Internetowy Klub Filmowy Osób Niewidomych

ikfon.defacto.org.pl
Teraz jest 21 paź 2020, o 07:46

Strefa czasowa: UTC




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 8 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 16 gru 2019, o 10:39 
Offline

Dołączył(a): 8 sty 2013, o 20:22
Posty: 199
Dzień dobry Państwu,
mam zaszczyt i ogromną przyjemność zaprosić Państwa na jeden z najgłośniejszych filmów MILOSA FORMANA. Wśród deszczu nagród, które spłynął na ten obraz, znalazło się aż 8 Oscarów: za najlepszy film, reżyserię, scenariusz adaptowany, charakteryzację, scenografię, kostiumy, dźwięk oraz grę aktorską dla F. Murray'a Abrahama.
Scenariusz do „Amadeusza” powstał na podstawie popularnej sztuki angielskiego dramatopisarza - Petera Shaffera, który ukazał Mozarta (Tom Hulce), oczami Antonio Salieriego (w tej roli wspomniany F. Murray Abraham) - pochodzącego z Włoch, nadwornego muzyka cesarza Austrii. Salieri jest tu osobą, która jednocześnie podziwia i nienawidzi przybyłego do Wiednia Amadeusza, uznając go za zagrożenie dla jego pozycji na dworze Józefa II. Inspiracją była zapewne także sztuka Aleksandra Puszkina z 1832 pt. „Mozart i Salieri”, gdzie pojawia się fikcyjny motyw otrucia Mozarta przez Salieriego.
Akcja „Amadeusza” rozpoczyna się pewnego zimowego wieczoru w Wiedniu. Jesteśmy świadkami próby samobójczej, będącego w podeszłym wieku, Antonia Salieriego (F. Murray Abraham). Uratowany przez służących, zostaje przetransportowany do szpitala psychiatrycznego. Tam odwiedza go ksiądz, najprawdopodobniej by udzielić mu ostatniego namaszczenia. Salieri odrzuca propozycję duchownego, jednak sprowokowany jego wypowiedzią, że „w oczach Boga wszyscy są równi”, zaczyna wciągać się w rozmowę, która przerodzi się w całonocną spowiedź.
Pomysłem na wagę złota lub 8 Oscarów jest opowiedzenie o muzycznym geniuszu z perspektywy zazdrosnego, znacznie mniej utalentowanego i - co gorsza - zdającego sobie z tego sprawę, rywala. Antonio Salieri już jako dziecko kocha muzykę i na przekór ojcu pragnie zostać słynnym kompozytorem. Wreszcie zdobywa sławę i uznanie oraz stabilną i cieszącą się uznaniem posadę na dworze cesarza.
„Wszystkim się podobałem. Podobałem się sam sobie. Byłem najbardziej cenionym muzykiem w Wiedniu - i najszczęśliwszym. Aż zjawił się on. Mozart”- wyznaje z goryczą spowiednikowi.
Początkowo, gdy Amadeusz przybywa do Wiednia, nadworny kompozytor bardzo pragnie go poznać. Jest nim zafascynowany od dziecka. Zastanawia się: jak wygląda słynny kompozytor? Czy geniusz odbija się w twarzy, postawie człowieka? Tak rozmyślając trafia przypadkiem na miłosne i rubaszne igraszki Mozarta z pewną damą. Ten „…chichoczący, sprośny typ pełzający po podłodze” jest tym słynnym kompozytorem!? - stwierdza z niedowierzaniem.
Głęboko bogobojny, ufający, że wszelkie ludzkie talenty są łaską daną przez Boga, nie może zrozumieć dlaczego umiłowany przez niego Stwórca obdarzył tak wielkim talentem kogoś tak infantylnego, grubiańskiego i i nieokrzesanego… I tu przerwę tę opowieść, bo całej reszty dowiedzą się Państwo z filmu.
Większość filmu nakręcono w Czechach, przede wszystkim Pradze, której architektura w połowie lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku bardziej przypominała Wiedeń czasów Mozarta niż ówczesna stolica Austrii. Podobno na potrzeby produkcji zbudowano tylko cztery plany filmowe (pokój szpitalny Salierego, mieszkanie Mozarta, schody oraz teatr wodewilowy). Wszystkie pozostałe znaleziono w okolicy.
Całość została zrealizowany z rozmachem oraz fantastyczną oprawą muzyczną w wykonaniu światowej sławy orkiestry kameralnej Academy of St. Martin in the Fields pod batutą Neville’a Marrinera. Ścieżka dźwiękowa filmu zajęła 56. miejsce na liście przebojów Billboardu, czyniąc z niej jeden z odnoszących największe sukcesy album muzyki klasycznej wszechczasów.
Na marginesie warto dodać, że „skutkiem ubocznym” popularności filmu był „renesans” twórczości Antonio Salieriego, którego muzyka ponownie wkroczyła na muzyczne salony i fale rozgłośni radiowych.
O ogromnej dbałości o szczegóły, przy realizacji „Amadeusza”, świadczą takie informacje, jak ta dotycząca analizy wszystkich tonacji muzycznych wystukanych na fortepianie w ciągu filmu. Podjęło się jej kilku profesorów muzyki i stwierdziło, że to co widzimy na ekranie zgadza się z tym co słyszymy w głośnikach.
Ponadto F. Murray Abraham, zdobywca Oscara za rolę Saleriego, specjalnie na potrzeby roli nauczył się dyrygować i czytać nuty. Tutaj proszę zwrócić szczególną uwagę na scenę, w której Salieri pisze mszę żałobną dyktowaną mu przez Mozarta. Tom Hulce, grający Amadeusza, umyślnie opuszczał niektóre kwestie, żeby zdezorientować F. Murraya Abrahama, grającego Salieriego, chcąc osiągnąć wrażenie, że włoski kompozytor nie był w stanie w pełni zrozumieć dyktowanej mu muzyki.
Na pewno zwrócą Państwo uwagę na dziwny śmiech Mozarta. Pomysł ten został zaczerpnięty z odniesień, jakie pojawiły się w listach napisanych przez dwie kobiety, które go spotkały. Opisały go jako zaraźliwie lekkomyślny i brzmiący jak metal skrobiący o szkło. Choć efekt jest piorunujący, to trzeba przyznać, że brak wiarygodnych źródeł historycznych potwierdzających te rewelacje.
Śmiech Mozarta w filmie to raczej dramatyczny środek wyrazu, odnoszący się do słów Salierego w filmie: „Drwij ze mnie. Śmiej się! To nie był śmiech Mozarta, ojcze, to był Bóg. Bóg śmiał się ze mnie przez ten obsceniczny chichot.”
Co ciekawe w „Amadeuszu” odbijają się nie tylko wątki z życia dwóch XVIII-wiecznych kompozytorów, ale również biografii Formana, o którym chciałbym jeszcze Państwu napisać kilka słów...
MILOS FORMAN...
...a właściwie Janie Tomaszu Formanie, który urodził się 18 lutego 1932 roku w niewielkim mieście w środkowych Czechach. Miał być trzecim synem Rudolfa - profesora w akademii kształcącej przyszłych nauczycieli - i Anny, która zajmowała się prowadzeniem pensjonatu.
Niestety, rodzice Formana zostali zamordowani podczas II wojny światowej; matka w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, a ojciec - w obozie koncentracyjnym Mittelbau-Dora. Rodzice znaleźli się tam za sprawą sudeckiego Niemca, zatrudnionego przy budowie ich pensjonatu, który w czasie wojny pełnił funkcję szefa miejscowego gestapo. Już jako dorosły człowiek dowiedział się, że był owocem zbliżenia pomiędzy matką a żydowskim architektem, który kierował budową ich pensjonatu.
Po śmierci rodziców opiekę nad młodym Janem Tomaszem objęło wujostwo. W 1945 rozpoczął naukę w szkole, która znajdowała się w zamku w Podebradach. Później trafił do szkoły z internatem, gdzie uczył się między innymi z Vaclavem Havlem, braćmi Ctiradem i Josefem Mašínami (czechosłowaccy żołnierze wyklęci) oraz Ivanem Passerem - przyszłym scenarzystą i reżyserem, z którym za kilka lat miał podjąć współpracę przy kilku filmach.
Nie udało mu się dostać na reżyserię do akademii teatralnej, więc przystąpił do egzaminów na scenopisarstwo w praskiej szkole filmowej, słynnej FAMU. Tym razem z sukcesem. Jako reżyser i scenarzysta stał się jednym z najważniejszych twórców nowego kina czeskiego, tzw. Czechosłowackiej (Czeskiej) Nowej Fali. W swoich pierwszych filmach sięgał po proste historie z czeskiej prowincji, które tworzył w konwencji paradokumentalnej. Często powierzał rolę naturszczykom.
Trzy filmy - „Czarny Piotruś” (1963), „Miłości blondynki” (1965) czy „Pali się moja panno” (1967) - przyniosły mu międzynarodową sławę i nominacje do Oscara. Ale nie w Czechosłowacji, gdzie ten ostatni został zakazany, a reżysera oskarżono o sabotaż państwa. Przed więzieniem uratowali go przyjaciele z zachodu. Wyjechał do USA. Po 1968 roku i inwazji wojsk Układu Warszawskiego, nie miał już czego szukać nad Wełtawą.
Jego pierwszy amerykański film „Odlot” (1971), w którym wykorzystał motyw z własnego filmu „Konkurs” (1963) – nie przypadł Amerykanom do gustu. Dopiero „Lot nad kukułczym gniazdem” (1975) – dał mu upragniony sukces (5 Oscarów w 1976 roku) w nowej ojczyźnie i – przede wszystkim - pieniądze. Forman lubił książkę Kena Keseya, która była podstawą scenariusza. „…Opowiadała o nas. Partia komunistyczna była naszą siostrą Ratched, wielką oddziałową, która ustalała reguły gry i decydowała o wszystkim, co nas dotyczyło – co możesz, co robisz, co jesz” - mówił.
Kolejne jego dwa filmy - „Hair” (1979) i „Ragtime” (1981) – nie powtórzyły sukcesu z 1976 roku, choć przynajmniej jeden z nich ma dziś status kultowego. Sukces na miarę „Lotu...” odniósł dopiero „Amadeusz” (1984), który w 1985 roku otrzymał aż osiem Oscarów. Forman zrealizował go w Czechach, do których powrócił po wielu latach. Autorem zdjęć był jego przyjaciel Miroslav Ondricek.
W kolejnych latach stworzył jeszcze: „Valmonta” (1989); „Skandalistę Larry’ego Flynta (1996); Człowieka z księżyca (1990), Duchy Goi (2006). Dziś uważa się, że Forman to jeden z niewielu reżyserów europejskich, obok Romana Polańskiego, którym udało się zrobić wielką karierę w USA. Choć trzeba przyznać, że nie wszystkie jego amerykańskie projekty filmowe zakończyły się powodzeniem. Twierdził, że w USA rozpoczął kręcenie piętnastu filmów, a ukończył tylko dziewięć. Nie znosił amerykańskich producentów, których ingerencje w scenariusz czy proces twórczy uważał za formę cenzury.
Zmarł po krótkiej chorobie 13 kwietnia 2018 roku w Danbury (USA).

Tematy do dyskusji:

1. Po pierwsze, czekam na Państwa wrażenia i opinie, recenzje.
2. Milos Forman w swych pierwszych filmach, ale także w „Hair” i „Locie nad kukułczym gniazdem” opisywał życie prostych ludzi, raczej nie sięgał po tematykę historyczną. Co – Państwa zdaniem - zafascynowało go w scenariuszu/sztuce Petera Shaffera? Dlaczego przeniósł ją na ekran?
3. Dlaczego Forman i Shaffer zdecydowali się opowiedzieć o Mozarcie ustami Salierego?
4. Czy podoba się Państwu takie przedstawienie Mozarta? A może Państwa razi? Proszę o uzasadnienie.
5. Czy dziś, w polskim kinie, byłoby możliwe przedstawienie wielkich Polaków (Chopin, Słowacki, Konopnicka, Broniewski) w taki sposób jak uczynił to Forman tworząc film o Mozartcie?
Jeśli tak/nie – proszę o uzasadnienie.
6. Jak Państwo ocenią postawę Salierego? Czym się kieruje? Jaki jest jego cel?
7. Jaką funkcję pełni w filmie muzyka? Czy jest tylko i wyłącznie tłem?
Jak rozumiecie Państwo ostatnią scenę?

W dniach od 16.12.2019 do 29.12.2019 zapraszam do dyskusji na forum www.ikfon.defacto.org.pl oraz drogą mailową klubkonesera@defacto.org.pl
Radosław Łabarzewski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 16 gru 2019, o 10:39 


Góra
  
 
PostNapisane: 22 gru 2019, o 15:18 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2014, o 16:33
Posty: 53
Coby nie napisać, powiedzieć czy pomyśleć, to i tak ten film broni się sam…
Od dawna o nim słyszałam, od dawna miałam na niego chrapkę i się doczekałam, a przy tym nie rozczarowałam. To najwartościowszy film, jaki w tym roku obejrzałam. No bo, czego w nim nie ma? Świetna reżyseria do świetnego scenariusza, fantastyczna gra aktorska, piękna oprawa muzyczna, niepowtarzalne kostiumy i peruki z epoki plus moje po filmowe wrażenia: zero znudzenia, zniechęcenia, niesmaku, poczucia straconego czasu, wręcz poczucie niedosytu. Trzeba być geniuszem, żeby tak ciekawie opowiedzieć historię dwóch mężczyzn zakochanych w muzyce. Jeden, dobrze wszystkim znany Wolfgang Amadeusz Mozart, z wymykającym się ludzkiemu pojęciu talentem kompozytorskim, za to bez talentu do funkcjonowania w rzeczywistości, w której za chleb płaci się pieniądzem, a nie nutami na pięciolinii. Ten drugi, zapomniany Antonio Salieri, bez wrodzonego talentu, ale z niepohamowaną potrzebą tworzenia dzieł muzycznych, a nade wszystko bycia podziwianym i uwielbianym – dla niego muzyka to narzędzie służące do budowania własnej wielkości; za to mocno stąpa po ziemi, czy raczej marmurowej posadzce. Po mojemu Antonio Salieri zakochany był w wykreowanym przez siebie wizerunku samego siebie jako wybitnego kompozytora. Wierzył, że talent pochodzi od Boga, a skoro tak, to można go sobie wymodlić tudzież wykupić. No, przy takim myśleniu Salieri powinien zostać zakonnikiem lub mnichem i ukryć się w męskim zakonie, a nie paradować po pałacowych komnatach. Bez wątpienia był mistrzem manipulacji, intryg i zakulisowych knowań. I na swoje nieszczęście zafiksował się na punkcie Mozarta…
Czego tak naprawdę Salieri zazdrościł Mozartowi? Przecież gdzieś w głębi serca podziwiał Mozarta, może nawet go uwielbiał. Najwidoczniej zazdrość – dość powszechne uczucie – wymknęła się spod kontroli, przybierając postać niezdrowej obsesji. Bo najgorsze było nie to, że Mozart miał niezwykły talent do pisania wiekopomnych oper na kolanie, ale to, że swój talent dostał za friko. Nawet zachowaniem i sposobem bycia odbiegał od wyidealizowanego obrazka wielkiego twórcy – nie było w nim nic dostojnego. Mozart miał talent i jednocześnie bezkarnie mógł oddawać się ludzkim namiętnościom – i to chyba przelało czarę goryczy. Niestety Mozart, w przeciwieństwie do Salieriego, nie miał zmysłu ekonomicznego, do tego był naiwny i łatwowierny…
I pewnie inaczej oglądałabym ten film, inaczej oceniałabym zapędy kompozytorskie dwóch dorosłych facetów w cudacznych perukach, gdyby chodziło o postacie od początku do końca wymyślone. Nazwisko jednego z bohaterów robi jednak swoje – przy okazji zyskał ten drugi, Antonio Salieri, który był mi dotąd kompozytorem nieznanym. No i tak się składa, że w moim telefonie dzwonkiem domyślnym jest „Marsz Turecki” Wolfganga Amadeusza Mozarta i nie jest to utwór przypadkowy.
Reasumując, „Amadeusz” Milosza Formana to fantastyczny finał 2019 roku w KK i IKFON. Dziękuję i serdecznie pozdrawiam

_________________
Edyta


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 22 gru 2019, o 19:56 
Offline

Dołączył(a): 5 kwi 2018, o 17:42
Posty: 16
Dzień dobry,
film Milosa Formana, który mieliśmy okazję obejrzeć w klubie konesera, to arcydzieło słusznie wielokrotnie nagradzane. Przedstawia nie do końca znaną historię Mozarta, trochę prawdziwą a trochę wymyśloną przez autora sztuki, scenarzystę i reżysera.
Walorami tego obrazu są genialna muzyka, świetna gra aktorska (szczególnie F. Murry Abraham), rewelacyjne kostiumy i scenografia.
Słowa Salieriego „Nigdy nie byłem i nie będę w stanie stworzyć takiej muzyki...”, świadczą o tym jak wielka była przepaść między twórczością Salieriego a geniuszem Mozarta.
Bardzo dobra audiodeskrypcja, trafnie opisuje istotne elementy filmu, zwraca uwagę na ważne rzeczy.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego na święta oraz ciekawych filmowych doznań w nadchodzącym roku.
Mariusz G.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 26 gru 2019, o 18:12 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 169
Film kostiumowy, ale trzyma w napięciu do końca. Ja nie zawsze oglądam takie filmy bez ziewnięcia jak cesarz, który potem cenzurował opery (jak przynajmniej wierzyć Panu Miłoszowi Formanowi, rozumem, że to takie osiemnastowieczne Acta 2.0). Gdybym jednak miała iść dalej tropem fabuły… Czyżby Mozart zaharował się na śmierć? Jest nawet jedno japońskie słowo (Karōshi) oznaczające śmierć z przepracowania. Nie wnikam w politykę, ani w finanse… ale powiedzmy, że problem musi być poważny skoro nawet słowo się odpowiednie znalazło… podobnie jak z ich mafią. Powiesz te słowo, a już od razu potencjalne ofiary wiedzą, że trzeba uciekać gdzie pieprz rośnie. Szkoda, że w tej kwestii też są perfekcjonistami.

Jednak wróćmy do problemu perfekcyjnego artysty, który otrzymał boski dar. Tak przynajmniej to rozumiał muzyczny wróg Mozarta – Salieri.

Jednak z własnego marnego doświadczenia, wiem, że te machanie piórem po kartce, to są lata pracy, by potem (osobie postronnej) wydawało się, że jej to przychodzi z taka łatwością. Ten Mozart zanim się tak zaszalał na kartkach, miał pewnie (nie tylko słuch absolutny), jak i po prostu lata praktyki, by poznać każdy dźwięk jak puzzle i postem samemu kombinować do jakiej układanki konkretny puzzel pasuje. To się da wyćwiczyć, a jak się ma predyspozycje i szczęście to sukces gwarantowany.

Talent to tylko wierzchołek góry lodowej, choć u mnie trudno mówić o talencie… skoro ja sama znam ludzi, którzy są rozpoznawalni w swej dziedzinie (wiem, że nicki Olsikowa, Sami) nic Państwu nie powiedzą, ale mi ta gorzka wiedza wystarcza, by w kilku chwilach seansu kibicować temu złemu Salieriemu. Oby obeszło się bez nieporozumień… nikogo nie mam zamiaru zabijać, rzecz jasna.

Oprócz w pewnym sensie moim zdaniem tragedii pana S. w filmie pojawiło się kilka perełek (tak, ja uważam, że język niemiecki wybitnie nie nadaje się do śpiewania, chyba tylko do dowodzeniem wojskiem i nawet słowo motyl po niemiecku – schmetterling brzmi jak jakieś działo), Sorry Germanie… taki mamy klimat.

Brawo za wstęp do filmu i za AD czytaną przez niezawodną Panią Kasię. I jeszcze jedno – peruki osiemnastowiecznych dam, ten styl turecki na głowie – prawie spadam z fotela. Po czymś takim doskonale rozumiem z czego śmiał się Pan Krasicki w swych satyrach: „Jejmość przy doskonałej francuskiej niewieście,„Co lepiej (bo Francuzka) potrafi ratować,” - brać wzory z Francuzek i ich peruk. Oczywiście fryzury panów – to też człowiekowi się śmiać chce, ale bądźmy nowocześni – ci panowie byli tacy nieheteronienormatywni czyli wyglądali jak… (cenzura od cesarza: obraźliwe słowo, bądź część roweru).

I tyle wrażeń z jednego filmu kostiumowego? Zaiste, Pan Forman wielkim reżyserem był, pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt i do siego roku 2020 , Justa


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 29 gru 2019, o 20:58 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 305
Dobry wieczór panie Radosławie!


Pierwsze minuty filmu „Amadeusz” w reżyserii MILOSA FORMANA, nie zelektryzowały mojej uwagi, ale w miarę rozwijającej się akcji, sytuacja uległa zmianie. Fabuła pochłaniała mnie coraz bardziej.
Film opowiadający historię dwóch doskonałych kompozytorów wywoływał różnorodne emocje. Chwilami było zabawnie, ale częściej pojawiała się złość na postawę Salieriego. Trudno było zrozumieć jego zazdrość, gdyż miał ugruntowaną i stabilną pozycję na dworze Józefa II. Nie musiał walczyć z Mozartem. A może jednak konieczność rywalizacji wywoływała świadomość, że oto ma do czynienia z mistrzem. Chcąc zatuszować własną miałkość niszczył wszystkimi dostępnymi środkami Mozarta. Różnice wypływające z talentu tych dwóch kompozytorów doskonale obrazują dwie sceny. Pierwsza, gdy Amadeusz pojawia się na dworze Józefa II i z pamięci gra utwór grany przez Cesarza. Druga, gdy podczas zabawy parodiuje Antonio Salieriego.
Zastanawiałam się dlaczego Forman i Shaffer zdecydowali się opowiedzieć o Mozarcie ustami Salierego? Może w ten sposób chcieli ukazać talent Amadeusza, doskonały kunszt kompozytorski. A może wręcz odwrotnie, chodziło o postać Salieriego. Film Formana spowodował renesans twórczości Salieriego. Doskonały manewr.
Moim zdaniem żeby w pełni docenić i zrozumieć przesłanie Formana widz powinien choć trochę znać biografię obu kompozytorów. Osobiście należę do grupy odbiorców, która kojarzy nazwisko Mozart, ale nie kojarzyła nazwiska Salieri.
Cieszę się, że miałam możliwość obejrzeć film „Amadeusz”, warto do niego powrócić.

Z życzeniami wszystkiego dobrego w roku 2020.

Alicja

P.s. Chciałabym otrzymać możliwość "obejrzenia" opery Mozarta z audiodeskrypcją. To takie marzenie na przyszły rok - uśmiech.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 30 gru 2019, o 06:29 
Offline

Dołączył(a): 14 sty 2013, o 21:02
Posty: 106
Dzień dobry,
podpisuję się pod prośbą Alicji obiema dłońmi! Znakomity pomysł, może uda się go zrealizować?
Dobrego roku
Edyta


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 30 gru 2019, o 21:23 
Offline

Dołączył(a): 30 maja 2016, o 04:46
Posty: 44
[quote="Edyta Miszczuk"]Od dawna o nim słyszałam, od dawna miałam na niego chrapkę i się doczekałam, a przy tym nie rozczarowałam. [/quote]

Cieszę się, że wreszcie udało się Pani „skonsumować” Amadeusza.

Co do samej sytuacji dwóch muzyków, o której Pani pisze... Można powiedzieć, że w sztuce zależnej o cesarskich/państwowej łaski często to, kto dostaje kasę nie zależy od talentu, ale od umiejętności dyplomatyczno-negocjacyjnych, umiejętnego „sprzedania się” osobie/instytucji, która ma władze, czyli pieniądze. Tak było za Józefa II, tak – niestety – bywa i dziś.

Moim zdaniem Salieri, choć muzykiem wybitnym nie był, to doskonale orientował się w polityce, dworskich koteriach i układach. Był też piekielnie inteligentny. Dlatego łatwo udawało mu się „ograć” samego cesarza i – nie bez trudu, ale skutecznie – zmanipulować Mozarta.

Mówię, oczywiście o postaciach przedstawionych w filmie, a nie pierwowzorach, bo tu wiedzy takiej nie mamy. Trzeba jednak przyznać, że Forman buduje świat filmowy niezwykle wiarygodnie. Relacje między bohaterami są intensywne i sugestywne. Całą opowieść wzmacnia też „diabelski” pomysł opisania Geniuszu poprzez wspomnienia rywala, świadomego „małości” swego talentu i „wielkości” swej inteligencji.

Po scenie pierwszego spotkania Mozarta z cesarzem widać, że Mozart to artysta obdarzony absolutnym słuchem. Słuch absolutny polega na trwałej pamięci określonych kategorii wysokości dźwięku, umożliwiając ich rozpoznanie bez odwoływania się do dźwięku wzorcowego.

Szacuje się, że 1 na 10 000 osób jest obdarzona słuchem absolutnym. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że tę szczególną zdolność wykrywa się zazwyczaj w środowisku muzycznym, a więc na pewno istnieje wiele osób nieświadomych swojego słuchu absolutnego. Myślę, że 1 jest tu Amadeusz, a wśród "10 000" nasz nieszczęsny Salieri.

Pisze pani; „Czego tak naprawdę Salieri zazdrościł Mozartowi? Przecież gdzieś w głębi serca podziwiał Mozarta, może nawet go uwielbiał. Najwidoczniej zazdrość – dość powszechne uczucie – wymknęła się spod kontroli, przybierając postać niezdrowej obsesji.”

Ja powiedziałbym, że tutaj mamy „zazdrość” w postaci czystej, wyniesionej na wyżyny. Dlatego tak dobrze się to ogląda, bo kino to emocje. Dziękuję za wrażenia. Pozdrawiam


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 30 gru 2019, o 21:41 
Offline

Dołączył(a): 30 maja 2016, o 04:46
Posty: 44
[quote="Justyna Margielewska"] Talent to tylko wierzchołek góry lodowej, choć u mnie trudno mówić o talencie… skoro ja sama znam ludzi, którzy są rozpoznawalni w swej dziedzinie (wiem, że nicki Olsikowa, Sami) nic Państwu nie powiedzą, ale mi ta gorzka wiedza wystarcza, by w kilku chwilach seansu kibicować temu złemu Salieriemu. Oby obeszło się bez nieporozumień… nikogo nie mam zamiaru zabijać, rzecz jasna.[/quote]

Każdy z nas, pewnie złapał się, że chwilami „kibicował” Salieriemu. Jego zazdrość jest czysta i bardzo nam bliska, bo któż zazdrości nie odczuwał, jednocześnie podziwiając tego, który zazdrość naszą wzbudza, bo robi lepiej, mocniej, intensywniej niż my coś robił, tworzył.

W rezultacie też jego ludzkie, choć niekoniecznie „ładne” uczucia, powodują, że jego osobowość zyskuje na znaczeniu. Wyrafinowana ironia, dowcip i emocje, które wywołuj w widzu, nie wykluczają sympatii.

Piszę też Pani: „ja uważam, że język niemiecki wybitnie nie nadaje się do śpiewania, chyba tylko do dowodzeniem wojskiem i nawet słowo motyl po niemiecku – schmetterling brzmi jak jakieś działo), Sorry Germanie… taki mamy klimat.

Tu się nie zgodzę. Ja lubię niemiecki w literaturze (poezji) ale też śpiewie, zwłaszcza, gdy śpiewa Marlena Dietrich ;-)

pozdrawiam i dobrego filmowo 2020 roku życzę,
Radek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 30 gru 2019, o 21:41 


Góra
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 8 ] 

Strefa czasowa: UTC


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group
Tłumaczenie phpBB3.PL