Internetowy Klub Filmowy Osób Niewidomych

ikfon.defacto.org.pl
Teraz jest 28 lis 2020, o 02:04

Strefa czasowa: UTC




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 10 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 8 lis 2020, o 21:19 
Offline

Dołączył(a): 8 sty 2013, o 20:22
Posty: 201
Pewnego razu... w Hollywood"(2019, reż. Quentin Tarantino, USA, Wielka Brytania, 161 min dramat , kryminał)
Film: „Pewnego razu… w Hollywood” (2019r) czas trwania: 2 godz. 41 min.
Gatunek: dramat, kryminał
Reżyseria: Quentin Tarantino
Scenariusz: Quentin Tarantino
Kostiumy: Arianne Phillips
Scenografia: Barbara Ling
Zdjęcia: Robert Richardson
Występują: Leonardo DiCaprio, Brad Pitt, Margot Robbie, Al. Pacino, Emile Hirsch, Rafał Zawierucha.

Dzień dobry Państwu,

Bardzo miło mi spotkać się z Państwem ponownie, po raz przedostatni w tym roku. W tym miesiącu tematem naszych dyskusji będzie wyjątkowy film od równie wyjątkowego twórcy, mianowicie „Pewnego razu… w Hollywood”, czyli dziewiąty (i, jak na razie, ostatni) film Quentina Tarantino.

Nazwisko i twórczość Tarantino są w naszym kraju bardzo dobrze znane oraz doceniane, reżyser dał nam między innymi takie klasyki jak obie części „Kill Billa”, będący bardzo interesującą rekonstrukcja klasycznego westernu „Django”, swobodnie podchodzące do realiów historycznych „Bękarty wojny”, czy oczywiście najbardziej znane z jego dzieł – nieśmiertelne „Pulp Fiction”, które z miejsca stało się dziełem kultowym i które do dziś jest cytowane nawet w codziennych rozmowach. Quentin Tarantino dał się poznać fanom filmów na całym świecie jako wielki miłośnik kinematografii, prawdziwy artysta z niesamowicie charakterystycznym autorskim stylem, a także jeden z niewielu reżyserów, potrafiących tak przetworzyć utarte motywy i klisze z kina klasy B, by w efekcie stworzyć z nich unikatowe dzieła sztuki. Filmy Tarantino mają w sobie, kolokwialnie mówiąc, dużo dobrego, coś, dzięki czemu z ich seansów będą zadowoleni zarówno widzowie, pragnący dobrej rozrywki, jak i filmoznawcy, analizujący filmy pod nieco innymi kątami. A trzeba przyznać, niemała to sztuka, by jednocześnie zachwycić krytyków, jak i tak zwanych „zwykłych widzów”.

Nie będę ukrywał, że Tarantino jest moim ulubionym reżyserem, dlatego na jego najnowszy film czekałem z wielka niecierpliwością. Pierwszą myślą, która przyszła mi do głowy po opuszczeniu sali kinowej, było stwierdzenie, że ten film może podzielić publiczność – i faktycznie tak się stało. „Pewnego razu… w Hollywood” jest bowiem tak bardzo odmienne od poprzednich filmów reżysera, jak to tylko możliwe… a zarazem zaryzykowałbym stwierdzenie, że to „najbardziej tarantinowski” z jego filmów. Twórczość tego reżysera kojarzy się przecież głównie z dynamiczną akcją, błyskotliwymi dialogami, często brutalnym, eksploatacyjnym humorem. „Pewnego razu…” wydaje się na pierwszy rzut oka być kompletnym przeciwieństwem chociażby „Pulp Fiction”, „Bękartów wojny” czy „Wściekłych psów”, jednak, jak to się mówi, diabeł tkwi w szczegółach. Film opowiada historię Ricka Daltona, aktora (granego przez Leonarda DiCaprio), którego sława chyli się ku upadkowi, oraz jego przyjaciela, a zarazem dublera, Cliffa Bootha (w tej roli Brad Pitt). Obaj mężczyźni starają się odnaleźć w coraz szybciej rozwijającym się Hollywood lat 60-tych, co, wbrew ich niewątpliwemu talentowi, nie jest wcale taką prostą sprawą. Drugim główny wątek filmu, przeplatający się z pierwszym, może stanowić ciekawostkę dla polskich widzów – toczy się on bowiem wokół małżeństwa Sharon Tate i Romana Polańskiego (w tych rolach kolejno Margot Robbie oraz Rafał Zawierucha, ten drugi co prawda w roli raczej epizodycznej). W przeciwieństwie do poprzednich swoich filmów, w „Pewnego razu…” Tarantino postanowił zdecydowanie spowolnić tempo akcji, jest to film bardzo spokojny, wręcz dla niektórych widzów okazywał się zbyt wolny. Mówiłem jednak wcześniej, iż moim zdaniem to najbardziej tarantinowski film ze wszystkich – uważam tak dlatego, że film ten stanowi przede wszystkim gigantyczną laurkę i wyraz wielkiej miłości reżysera do ery klasycznego kina hollywoodzkiego. Jest to film, w którym pojedyncze postacie nie są aż tak istotne, bo główną rolę odgrywa tu cała otoczka środowiska filmowców. Film naszpikowany jest wręcz odniesieniami do klasyki kinematografii, a wszystko podane jest w taki sposób, że ciężko nie zakochać się w tym, co oglądamy, ciężko nie poczuć nostalgii za minionymi czasami, nawet jeśli nie mamy możliwości ich pamiętać. Wreszcie, finał filmu jest bardzo intensywny, to typowa dla reżysera dynamiczna akcja, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że wydarzenia, które mają tam miejsce, są nawet bardziej satysfakcjonujące dla widza, niż niejedno widowiskowe starcie z „Kill Billa”. Jeśli nawet komuś nie przypadnie do gustu raczej spokojny ton filmu, to jestem niemal pewny, że zakończenie mu to wynagrodzi i dostarczy masy emocji.

Bardzo cieszę się, że będę miał okazję porozmawiać z Państwem na temat tego filmu, nie mogę się doczekać Państwa opinii po seansie, jestem pewien, że film taki jak ten wzbudzi co najmniej ciekawą dyskusję. Jak zawsze proponuję kilka kwestii, które warto moim zdanie poruszyć w trakcie dyskusji:

1. „Pewnego razu… w Hollywood”, podobnie jak wcześniej „Bękarty wojny”, charakteryzuje się swobodnym podejściem do faktycznych wydarzeń historycznych. Tarantino osadza akcję swojego filmu wewnątrz prawdziwych wydarzeń, jednak ostatecznie nie boi się odejść od faktów i stworzyć własną, alternatywną wersję historii. Jakie jest Państwa podejście do tego zabiegu? Uważają Państwo takie zmiany historii za dobre, czy może wręcz przeciwnie?

2. Czy mieli Państwo wcześniej styczność z twórczością Quentina Tarantino? Jakie mają Państwo odczucia wobec niej? Może mają Państwo jakieś ulubione filmy tego reżysera?


3. „Pewnego razu… w Hollywood” jest w pewnym sensie opowieścią autotematyczną – to poniekąd film o filmie, o tworzeniu filmu, wreszcie o życiu gwiazd filmowych pokazywanym od tak zwanej ludzkiej strony. Może znają Państwo jakieś przykłady innych filmów, które opowiadały o filmowcach, o przemyśle filmowym?

4. Która kreacja aktorska przypadła Państwu do gustu najbardziej? Mieli Państwo jakichś swoich ulubionych bohaterów?

5. Przede wszystkim – czy nie przeszkadzało Państwu takie odejście od charakterystycznego stylu znanego z poprzednich dzieł Tarantino?

Zachęcam serdecznie do dyskusji poprzez forum oraz drogą mailową ikfon@defacto.org.pl od 09.11.2020 do 22.11.2020.

Jakub Kraszewski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 8 lis 2020, o 21:19 


Góra
  
 
PostNapisane: 12 lis 2020, o 09:29 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2019, o 08:49
Posty: 22
Szanowni Państwo,

przypominam, że od kilku dni można dołączyć do dyskusji o filmie "Pewnego razu... w Hollywood", zarówno tu na forum, jak i przez pocztę email. Gorąco zachęcam do udziału w dyskusji, jestem bardzo ciekaw Państwa wrażeń na temat tego filmu. Podobało się? A może wręcz przeciwnie? Które sceny filmu najbardziej zapadły Państwu w pamięć, które były najlepsze? Zachęcam do dzielenia się przemyśleniami :)


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 14 lis 2020, o 14:17 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 176
Dzień dobry,

Oglądam sobie film i mogę się pośmiać z amerykańskiej kinematografii. Skoro Mamy lata 60. to bandzior musi zostać pokonany bo kodeks Haysa. Bohater filmu ma nazwisko jak trzej bandyci z komiksów o pewnym kowboju (Lucky Luke), a przynajmniej bardzo podobne...

Z polskim kinem, tak prześmiewcza jest chyba komedia "Nic śmiesznego", gdzie tym razem drugi reżyser czyli Adaś Miauczyński (Cezary Pazura) doprowadza do za szybkiego wysadzenia mostu i ułani nie zdążyli na konikach przez ten most przedostać się na drugą stronę. Ponoć cały budżet filmu to było zbudowanie tego mostu.

Wracając jednak do Hollywood, czy oni nadal żyją sprawą Romana Polańskiego?
Brawa za wstęp do AD za wspomnienie o jakich filmach mowa w trakcie seansu. Trzeba przyznać, że Tarantino miał fajny pomysł z doklejaniem aktora do innych produkcji, tak aby pokazać jakby jego karierę.

Taki zabieg, że postacie z jednego filmu spotykają się z postaciami z innego filmu w tworzonym nowym wideo fani nazywają corssoverami. Fajnie się robi takie rzeczy... - trochę to pracy. Już w filmie "Kto wrobił Królika Rogera?", który też miał takie Tarantinowe wstawki (film animowany, a zarazem film gangsterski) tez były te crossy.

Widać, że Tarantino lubi kino... Ale mi się zrymowało! jak jest dużo strzelania, efektów i kopniaki to wiadomo, że ten reżyser. Niestety jednak Naziści zostali nazwani Faszystami, a to dowodzi nie do końca zrozumieniu historii Europy przez USA. Pan Tarantino... miał kiepski research, czy co?

To jest akurat na minus, a może się czepiam?, Pozdrawiam, Justa


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 15 lis 2020, o 21:37 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2019, o 08:49
Posty: 22
Pani Justyno,

Fakt, że akcja filmu jest osadzona w latach 60-tych, poza oczywiście byciem wyrazem wielkiej miłości Tarantino do kina tamtego okresu, daje też pole do popisu jeśli chodzi o przeróżne nawiązania, żarciki czy mrugnięcia okiem w stronę widza. Podczas pierwszego seansu cały czas miałem gdzieś z tyłu głowy, że skądś znam nazwisko Dalton… Dopiero potem dotarło do mnie, jak bardzo to było oczywiste :) A i te wspomniane przez Panią crossovery to przecież nie lada gratka dla fanów kina tamtych lat. Takie subtelne nawiązanie na zasadzie „kto wie, ten wie”.

A Tarantino rzeczywiście lubi kino, nawet bardzo, i zawsze daje to po sobie poznać. Między innymi dlatego jego kino jest tak wyjątkowe. A w kwestii mylenia nazistów z faszystami… przyznam uczciwie, że nie wyłapałem tego, ale z drugiej strony oglądałem film już jakiś czas temu. Jeśli faktycznie kolokwialnie mówiąc coś jest na rzeczy, to faktycznie słabo ze strony twórców.

Pozdrawiam serdecznie

Jakub Kraszewski


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 16 lis 2020, o 16:10 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 176
Jeśli chodzi o mylenie Nazistów z Faszystami, to może być to kwestia tłumaczeń i dodawanych dialogów może nawet po skończonym filmie! W zwiastunie do tego filmu na przykład nie było gafy! Może to być potem kwestia montażu. Jednak jeśli dla Amerykanów Nazizm to synonim słowa Faszyzm to nie jest za dobrze.

[quote="Jakub Kraszewski"]Pani Justyno,

A Tarantino rzeczywiście lubi kino, nawet bardzo, i zawsze daje to po sobie poznać. Między innymi dlatego jego kino jest tak wyjątkowe. A w kwestii mylenia nazistów z faszystami… przyznam uczciwie, że nie wyłapałem tego, ale z drugiej strony oglądałem film już jakiś czas temu. Jeśli faktycznie kolokwialnie mówiąc coś jest na rzeczy, to faktycznie słabo ze strony twórców.

Pozdrawiam serdecznie

Jakub Kraszewski[/quote]


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 18 lis 2020, o 12:07 
Offline

Dołączył(a): 14 sty 2013, o 21:05
Posty: 128
Witam Forum,
Witam Panie Jakubie,
bardzo, ale to bardzo byłam ciekawa tej nowej produkcji Quentina Tarantino. Bo akurat lubię jego filmy i nie odstraszają mnie przejaskrawione, krwawe jatki. Lubie zaś te swoiste modyfikacje, pszekształcanie rzeczywistości, a najbardziej lubię dialogi i parodiowanie gatunków uprawiane przez reżysera.

Głośno było o tym najnowszym filmie, a przy tej okazji w moim mieście jeszcze głośniej o grającym Romana Polańskiego- Rafale Zawierucha. I choć za wiele kwestii on nie wypowiada, właściwie to jedna dobitna z przekleństwem na tarasie i krótkie 'hi' w aucie, to sporo go widać i prezentuje się ponoć bliźniaczo. Z resztą pewnie większość gdzieś wpadła na jakiś wywiad lub program z Rafałem Zawieruchą po powrocie ze Stanów, więc ma świadomość i wiedzę o amerykańskiej przygodzie Polaka/Kielczanina.

Po seansie "Pewnego razu..." widzę, że reżyser jest wierny swoim rozpoznawalnym cechom (mistrzostwo dialogów, dłuuugie ujęcia),ale i mnóstwo nawiązań do autentycznych postaci świata kina, co dla koneserów i wielbicieli jest zapewne smacznym kąskiem do rozgryzania i dyskutowania
Ale zwróciłam uwagę na jeszcze jedną rzecz. To już trzeci film, w którym pojawia się wątek niewidomego. Tu akurat postać właściciela rancza, niewidomego George'a. Jest zdaje się zbudowana na autentycznej postaci, właściciela rancza, na którym mieszkała sekta czy rodzina Mansona.
Z "Pulp Fiction" pamiętam zaś scenę, jak w aucie Travolta opowiada Saumelowi L. Jacksonowi film o gliniarzach, w którym podczas strzelaniny jeden z policjantów traci cały magazynek nabojów i nie trafia w zbira, na co ten mu odpowiada coś w stylu: "jak chcesz udawać niewidomego to sobie kup wilczóra, ja mam oczy szeroko otwarte' a wtedy Travolta przypadkiem strzela w twarz siedzącemu z tyłu kolesiowi, i zwala winę na kierowcę, że to ten wjechał na wybój.
W "Nienawistnej Ósemce" jest zaś tekst mniej więcej taki, że 'nie nabrałby się na to ślepy szaman", ale dokładnie nie pamiętam sceny i nie jestem pewna czy to nie było czasem powiedziane przez Kurta Russella jak oglądał podrobiony list.

Seans zleciał, nie zawiodłam się, parodia baśni trafiła w mój gust. Życzyłabym sobie, żeby kolejny film Tarantino nakręcił w krótszym odstępie czasu.

Pozdrawiam

P.S.
Dzięki Justa za wzmiankę o crossoverach, :) Muszę sobie zapamiętać :)


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 lis 2020, o 17:59 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2019, o 08:49
Posty: 22
Pani Magdaleno,

Cieszę się, że film się Pani podobał! Co do roli Rafała Zawieruchy jako Romana Polańskiego, to jest to w niektórych kręgach, delikatnie mówiąc, dość wrażliwa kwestia. Sporo osób przed premierą nastawiło się, że Polański w tym filmie odegra jakąś znaczącą rolę, więc poniekąd rozumiem, że część widzów była rozczarowana tak znikomym jego udziałem. Jak Pani zauważyła, zaledwie jedna, góra dwie kwestie w filmie, jego postać jest bardziej elementem tła dla granej przez Margot Robbie Sharon Tate, niż faktycznym bohaterem historii. Ale z drugiej strony – co tu się dziwić, skoro to nie był i nigdy nie miał być film o nim? Wśród polskich widzów nadmierne oczekiwania rozbudzały głównie medialne doniesienia na temat produkcji, często nieco podkoloryzowane – w końcu przecież nagłówki w stylu „Polski aktor u boku Tarantino” brzmią bardzo atrakcyjnie.

Z jeszcze innej strony patrząc, całe to okołofilmowe zamieszanie wyszło na dobre samemu aktorowi. Rafał Zawierucha wcześniej nie był szczególnie rozpoznawalnym aktorem w skali całego kraju, mogę się mylić, bo osobiście przed „Pewnego razu… w Hollywood” nie kojarzyłem w ogóle jego nazwiska, jednak po szybkim sprawdzeniu informacji w bazie Filmwebu dochodzę do wniosku, że wcześniej grywał głównie epizodycznie lub w pobocznych rolach. Te ekranowe nawet nie pięć minut u znanego hollywoodzkiego reżysera na pewno pomogły zwiększyć jego rozpoznawalność, zresztą w samym tylko tym roku jego nazwisko można było znaleźć na plakatach co najmniej dwóch polskich filmów (czy były to filmy dobre to zupełnie inna kwestia, nie widziałem, więc ciężko mi ocenić…). Także jak to się mówi, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Myślę, że ten aktor ma jeszcze szansę nie raz zabłysnąć na ekranie i miejmy nadzieję, że nie raz nas zaskoczy.

A odnośnie jeszcze samego filmu, ma Pani rację - niewidomy właściciel rancza to George Spahn, postać autentyczna. Mężczyzna udostępniał swoje ranczo filmowcom, którzy kręcili w tym miejscu westerny (nie jestem pewny, czy ten szczegół pada w filmie). Natomiast później, jak słusznie Pani zauważyła, na jego farmie pomieszkiwała również banda Mansona. W filmie w tego bohatera wcielił się aktor Bruce Dern.
Pozdrawiam

Jakub Kraszewski


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 22 lis 2020, o 20:47 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 307
Witam panie Jakubie!

Ahoj Forum!

„Pewnego razu... w Hollywood", to jak dla mnie film „kobyła”. I wiadomo nie o konia tu idzie, ale o jego długość filmu. Przy pierwszym podejściu popełniłam błąd i włączyłam płytę dość późnym wieczorem. Efekt? Nie dałam rady dotrwać do końca, zasnęłam po ok. 1,5 godziny. Przy drugim podejściu było lepiej, ale nie zmienia to faktu, że trudno było mi dotrwać do finałowej sceny. A owa scena wreszcie była prawdziwie tarantinowska. Matko kochana: kule świstały, krew się lała, pies atakował, miotacz ognia ryczał ogniem piekielnym. No i prawie dało się poczuć swąd palonego ciała brrr.
Zastanawiałam się, czy podobała mi się alternatywna wersja prawdziwej historii? W sumie dlaczego nie. Oczywiście pod warunkiem, że do oglądania tej produkcji, zasiada widz znający prawdziwe fakty. Tarantino stworzył wersję, która dla mnie jest swoistą przestrogą dla pozostających w błogim uśpieniu i rozleniwieniu mieszkańców Hollywood.

Serdecznie pozdrawiam
Alicja


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 22 lis 2020, o 21:51 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2019, o 08:49
Posty: 22
Pani Alicjo,

Zdecydowanie „Pewnego razu… w Hollywood” może być ciężkim filmem do oglądania wieczorem, szczególnie jeśli widz jeszcze nie wie, czego się spodziewać. Film trwa niemalże trzy godziny, a w dodatku, w przeciwieństwie do poprzednich dzieł Tarantino, przez większość seansu tempo jest dość powolne – wstyd się przyznać, ale sam lekko przysypiałem w kinie podczas pierwszego seansu. A co ciekawe, film mógł być jeszcze dłuższy, bo nakręconego materiału podobno starczyłoby na ponad cztery godziny! Część scen Tarantino musiał jednak wyciąć, bo taka kobyla zdecydowanie byłaby zbyt dużym wyzwaniem dla wielu widzów (plus, o ile dobrze się orientuję, w swojej pełnej wersji film byłby zbyt długi, by zostać wyświetlony na festiwalu filmowym w Cannes, gdzie miał swoją premierę). Tarantino wspominał, że chciałby wydać pełną, ponad czterogodzinną wersję filmu w postaci czteroodcinkowego miniserialu, jednak do tej pory taka wersja się nie ukazała. A szkoda, osobiście czuję pewien niedosyt i chętnie bym taki miniserial obejrzał.

Pozdrawiam serdecznie

Jakub Kraszewski


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 23 lis 2020, o 10:35 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2019, o 08:49
Posty: 22
Szanowni Państwo,

Nasza przygoda z filmem „Pewnego razu… w Hollywood” dobiega końca. Jak zwykle niezmiernie się cieszę, że mogłem z Państwem podyskutować na temat tego niezwykłego, bądź co bądź, filmu. Najnowsze dzieło Quentina Tarantino wzbudziło wiele emocji i ciekawych przemyśleń, w ciągu ostatnich dwóch tygodni miałem okazję zapoznać się z wieloma różnymi opiniami na temat historii. Choć przeważnie byliście Państwo zadowoleni z seansu, to pojawiały się również głosy krytyczne – z czego również się cieszę! Zawsze powtarzam, że dyskusja o filmie jest ciekawsza, gdy można usłyszeć różnorodne opinie, niejako z obu stron barykady.

Jeśli miałbym podsumować jakoś podsumować wnioski, które wysnułem z naszych rozmów, przede wszystkim przypadły Państwu do gustu role głównych bohaterów, granych przez Leonardo DiCaprio i Brada Pitta. Chwaliliście też Państwo co prawda epizodyczną, jednak dla polskich widzów znaczącą rolę Rafała Zawieruchy jako Romana Polańskiego. Pojawiały się również głosy uznania dla osadzenia akcji w tym konkretnym okresie historycznym, a także związanych z tym licznych nawiązań do „starego kina”. Sam zabieg ingerencji w faktyczne wydarzenia historyczne i uśmiercenie bandy Mansona, zanim napadli oni na Sharon Tate, nie wszystkim z Państwa przypadł do gustu. Część z Państwa uznała to za ciekawy zabieg, możliwość do rozmyślań „co by było gdyby…”, część z kolei uznała to za niepotrzebne zagranie, mogące wprowadzić nieświadomego widza w błąd. Podobnie dość nierówne tempo akcji filmu nie wszystkim przypadło do gustu, niektórym z Państwa to nie przeszkadzało, inni z kolei pisali, że seans bywał momentami dość nużący. Większość z Państwa miała już wcześniej styczność z innymi filmami Tarantino, lub przynajmniej o nich słyszała, choć zdarzały się również osoby, które z jego kinem spotkały się po raz pierwszy. W przypadku osób zaliczających się do tej drugiej grupy, przynajmniej część wyraziła chęć zapoznania się z wcześniejszymi filmami reżysera – co osobiście, nie ukrywam, bardzo mnie cieszy!

Cieszę się, że film wywołał tak różnorodne emocje i sprowokował do ciekawej dyskusji na jego temat. Jak zwykle bardzo się cieszę, że miałem okazję podyskutować z Państwem na temat filmu. Jak zwykle pozwoliło mi to nie tylko skonfrontować moją opinię na jego temat z innymi, nierzadko odmiennymi, ale i rzuciło mi nowe światło na niektóre aspekty dzieła Tarantino. Dziękuję wszystkim z Państwa za udział w dyskusji i dzielenie się swoimi przemyśleniami. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.

Jakub Kraszewski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 23 lis 2020, o 10:35 


Góra
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 10 ] 

Strefa czasowa: UTC


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group
Tłumaczenie phpBB3.PL