19:47 
Offline

Dołączył(a): 14 sty 2013, o 21:21
Posty: 44
Drodzy Forumowicze, Szanowny Panie Arturze!
Dobrze, że Janusz Kondratiuk uświadomił nam, że poukładane, satysfakcjonujące życie może w jednej chwili zmienić się o 180 stopni. Awaria w systemie naszego organizmu i oto pół mózgu nie działa, kończyny porażone, bezsilne ciało nas nie słucha. Nie każdy człowiek zetknął się osobiście z chorym po udarze czy wylewie, choć są to częste przypadki. Film ukazuje upokażającą bezradność chorego, odrażającą nieestetyczność jego funkcjonowania czy wręcz istnienia, z drugiej zaś strony poświęcenie rodziny w amatorskiej walce o podołanie obowiązkom opieki. Chorly jest bezkrytyczny i nieznośny, ma do tego prawo, bo cierpi. Janusz jest ofiarą swojego sumienia, a czyste sumienie nie ma ceny. Daje radę dzięki wsparciu Beaty, nadzwyczajnej towarzyszki życia. Bez moralizatorstwa przedstawiony jest najważniejszy problem moralny: jakie są granice troski i poświęcenia się członków rodziny w sytuacjach ekstremalnych. Braci dzieli spora różnica wieku, w codziennym życiunie byli sobie zbyt bliscy. Łączył ich ten sam zawód, takie same zainteresowania. Charaktery ich były bardzo różne, Janusz miał pretensje, że pomagał Andrzejowi w kręceniu jego filmów, a jemu brat nigdy nie pomógł. Te sprawy nie mają znaczenia w decydującej chwili. Poznawszy prawdę o stanie brata Janusz nie rozważa oddania go do zakładu opiekuńczego. Dostosowują wraz z Beatą swoje życie do potrzeb sprawowaniia stałej opieki na długie lata. Ciekawe, ile rodzeństw wytrzymałoby taką próbę? Moim zdaniem niewielki procent. Ojciec braci postąpił podobnie z moralnego punktu widzenia, nie ratując się ucieczką przed zesłaniem do Kazachstanu - bo nie tylko żona i dziecko, ale jeszcze rodzice, wujkowie etc, którym musiał pomóc.
Iga jest wkurzająca, nieodpowiedzialna, egoistyczna, ale jednocześnie uczuciowa i naprawdę kochająca Andrzeja. On też bardzo ją kocha razem z jej wadami i alkoholizmem, przeżyli razem 40 lat. Nie można traktować jej poważnie, do niczego się nie nadaje, jest jednak ważna dla Andrzeja. Bezmyślnie umożliwiła siostrze okradzenie się z oszczędności, ale na ubezwłasnowolnienie nie zasługuje, bo u biegłego psychiatry radziła sobie zupełnie dobrze. Jest jaka jest, inna nie będzie, tak traktuje ją Janusz. Myślę, że to przez alkohol i charakter nastawiony wyłącznie na siebie. Wspaniała kreacja aktorska Aleksandry Koniecznej. Bardzo podobały mi się celne, dowcipne dialogi i świetnie podpatrzone, a przedstawione z przymrużeniem oka sytuacje życiowe, gdyż tylko dystans i poczucie humoru pozwalają wytrzymać to, co nas przerasta.
Cieszę się, że obejrzałam ten ciekawy i mądry film.
Pozdrawiam Marta Blimel


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 12 cze 2019, o 11:06 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:33
Posty: 8
Witam serdecznie!
Rzadko tutaj się udzielam, ale tym razem udało mi się obejrzeć film przed zakończeniem dyskusji i podzielę się na gorąco kilkoma spostrzeżeniami.
Przekaz jak najbardziej prawdziwy i jak samo życie chwile tragiczne przeplatają się z humorystycznymi, bo trudno cały czas tkwić w lęku i smutnym zmaganiu się z rzeczywistością. To jednak szarpanina moralna i fizyczna, zależności i relacje rodzinne i kalejdoskop odczuć. Bardzo przypadła mi do serca postawa Beaty, jako kobiety realnej, konkretnej, ale jednocześnie pełnej troski i opiekuńczości, łagodności i siły wewnętrznej. To taki dobry duch domu. Nie ma natomiast dobrej odpowiedzi na pytanie - czy żyć w cierpieniu czy poddać się eutanazji. Dyskusje trwają na świecie i ile osób tyle poglądów. Najgorsza jest świadomość samego chorego, że jest zależny od otoczenia, budzi litość i przeżywa mnóstwo upokorzeń. Chwile zwątpienia przeplatają się z tymi słonecznymi nadziei. Postać Igi zagrana znakomicie. Nawet w scenie oglądania materiałów archiwalnych z koncertu, śpiew aktorki bardzo dobrze pokrywał się z oryginalnym. Byłam zaskoczona. Co do postawy żony Andrzeja ... no cóż, artyści trochę inaczej odbierają rzeczywistość i wznoszą się ponad przyziemne sprawy, dlatego też trochę inaczej odczuwają i inaczej wartościują emocje. Długo by jeszcze pisać w tym temacie, ale powiem tylko, że film bardzo prawdziwy, tym bardziej bliski, że w większości sytuacji i miejsc wzięty z życia obu braci, a i tytuł znakomicie dobrany. Jako osoba niewidoma często stawiam się w sytuacji opiekunów chorych osób i zastanawiam się, jak bezwzrokowo poradziłabym sobie z pielęgnacją przy takiej osobie. A tak w kwestii formalnej, doczytałam w sieci, że Jan i Wera były wspólnymi dziećmi Janusza i Beaty, bo w trakcie oglądania filmu miałam wrażenie, że żona Janusza z większym uczuciem podchodzi do szwagra niż do nich jako matka. Dobrze, że audiodeskrypcja to w pewnej scenie doprecyzowała. Dziękuję za możliwość obejrzenia tej produkcji oraz za ciekawe doń wprowadzenie. Pozdrawiam!


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 13 cze 2019, o 19:30 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 147
Świetny film jeśli chodzi o pokazanie naszej służby zdrowia. Gdy widziałam scenę z jedzeniem ze szpitala, zapachniało mi w myślach tą obrzydliwa breją. Nic dziwnego, że potem poszło w ruch egzotyczne jedzenie. Na Zachodzie starają się dawać pacjentom atrakcyjne smakowo i wizualnie jedzenie, żeby zachęcić ich do jedzenia, ale oczywiście u nas są „inne standardy”. Scena w przychodni mówi już wszystko… - pielęgniarki i pielęgniarze jeżdżą do Niemiec i tam opiekują się starszymi Pacjentami… dlatego u nas się czeka na to, aby pacjent umarł i ustąpi się miejsce dla kolejnego w szeregu.

Jestem pod wrażeniem scen z efektami, zwłaszcza tych pokazujących jak postrzega świat osoba, która doświadczyła udaru. Miś wyglądał jak miś (słuchając napisów końcowych, dowiedziałam się, że miś był żywy, więc brawa dla opiekuna miśka), ale najlepsza była finalna scena z samolotem. Było surrealistycznie i śmiesznie.

Jestem pełna podziwu dla realizatorów zdjęć, bo oglądając konkretne miejsca w Warszawie, dało się je rozpoznać.

Po tym wszystkim nadchodzi mnie taka refleksja: na czym polega zawód reżysera? To przecież jest fajna przygoda z wymyślaniem różnych światów, więc znudzenie studentów filmu, pokazane w tym filmie… jest dla mnie niepojęte! Czy aby zrobić film, koniecznie trzeba sprawić, że bohater będzie latał na tle cyfrowo zrobionego Nowego Yorku? Czy blue screen, green screen i inne tego typu technologiczne wynalazki mogą zastąpić dobry pomysł na film? W tym roku jedna znana wytwórnia filmowa skupi się głównie na kontynuacjach, albo na robieniu remake'ów swoich wcześniejszych dzieł. Tylko wiecie nowe technologie. Był sobie na przykład jeden film narysowany, a teraz zrobią to tak, aby wyglądało na film gdzie pani Czubówna jest narratorem… Ciekawe czy zrobią sceny jeden do jednego, aby Justa mogła im coś wytknąć. Cha, cha, cha. Ciekawe czy ktoś z Państwa zgadnie o jakiej wytwórni mowa.

Podsumowując, jak mam film o dwóch reżyserach, a jeden z nich stopniowo traci świadomość, to pojawia się pytanie, gdzie w naszym umyśle jest ta cząstka, która czyni nas kreatorami, albo mówiąc wprost ludźmi? Nie chce się wierzyć, że to tylko kwestia lewej czy tam prawej półkuli mózgu. I jeszcze jedna kwestia: może starszy brat nie pomagał młodszemu przy jego filmach, bo młodszy reżyser był lepszy w swoim fachu. Uczeń przebił mistrza, tylko mistrz wstydził się do tego … przyznać? Tyle ode mnie, Justa


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 14 cze 2019, o 07:56 
Offline

Dołączył(a): 14 paź 2016, o 06:10
Posty: 16
Szanowni Państwo,

Bardzo dziękuję za Wasze głosy. Muszę przyznać, że czytam Państwa wypowiedzi z wielką ulgą, bo jednak coraz częściej obserwuję obojętne reakcje na filmy i inne wypowiedzi artystyczne dotykające tematu śmierci, bólu, rozpaczy, samotności, zmagania z losem. Cieszę się, że w Waszych wpisach jest tyle empatii, tak dzisiaj deficytowej.

Mam nadzieję, że nie macie Państwo nic przeciwko, jeśli podzielę się tymi wypowiedziami z Aleksandrą Konieczną, dla której - jak już mówiłem we wstępie - to projekt wyjątkowy. Choć od premiery minęło już wiele miesięcy, wciąż się jego losami interesuje. Jest ciekawa każdej reakcji, więc wierzę, że Państwa głosy sprawiają jej radość.

Sam muszę przyznać, że chociaż od mojej pierwszej projekcji niedługo minie rok, to został ten film ze mną bardzo mocno. I co ciekawe - nie zapamiętałem go jako dramatu, filmu o cierpieniu czy o tragedii. Przeciwnie - został ze mną jako obraz optymistyczny. Uśmiecham się na wspomnienie o nim.

Rozmawiałem zresztą o tym właśnie z Aleksandrą Konieczną podczas naszego wywiadu, gdzie wspólnie doszliśmy do wniosku, że to jest chyba ten sam mechanizm, który działa, kiedy odchodzi ktoś nam bliski. Zapamiętujemy przecież pozytywne wspomnienia, dobre strony, a nie te złe.

Dociekaliśmy, czy film może działać tak samo? Przecież bohaterów poznajemy jedynie przez chwilę. Czym jest te kilka godzin, żeby zbliżyć się do postaci? A jednak - jakoś te ulotne poznania zapisuję się w naszej pamięci i to właśnie od tej dobrej strony.

Może w tym właśnie tkwi tajemnica sukcesu filmu Janusza Kondratiuka, że tak naturalnie wykreował swoje postaci i tak wiarygodnie je osadził w rzeczywistości, że działają na nas, jakbyśmy obcowali z rzeczywistymi ludźmi?

Państwa reakcje mnie w tym upewniają.

Bardzo jestem ciekaw Waszych kolejnych głosów i opinii.

Dziękuję i pozdrawiam,
Artur Zaborski


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 14 cze 2019, o 18:07 
Offline

Dołączył(a): 14 sty 2013, o 21:02
Posty: 81
Dzień dobry,
podzielam sąd Bewiki na temat postaci Beaty. Człowiek w nieszczęściu powinien spotykać takie właśnie osoby. Byłoby łatwiej...
Panie Arturze, proszę życzyć od nas kolejnych wspaniałych ról Pani Koniecznej. A może zaprosi Ją Pan do Płocka? uśmiech
Edyta G.-G.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 15 cze 2019, o 11:55 
Offline

Dołączył(a): 13 paź 2016, o 13:24
Posty: 24
Witam wszystkich
Film w prawdziwy sposób podchodzi do choroby, cierpienia, opieki pokazuje troski i jednocześnie radości. Dla mnie bardzo wymowna scena filmu to: gdy córka mówi z okna pociągu "Tato uważaj na siebie, bo się wykończysz. To się nie tak robi, są takie miejsca gdzie się oddaje chorych ludzi” i zabawna odpowiedź Janusza "To już wiem co mnie czeka na starość." Tego chyba nie trzeba komentować.
Dziękuje za film


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 16 cze 2019, o 14:50 
Offline

Dołączył(a): 14 sty 2013, o 21:19
Posty: 49
Hej Stanley !!!
Właśnie na tym forum trzeba komentować


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 cze 2019, o 17:01 
Offline

Dołączył(a): 14 paź 2016, o 06:10
Posty: 16
Szanowni Państwo,

Dziękuję za kolejne głosy. Zebrałem je w całość i przekazałem Pani Koniecznej. Obiecała mi zapoznać się z nimi i odpowiedzieć. Jeśli znajdzie czas i uda jej się napisać kilka słów, to oczywiście natychmiast się z Państwem taką wypowiedzią podzielę. Oczywiście, przekazałem też zaproszenie od Państwa dla niej do Płocka. Wierzę, że się nad nim zastanowi i jeśli terminarz pozwoli, to kto wie, czy się z nią jesienią nie zobaczymy?

Za chwile dostaniecie Państwo ode mnie plik podsumowujące nasze dyskusje tak mejlowe, jak i na forum.

Serdecznie Państwa pozdrawiam
Artur Zaborski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 27 cze 2019, o 17:01 


Góra
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 14 ] 

Strefa czasowa: UTC


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group
Tłumaczenie phpBB3.PL