Internetowy Klub Filmowy Osób Niewidomych

ikfon.defacto.org.pl
Teraz jest 28 lis 2020, o 01:13

Strefa czasowa: UTC




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 8 lis 2020, o 21:11 
Offline

Dołączył(a): 8 sty 2013, o 20:22
Posty: 201
Miłe Klubowiczki i mili Klubowicze!

Witam Was na kolejnym spotkaniu Internetowego Klubu Filmowego Osób Niewidomych „Pociąg”!

Zapraszam na film „Taksówkarz” w reżyserii Martina Scorsesego – i do dyskusji o nim.

Trochę się zdziwiłem, a może wręcz zaniepokoiłem. Swoimi wyborami. Nie politycznymi, tu jestem raczej spokojny, choć od wielu lat stawiam krzyżyki przy nazwiskach, które raczej nie przechodzą dalej, ale przynajmniej w zgodzie z samym sobą jestem. Tym razem o wybory filmów mi chodzi. Poproszony o podpowiedzenie kilku tytułów do programu tegorocznego, jubileuszowego Festiwalu płockiego, sami dobrze wiecie, jakie wskazałem: macedońskie „Bóg istnieje i ma na imię Petrunia” i „Krainę miodu” oraz bułgarskiego „Ojca”. Wiele można o nich powiedzieć, ale nie to, że są opowieściami krwawymi czy nadmiernie dynamicznymi. A teraz zestawmy to z wyborem filmów, do których zdecydowałem się napisać wstępy i moderować dyskusję: „Joker”, „Parasite” i teraz „Taksówkarz”. Dwa pierwsze znacie, wiecie więc, że i szybkiego tempa, i brutalności im nie brak. Kto widział film trzeci, a pewnie są takie osoby wśród Was, wszakże to film już cokolwiek niemłody, a i do klasyki kina obowiązkowo zaliczany, wie, że podobnymi cechami się odznacza. Skąd ten rozdźwięk? Ten tematyczny, ale i estetyczny rozrzut? Może z nastroju chwili? Może z pragnień ukrytych gdzieś głęboko? A może po prostu z umiłowania do sztuki filmowej we wszystkich – no, prawie – jej barwach i odcieniach? Przytulam się do tej ostatniej wersji zdarzeń i już, już prawie przechodzę do meritum.
Może jeszcze dodam, że kłopot mam, bo to film istotnie ważny dla mnie, myślę, że sytuuje się w czołówce listy, którą można by nazwać „filmami życia”. Obejrzałem go po raz pierwszy, gdy byłem nastolatkiem, zrobił na mnie kolosalne wrażenie, na tyle mocne, że z marszu postanowiłem poznać inne filmy Martina Scorsesego, na tyle, na ile to wówczas, w epoce kilku kanałów telewizyjnych i wypożaczali kaset VHS, było możliwe. W jakiej kolejności je oglądałem, nie pamiętam. „Wściekły byk”, „Król komedii”, „Ulice nędzy”, „Kasyno”, „Chłopaki z ferajny”, „Ostatnie kuszenie Chrystusa”, „Nowy Jork, Nowy Jork”, zaprawdę trudno wskazać tu dzieła jakkolwiek chybione. Autor „Taksówkarza” wkrótce stał się moim ulubionym reżyserem. Nosiłem się, wyobraźcie sobie, nawet z zamiarem powieszenia nad biurkiem jego portretu, wydartego, zdaje się, z czasopisma „Film”. A teraz leży przede mną jego autobiografia, nosząca fenomenalny tytuł „Pasja i bluźnierstwo”, wydana w Polsce w 1997 roku. Wtedy ją kupiłem i od razu przeczytałem. Wciąż pamiętam niedosyt. Mały format, stron ledwie dwieście. Taki artysta, a tak skromnie! Dopiero później zrozumiałem, że wśród twórców filmowych są tacy, co kręcą wybitne filmy, ale mają trudność w mówieniu czy pisaniu o sobie i swoich dziełach, oraz ci liczniejsi, zdecydowanie mniej zdolni, którzy własnymi komentarzami nadrabiają niedosatki talentu. Mój egzemplarz ksiażki Scorsesego wykazuje jednak pokaźniejsze rozmiary, wszakże nafaszerowany jest licznymi, związanymi tematycznie wycinkami z gazet. Taki miałem zwyczaj, który trwał jeszcze długo w epoce internetowej, że wycinałem i upychałem w adekwatnych książkach. Fajnie po latach zajrzeć i samemu się zdumieć, co też ten wiele lat młodszy ja wyczyniał...
Ale zacząłem od tego, że to film ważny. No i właśnie. Tu jest ten kłopot, którzy dobrze zdefiniowali moi starsi koledzy, dekaefowscy prelegenci, gdy przed laty robiłem z nimi wywiad. Pytałem o to, czy dane im było wygłaszać prelekcje do ulubionych filmów, jeśli tak, to jak im poszło, a jeśli nie, to czy się nie obawiali wysoce emocjonalnego stosunku do przedmiotu wypowiedzi? „Marzyłem, żeby powiedzieć o uwielbianym filmie, w końcu mi się udało i nie była to udana prelekcja! Nie jest łatwo mówić krótko i konkretnie o tym, co się kocha” – odpowiedział jeden z nich. „Niełatwo byłoby mi zmieścić w przepisowych 15 minutach wszystkiego, co chciałbym powiedzieć. I trudno byłoby nie narzucić swojej wizji, swojej interpretacji tego filmu, ale chciałbym kiedyś spróbować” – dodał inny. Takie zdania się zapamiętuje, a potem są kłopoty. Ale spróbuję, zachowując umiar.
Zatem „Taksówkarz”. Trudno w to uwierzyć, ale ten film powstał niemal pół wieku temu! No dobrze, precyzyjnie rzecz ujmując, w 1976 roku. Nic a nic się go czas nie ima. Rzecz dzieje się właśnie wtedy, w Nowym Jorku, rodzinnym mieście Scorsesego i Roberta De Niro, grającego Travisa Bickle'a, tytułowego taksówkarza. Partnerują mu Cybill Sheppard w roli Betsy, Harvey Keitel jako Sport i zaledwie czternastoletnia wówczas Jodi Foster jako Iris. Travis Bickle krąży po mieście swoim żółtym wehikułem i konstatuje, że źle się dzieje, a on, człowiek czynu, człowiek z misją, winien coś z tym złem zrobić. Choć bardzo młody, jest już weteranem wojny w Wietnamie, cierpi na bezsenność, więc kursy nocne mu nie przeszkadzają. Odwiedza kina porno, prowadzi dziennik. Gdy poznaje Betsy, coś się w nim zmienia. A gdy poznaje Iris, zmiany się pogłębiają. I jeśli zestawiłem na wstępie „Taksówkarza” z „Jokerem” i „Parasite”, pewnie domyślacie się, w którą stronę zmierzy ta opowieść.
Scenariusz wyszedł spod pióra Paula Schradera, znakomitego scenarzysty, a z czasem i niezłego reżysera. Wpadająca w ucho i wwiercająca się w mózg muzyka to ostatnie kompozycje wielkiego Bernarda Herrmanna. Film zdobył sporo nagród, w tym tę najważniejszą, czyli Złotą Palmę na festiwalu w Cannes w 1976 roku. Okupuje też wysokie miejsca w rozmaitych rankingach najznakomitszych filmów. I najstraszniejszych bohaterów filmowych także.
„Taksówkarz” to wciągająca opowieść o samotności w wielkomiejskim tłumie, o wyniszczającej traumie nie do przezwyciężenia bez fachowej pomocy, o wielkich ambicjach niewłaściwie jednakowoż ukierunkowanych, ale i o poważnym pomieszaniu tego, co realne, z tym, co wyobrażone. Zwróćcie na to uwagę.
Zastanawiając się, jaki element historyczno-filmowy wpleść w te tekst, pomyślałem o ostatnim razie, gdy widziałem „Taksówkarza”. To był Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Karlovych Varach, póki nie założyłem rodziny, jeździłem tam co roku, by przez dziesięć dni chłonąć po pięć filmów dziennie, świeżutkich i archiwalnych, a wszystko to przepijając czeskimi pysznymi, zimnymi, gazowanymi... wodami mineralnymi, rzecz jasna. Zatem Karlovy Vary, rok 2011, w programie znajduje się cyfrowo odrestaurowana wersja „Taksówkarza”. Musiałem go obejrzeć! Znów, po latach, „Taksówkarz” na wielkim ekranie i w dodatku w tej odświeżonej wersji! Zwłaszcza, ze zapowiadano pewne zmiany, korekty w obrazie. Wskaźnik na moim wewnętrznym mierniku poziomu kinofilskiej frajdy osiągnął stany graniczne, najwyższe.
Zatem co nieco o cyfrowych rekonstrukcjach będzie. Pewnie już coś o tym wspominałem, bo trudno, żeby nie, ale uporządkujmy. To wykorzystująca możliwości cyfrowe, czyli, upraszczając, komputerowe, metoda konserwacji starych filmów. Filmów, jak wiadomo, kręconych, rozpowszechnianych i archiwizowanych na starej, dobrej taśmie celuloidowej lub poliestrowej. Taśma jest jako wynalazek stara jak samo kino i jako nośnik naprawdę bardzo dobra, ale niestety podatna na różnej maści zniszczenia: mechaniczne, chemiczne, biologiczne, atmosferyczne. Stąd, by odzyskać to, co na takich starych taśmach było zapisane, ktoś wymyślił, że dobrze byłoby je zeskanować, a potem na ekranach komputerów przyjrzeć się temu, co na nich widać, a czego nie, choć widać być powinno. I potem, kadr po kadrze, albo raczej klatka po klatce, a przypomnijmy, że mówimy o filmach, w których na jedną sekundę projekcji przypada od 16 do 24 klatek, czyści się, uzupełnia ubytki, podkolorowuje, poprawia kontrast i wykonuje wiele innych alchemicznych operacji w miarę możliwości pod okiem twórców, jeśli wciąż są wśród nas, bądź innych ekspertów. To samo dotyczy ścieżek dźwiękowych, jeśli oczywiście rekostruuje się film dźwiękowy.
Mniej więcej tak samo wykonuje się współcześnie postprodukcję obrazu i dźwięku nowo powstających filmów, więc sprzętu, oprogramowania i fachowców nie brakuje. Czasem nie staje środków i czasu, bo to procesy naprawdę kosztowne i długotrwałe.
W idealnych sytuacjach mówimy o skanowaniu dobrze zachowanych negatywów, w typowych o obróbce zachowanych w różnym stanie negatywu i kopii pozytywowych, w gorszych o chwytaniu się każdego ocalałego fragmenciku i próbach sztukowania całości, a w ekstremalnych o żmudnym ratowaniu najdrobniejszych elementów tej filmowej układanki na przykład z taśm stopionych w pożarze, taśm przeżartych przez grzyby i pleśnie, taśm wysuszonych w wyniku niewłaściwego przechowywania czy odwrotnie – zalanych.
Efekty końcowe nierzadko zdumiewają. Wracają na ekrany filmy z najgłębszych zakamarków archiwów, nierzadko uważane za zaginione, bezpowrotnie utracone. Wracają klasyki, dostępne teraz w jakości obrazu i dźwięku, jaka niedostępna była, gdy powstawały. Tak, technikami cyfrowymi można wyciągnąć ze starych taśm, tu najlepiej dobrej jakości negatywów, więcej, niż umożliwiały to fotooptyczne procesy obróbki taśmy sprzed lat. Witold Sobociński, nasz wybitny autor zdjęć cyfrowych, mówił wręcz o cyfrowej interpretacji starych filmów. Bo wreszcie, nadzorując rekonstrukcje filmów, które kręcił w latach 50. czy 60. ubiegłego wieku, mógł zrealizować pierwotne zamiary, jakie przyświecały jemu, reżyserom, scenografom, kostiumografom, oświetleniowcom. Bo o ile w naszej części świata udawało się kręcić na dobrej jakości negatywach, tych z zachodniego świata, to o dobrej jakości pozytywowe kopie eksploatacyjne mało kto dbał, stawiano na materiały produkcji wschodniej. Redukcja kosztów, braterstwo narodów. Więc, choć niełatwo w to uwierzyć, dzisiaj mamy możliwość oglądania starych filmów w lepszej jakości niż widzowie ich premierowych pokazów. A gdy pomyślimy o dziełach z epoki niemej, czy zgoła z samych początków kina... Można ulec złudzeniu, że filmy zawsze były perfekcyjne. Nic się nie trzęsło, nic nie rwało, obraz był ostry i kontrastowy, no, rewelacja! Tak nie było, a dzisiaj może być dzięki postępowi technologicznemu.
I na koniec najlepsze: tak pieczołowicie zrekontruowane filmy archiwizuje się oczywiście na nośnikach cyfrowych, ale co zamożniejsze, bardziej przewidujące i odpowiedzialne archiwa filmowe wykonują też z nich kopie na najwyższej jakości taśmie filmowej. Dlaczego? Po co? Bo to nośnik zdecydowanie bardziej trwały i niezawodny niż jakikolwiek twardy dysk. Bo choćby żeby zobaczyć, co na nim jest, wystarczy popatrzeć pod światło, choćby słoneczne, prąd niepotrzebny.
Cyfrowo zrekonstrowanego „Taksówkarza” wyświetlano w Karlovych Varach właśnie z taśmy filmowej o standardowej szerokości, czyli 35 mm. Zadbał o to oczywiście sam Martin Scorsese. Dlaczego akurat ten temat przy tym filmie i tym twórcy? Scorsese, jeden z największych miłośników sztuki filmowej i znawców historii filmu wśród reżyserów i całej reszty świata, jest od wielu, wielu lat czynnie zaangażowany w ratowanie filmowego dziedzictwa ludzkości. W 2007 roku powołał w tym celu World Cinema Foundation, z której z czasem wyrósł World Cinema Project, którego celem jest właśnie przywracanie do obiegu znaczących dzieł najrozmaitszych kinematografii świata. Rekontrukcja to jedno, ale poza tym są przeglądy, wydania na płytach do użytku domowego, a każdy film najczęściej opatrzony jest wnikliwym komentarzem samego Scorsesego.
I wiecie co, autor „Taksówkarza”, „Wściekłego byka” i „Kasyna” jest z pewnością jednym z najwybitniejszych reżyserów świata, ale ta jego nieskończona kinofilia i ta działalność społeczna w wymiarze ogólnoludzkim, globalnym imponują mi jeszcze bardziej. Cześć mu i chwała!

To napisawszy, zapraszam na do Nowego Jorku A.D. 1976. Złapcie taksówkę i jazda!
Pozdrawiam serdecznie,
Maciej Gil
PS. Przeczytałem całość. Nie wiem, jak to robicie, ale momentami nawet dla mnie samego zaskakująco się przed Wami otwieram i zwierzam...

Raz spróbowałem i zadziałało, więc znów proponowanych zagadnień do dyskusji nie będzie, liczę na Waszą inwencję i inteligencję. Powtórzę – piszcie, co mózg palcom podyktuje. Niecierpliwie wyczekuję lektury od 09.11.2020 do 22.11.2020 na forum „Pociąg do dyskusji” oraz klubkonesera@defacto.org.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 8 lis 2020, o 21:11 


Góra
  
 
PostNapisane: 11 lis 2020, o 17:59 
Offline

Dołączył(a): 14 sty 2013, o 21:05
Posty: 128
Witam Forum,
Witaj Maćku,

No film klasyk, ale i scena z ćwiczeniem postawy strzeleckiej przed lustrem przeszła do historii i została wielokrotnie rekonstruowana w innych fabułach. Przypomina mi się tu Leon Zawodowiec i nasz rodzimy Killer (ten to nawet z tekstem 'Are you talkin' to me?") :)
A i w tekście Pantery do kawałka Walk mamy słynne "Respect! Walk! Are you talking to me? Are you talking to me? (...) No way punk!)

A czy to był debiut Jodie Foster? Bo rola jak na dziecko trochę traumatyczna :)

Tymczasem


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 11 lis 2020, o 19:50 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2014, o 16:33
Posty: 54
Dzień dobry forum, cześć Maćku!

A mnie nie bardzo podchodzi ten film - te poprzednie Twojego wyboru (Joker i Parasite) też nie. Nie neguję Twojego gustu filmowego ani samego filmu - prawdopodobnie aktualnie jestem w nieco innym miejscu własnego życia, gdzie negacji podlega wszelka krzywda czyniona na bliźnim, wszelka nierówność społeczna i związana z tym niedola jednostki. Jest we mnie opór na okładanie się pięściami, wykorzystywanie słabszych przez silniejszych i chyba jest też bezradność. Jeden śmiały nowojorski taksówkarz, biorący odwet na bandziorach i cwaniakach za krzywdę na dziecku, za ćpanie, charkanie, szczanie, śmiecenie i prostytucję na ulicy, to za mało, żeby mnie udobruchać czy przeciągnąć na swoją stronę. Może za jakiś czas docenię Taksówkarza, a może nigdy mi się to nie uda. No sorry… Za to wprowadzenie do filmu, zwłaszcza obfity i osobisty fragment o cyfrowych rekonstrukcjach to mistrzostwo świata. Cenię ludzi, którzy wiedzą więcej niż ja i potrafią dzielić się tą wiedzą, nie przynudzając przy tym. Czytałam z przyjemnością i czułam, że świat mimo wszystko może być piękny. Dziękuję :)

_________________
Edyta


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 14 lis 2020, o 18:55 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 176
Kolejna jadka klasyczna z tym filmem, kojarzy mi się: You talking to me?” Myślę, że trudno jest, a zarazem przyjemnie prowadzić dyskusję o swoim, ulubionym filmie.

Ja kiedyś miałam taki epizod na studiach, prawie podczas mojej "prelekcji" pękłam ze śmiechu. Pokazując jak Japończycy w anime ukazują Europe, a zwłaszcza Rosję i Kreml. Serio.

Jęli chodzi o majsterkowanie przy filmach robionych na komputerze - to zawsze warto zostawić sobie klatki zapisane w grafice wektorowej, a potem w zależności od nowych formatów wideo na przykład 4K, 8K lub innych nieznanych jeszcze znów montować na wyższa jakość w programie do edycji wideo.

Kilka ciekawostek z planu "Taksówkarza":

Kiedy Travis rozmawia ze Sportem w sprawie usług Iris, można usłyszeć głos spoza kamery, podpowiadający Keitelowi kwestię: "But no rough stuff" (Tylko bez bicia). W liście rocznicowym, który Travis wysyła do swych rodziców, nawiązuje do lipca jako do miesiąca zawierającego Dzień Ojca. W rzeczywistości Dzień Ojca jest w czerwcu. W jednej ze scen Travis obcina jeden rękaw od koszuli którą ma na sobie. W następnej scenie ten rękaw znowu jest nieobcięty. Szklanka, do której Travis wrzuca paracetamol, pojawia się nagle naprzeciwko niego. W poprzedniej scenie widzimy, że była tam tylko filiżanka kawy. Długość włosów Travisa zmienia się z długich i krzaczastych do krótkich zaczesanych do tyłu i znowu do długich krzaczastych. Kiedy Iris i Travis jedzą posiłek w knajpie, liczba tostów na stole zmienia się w poszczególnych ujęciach. Travis spala w zlewie kwiaty, które odsyłała mu Betsy. Jednak w późniejszej scenie, w chwili chowania przez niego pieniędzy do kieszeni, można zauważyć na podłodze te same kwiaty. Kiedy Travis opuszcza garaż po zaparkowaniu taksówki, jego kurtka jest rozpięta. W następnym ujęciu jest już do połowy zapięta. Kiedy Travis siedzi w taksówce ze zdradzanym przez żonę pasażerem, w jednym z ujęć widać, że licznik przeskakuje z liczby 265 na 275. W następnym ujęciu, gdy Travis ustawia lusterko wsteczne, licznik ponownie pokazuje liczbę 265. Kiedy Travis po raz pierwszy zabiera Betsy do kawiarni, mówi, że zamówił czarną kawę. Jednak chwilę później na stoliku widzimy kawę z mlekiem. Podczas jednej ze scen w oknie biura kampanii wyborczej możemy dostrzec odbijającą się ekipę filmową. W ujęciach z zewnątrz widać, że Iris mieszka pod adresem 226 East 13th Street. Jednak gdy Travis pisze do niej list, adresuje kopertę 240 East 13th Street. W scenie zakupu broni od dilera, Travis wypróbowuje mały czarny pistolet. Ma wtedy na sobie kurtkę. W następnej sekundzie, po zmianie ujęcia jego kurtka leży na stoliku, a Travis nie ma już pistoletu w ręce. Gdy w końcowej scenie Travis zostaje postrzelony w szyję i przykłada dłoń do miejsca strzału, widać, jak jego sztuczna łysina marszczy się w tym miejscu. W scenie w knajpie, gdy Travis wrzuca tabletkę rozpuszczalną do kawy, widać przed nim otwartego cheeseburgera. Problem w tym, że Travis nigdy nie zamawiał, ani nie otrzymał cheeseburgera. Przyniesiono mu tylko zamówioną kawę. W końcowej scenie masakry Travis odstrzeliwuje jednemu z mężczyzn cztery palce. Jednak gdy później ten sam facet rzuca się na Travisa w pokoju Iris, przez chwilę widać u niego "brakujące" palce. Gdy Iris rani Travisa w ramię, dźwięk wystrzału następuje sekundę po naciągnięciu spustu. W scenie, gdzie właściciel sklepu ze złości bije pałką martwego rabusia, można zauważyć, że zwłoki zmieniają swoje położenie między ujęciami. W końcowej scenie, gdy Travis zostaje postrzelony w ramię, upuszcza swój pistolet, który spada na schody. W następnym ujęciu broń ląduje obok niego na podłodze po prawej stronie. Kiedy Travis sprawdza rewolwer 44 Magnum oferowany przez handlarza bronią, obraca cylindrem co emituje dźwięk kliknięcia. Nie jest to możliwe w przypadku rewolweru. Handlarz bronią błędnie określa oferowany Travisowi pistolet .380 Astra Constable jako Walthera PPK.

Jeszcze się odezwę jeśli chodzi o dalsze refleksje, na razie pozdrawiam, Justa


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 14 lis 2020, o 19:02 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 176
Tak Magdo, ta scena to sztosik! I od razu mi się przypomina Parodia Cezarego Pazury, przy lustrze. "No co wy tam wiecie o zabijaniu?" Tylko banana mu do łapki dać.

No film klasyk, ale i scena z ćwiczeniem postawy strzeleckiej przed lustrem przeszła do historii i została wielokrotnie rekonstruowana w innych fabułach. Przypomina mi się tu Leon Zawodowiec i nasz rodzimy Killer (ten to nawet z tekstem 'Are you talkin' to me?") :)
A i w tekście Pantery do kawałka Walk mamy słynne "Respect! Walk! Are you talking to me? Are you talking to me? (...) No way punk!)


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 15 lis 2020, o 19:14 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 176
I jeszcze jedne, moje wrażenia po "Taksówkarzu". Myślałam, że bohater zginie. Gdybym była na miejscu dziewczyny Travisa, nie byłabym zadowolona z randki w Kinie z filmami porno.

Jeśli chodzi o sam obraz - to trzeba przyznać, że kamerzysta musiał mieć wiele pracy. Tak dobrze ująć miasto nocą. Nie wiem czy to robota mojego komputera, ale kolory i jakość wideo przypominały filmy z ulubionego kina Travisa. Czy o to chodziło, aby powiedzieć, że nasz świat jest tak samo koszmarny jak filmy dla dorosłych?

Może to magia tej całej rekonstrukcji? Nie Wiem dlaczego ale kiedyś wydawało mi się, że Taksówkarz miał mniej giwer, a także to, że film był czarno - biały? Może ja oglądałam inny film? Może to efekt Mandeli?

Niektórym wydaje się, że pokemon Pikachu miał na czarny koniec ogona, a nie żółty, za to mi się wydawało, ze bohater filmu miał mniej splów.

Klasyka kina - trochę inna USA niż w filmie Tarantino, a może i niekoniecznie? Ten film był straszniejszy, bo bardziej realistyczny. I na pewno bohater miał coś na tle psychicznym po Wietnamie... tak mi się wydaje. Najlepiej ten szok wojenny widać jak rozwala przypadkiem telewizor.

Pozdrawiam, Justa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 15 lis 2020, o 19:14 


Góra
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 

Strefa czasowa: UTC


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group
Tłumaczenie phpBB3.PL