Internetowy Klub Filmowy Osób Niewidomych

ikfon.defacto.org.pl
Teraz jest 23 sty 2019, o 17:58

Strefa czasowa: UTC




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 22 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 9 gru 2016, o 10:59 
Offline

Dołączył(a): 8 sty 2013, o 20:22
Posty: 171
Dramat Wojenny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 9 gru 2016, o 10:59 


Góra
  
 
PostNapisane: 10 gru 2016, o 10:12 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2014, o 16:33
Posty: 51
Wprowadzenie do filmu „Mandarynki” w reżyserii Zazy Urushadzego

Motto:
„Nie ma pozytywnych aspektów wojny. Jest tylko zniszczenie, śmierć, poniżenie i pogarda. Wojna nie jest żadną wartością. Jest tym, czego nie wolno gloryfikować, jest tym, czego trzeba się bać. Cierpienie nie uszlachetnia, odziera z godności, odbiera człowieczeństwo”. (Anna Dziewit-Meller)

Uczciwie przyznaję, że póki nie zapoznałam się z listą proponowanych na 2016 rok filmów, póty bladego pojęcia nie miałam o istnieniu tej produkcji. Siłą rzeczy nie mogłam też wiedzieć, o czym ten film jest – skusił mnie jego tytuł. „Mandarynki” to ostatni z proponowanych członkom IKFON-u w tym roku filmów, co oznaczało, że jego projekcja przypadnie na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia, które chyba już zawsze będą mi się kojarzyć z ubieraniem choinki, pływającym w wannie karpiem, a nade wszystko z zapachem obieranych pomarańczy i mandarynek. Pomyślałam więc, że nie tylko tytułem, ale może i samą fabułą wpisze się on w klimat tych wyjątkowych świąt. Kłopot tylko w tym, że „Mandarynki” to dramat wojenny, a nie kino familijne. A więc nici ze świątecznej atmosfery! Poszperałam trochę w necie i po przeczytaniu kilku o nim artykułów wydał mi się na tyle mało wojenny i na tyle ciekawy, żeby zechcieć go obejrzeć i ewentualnie potem o nim podyskutować. Ciekawość wzbudza choćby to, że „Mandarynki” powstały w koprodukcji estońsko-gruzińskiej, a nie było jeszcze w naszym klubie filmów z tej części globu. Reżyserem i autorem scenariusza jest nieznany mi dotąd – nawet ze słyszenia – Zaza Urushadze, choć „Mandarynki” to nie jest jedyny jego film.
Niestety dzieło gruzińskiego reżysera nie zrobiło zbyt oszałamiającego wrażenia na akademiach filmowych (film zgarnął zaledwie trzy statuetki, w tym dwie polskie). I tak na przykład podczas rozdania Oscarów 2015 w konkursie filmów nieangielskojęzycznych „Mandarynki” przegrały z naszą „Idą”. Po prawdzie przegrały w dobrym towarzystwie, bo wraz z rosyjskim „Lewiatanem” A. Zwiagincewa, mauretańskim „Timbuktu” A. Sissako oraz argentyńskimi „Dzikimi historiami” D. Szifrona, więc porażka nie była chyba aż tak gorzka. Właściciele kin również na punkcie „Mandarynek” nie oszaleli – z pewnością nie ustawiali się w kolejce do dystrybutora po jego kopię. Już w trakcie oglądania tego filmu nie trudno nie zauważyć, że daleko mu do wysokobudżetowych produkcji made in Hollywood. Zarzut to czy atut? Za chwilę sami Państwo to osądzą. Na podstawie napisanych o nim recenzji można jednak wnioskować, że aż tak marnym filmem nie jest i na powszechne lekceważenie nie zasługuje. Dominik Jedliński na film.org.pl pisze tak: „Film Zazy Urushadzego to inteligentna, przepełniona humanizmem uniwersalna przypowieść, zbudowana prostymi, być może nawet banalnymi środkami, przez co film staje się bardziej wymowny i trafny. Nie uświadczymy tutaj pompatyczności i patosu. Bo to, co urzeka w tym filmie najbardziej, to jego skromność i kameralność”.
Tłem dla sfilmowanej opowieści jest wojna – wojna czasowo i terytorialnie niezbyt nam odległa i ani trochę przez twórcę filmu wymyślona. Rzecz dzieje się jesienią roku 1992 w Abchazji – małej, kaukaskiej republice, która z cichym poparciem Rosji pragnie oderwać się od Gruzji, by stać się samodzielnym, niezależnym państwem. A skąd tytułowe mandarynki w filmie z wojną w tle? Ano z plantacji tych aromatycznych cytrusów, na której reżyser umieścił akcję swojego filmu. Abchazja to jeden z największych producentów i eksporterów mandarynek. Wyobraźnia podpowiada, że musi to być mały, aromatyczny raj na ziemi. I poniekąd tak jest – przynajmniej w filmie i przynajmniej z pozoru. Plantacja w czasie zbiorów, ponoć wyjątkowo obfitych tamtej jesieni, wydaje się nie mieć nic wspólnego z wyniszczającą ludzi i ich kraj wojną. Na kilkadziesiąt minut udało się reżyserowi uczynić z tego Miejsca coś w rodzaju oazy spokoju i łagodności, gdzie najwyższą wartością jest praca, miłość bliźniego, prawo do życia, zaś problemy rozwiązuje się na drodze dialogu. Nie będzie to jednak cytrusowa bajeczka z happy endem w hollywoodzkim stylu. Być nie może – wojna jest niewrażliwa na aromat mandarynek. Wojna gardzi tymi, którzy wykazują postawę pacyfistyczną, którzy – mimo odgłosów terkoczących karabinów i widoku ciał zabitych żołnierzy – nie rezygnują z pracy na plantacji i w pocie czoła zbijają kolejne skrzynki na kolejne zebrane owoce. Podczas wojny trzeba walczyć, zabijać, a przede wszystkim mieć wroga, którego szczerze będzie się nienawidzić. Takie po prostu jest odwieczne prawo wojny.
Bardzo plastycznie i niezwykle wymownie o wojnie w Abchazji i abchaskich mandarynkach napisał Wojciech Górecki, bywalec i znawca Kaukazu: „Mandarynki. Tony mandarynek. Zalegają hałdami wzdłuż szosy, gniją wokół kiosków z papierosami i wódką, wysypują się z rozklekotanych wołg, moskwiczów i ład. Dziurawy asfalt pokrywa mandarynkowa miazga.(…)Mandarynki są z Abchazji. Krezusi przywożą je ciężarówkami i zaraz za granicą wyprzedają na pniu hurtownikom z Soczi, Krasnodaru, Moskwy. Biedniejsi ładują pod sufit wysłużone osobówki, aż podwozie szoruje po ziemi, a klapę bagażnika trzeba wiązać sznurkiem. Pozostali pchają dwukołowe wózki, taszczą pasiaste torby, dźwigają nabite owocami worki. W pierwszym wolnym miejscu rozstawiają na gazecie biedastragan, sadowią się na rozkładanym zydelku, wyciągają z kieszeni ręczną wagę. Sprzedają za bezcen, po piętnaście, dwanaście, dziesięć centów za kilo, aby tylko jakiś pieniądz, aby cokolwiek, aby na chleb.(…)Abchazja żyje z mandarynek. Każdy może zebrać owoce i się najeść. Albo wywieźć do Rosji. Letników i kuracjuszy, którzy tysiącami oblegali abchaskie plaże, nie ma od dawna: wojna. Jeszcze przed nią stanęły nieliczne fabryki, przetwórnie i manufaktury. Zamarł handel i transport. Skończyły się pensje, renty, emerytury, zasiłki, stypendia. Zostały pola kukurydzy i herbaty (te, których nie zaminowali Gruzini). I mandarynki”. [źródło: W. Górecki „Abchazja” wydawnictwo Czarne 2013]
W Abchazji szczyt zbiorów mandarynek przypada na listopad i bywa, że trwa do grudnia. To właśnie na plantacji tych smacznych i pachnących owoców poznajemy czterech głównych bohaterów: dwóch Estończyków oraz Gruzina i Czeczena. Ivo (Lembit Ulfsak) i Margus (Elmo Nüganen) to estońskiego pochodzenia plantatorzy, którzy mimo wojny usiłują robić to, co plantatorzy robić powinni. A skąd w ogóle na abchaskiej ziemi wzięli się Estończycy? Ach, to stare dzieje, w których niemałą rolę odegrała carska Rosja, raz po plecach poklepując Gruzinów, raz Abchazów. Najogólniej mówiąc, przybyli oni do Abchazji w takich samych okolicznościach, w jakich pośpiesznie z niej uchodzą. No, w każdym razie przyszło Estończykom znaleźć się na polu bitwy, nierzadko pod ostrzałem, ale w nieswojej wojnie. Wojna może i cudza, ale na ziemi, którą całym sercem się pokochało, w którą zapuściło korzenie, na której zbudowało dom i z którą nie tak łatwo się rozstać. I to właśnie tacy prości ludzie najbardziej cierpią podczas wojny, najmniej pojmują jej sens i najbardziej pragną jej końca. W nomenklaturze wojennej nazywa się ich ludnością cywilną. Pozostali bohaterowie filmowej opowieści to dwaj walczący po przeciwnej stronie ranni żołnierze: czeczeński najemnik Ahmed (Giorgi Nakashidze) i gruziński żołnierz Nika (Micheił Meschi). Tak więc mamy dwie na śmierć i życie zaangażowane strony konfliktu oraz dwuosobową reprezentację pacyfistycznie usposobionych mieszkańców objętego wojną kraju.
Plantacja mandarynek niby to teren neutralny, tymczasem dwaj ranni żołnierze nadal skaczą sobie do gardeł i nadal żądni są krwi przeciwnika. Obaj panowie tak już przesiąknęli atmosferą toczącej się wojny, że nie potrafią o drugim człowieku myśleć inaczej, jak o sprzymierzeńcu lub wrogu. A może takimi się już urodzili? Może wojna to ich religia? Bo jak inaczej wytłumaczyć, że jedni panicznie wojny się boją i jak najdalej od niej uciekają, a inni wręcz przeciwnie – czują się szczęśliwi, mogąc czołgać się w okopach, taszczyć ze sobą śmiercionośną broń, w ciszy i mroku wyczekiwać zbliżającego się wroga, by za chwilę z dzikim wrzaskiem dziesiątkować jego szeregi. Może jest w żołnierskim żywocie coś magicznego lub nawet romantycznego, co sprawia, że chętnych, by wcielić się do armii nigdy i nigdzie na świecie nie brakuje? Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani, że za tobą idą chłopcy malowani… No owszem, jest jeszcze wielka polityka i napędzany przez możnych tego świata wyścig zbrojeń. To by jednak znaczyło, że wojny będą zawsze i to z byle powodu – ważne, żeby mieć wroga i móc do niego strzelać. Smutna to konkluzja, ale niewykluczone, że prawdziwa. Może więc nie należy pytać o przyczynę czy sens wojny, ale o człowieka w świecie ogarniętym wojną? Mniej więcej tego samego zdania jest sam Zaza Urushadze: „Naturalnie temat Abchazji jest w Gruzji ważny cały czas. Dodatkowo to, co się obecnie dzieje w Osetii Południowej – to systematyczne przesuwanie granic metr za metrem na naszą niekorzyść – spotyka się u nas z żywą reakcją społeczeństwa. Ja sam jako obywatel małego państwa nie potrafię patrzeć obojętnie na próby odcinania od nas kolejnych terytoriów. Jednak mój film nie miał być żadnym politycznym manifestem, dziełem zaangażowanym w bieżące rozgrywki między państwami. To przede wszystkim historia o ludziach uwikłanych w sytuację, która jest ponad nimi, która sprawia, że wyrzekają się oni swojego człowieczeństwa”.
Zgodnie z sugestią reżysera oglądajmy więc film o ludziach. Wszak to ludzie wszczynają wojny, to ludzie walczą i giną. Są jednak i tacy, którym wojna jest wstrętna, którzy czują się powołani do normalnego życia, dla których ojczyzna to codzienna praca, nauka, rodzina i przyjaciele. Tymczasem Ivo uparł się, żeby zostać w Abchazji, na plantacji. Dlaczego? Dlaczego wraz z rodziną nie wrócił do Estonii, kraju przodków? Może to rodzaj buntu, akt desperacji, próba przeciwstawienia się złu? Dlaczego Ivo nie chce, choć może, być tam, gdzie jego ukochana wnuczka, a tylko zadawala się jej fotografią? Szaleństwo, bohaterstwo, misja… Jak nazwać jego postawę? Jakimi pobudkami podszyta jest jego decyzja o pozostaniu w kraju coraz bardziej ogarniętym wojną? I czemuż to Zaza Urushadze głównym bohaterem uczynił właśnie tego spokojnego, małomównego i powolnego starca, a nie na przykład hałaśliwych, wulgarnych i pełnych młodzieńczej werwy żołdaków?
W tym miejscu pragnę zwrócić Państwa uwagę na bardzo męską obsadę i równie męską ekipę filmowców. Nie znalazłam w tym gronie ani jednej kobiety. Da się z tego faktu wyciągnąć jakieś wnioski? Zbieg okoliczności, świadomy zabieg reżyserski czy może głęboko skrywane przekonanie, iż wojna to zabawa tylko dla chłopców? A może taki po prostu jest Kaukaz – bardzo męski, z tradycjami wywodzącymi się ze społeczności plemiennej, gdzie na czele stoi najstarszy z rodu? Chętnie zapytałabym o to samego reżysera. A Państwo, o co zapytaliby twórcę tego filmu?
Zaza Urushadze za „Mandarynki” na 29. Warszawskim Festiwalu Filmowym otrzymał dwie nagrody: publiczności oraz za Najlepszą Reżyserię. Zdaniem jurorów „reżyserowi udało się opowiedzieć prostą, ale jednocześnie mocną historię, tworząc ciepły, delikatny, słodko-gorzki świat”. Ciekawa jestem, czy i Państwo po obejrzeniu filmu podzielą tę opinię.

Przed Państwem kameralne, pozbawione medialnego rozgłosu, mądre i wzruszające kino z wojną w tle. Skoro wojna, to i ofiary, ale i próba pojednania, dostrzeżenia w przeciwniku człowieka i chyba też złudna nadzieja, że świat bez wojen, okrucieństwa i przemocy w ogóle jest możliwy.
Mam nadzieję, że w ferworze świątecznej krzątaniny zdołają Państwo wygospodarować półtorej godziny na obejrzenie „Mandarynek” Zazy Urushadzego i drugie tyle na podzielenie się wrażeniami na temat tego filmu. Będę cierpliwie czekać. Pomocne pytania znajdą Państwo w tekście niniejszego wprowadzenia. Nie mniej cenne będą osobiste odczucia, przemyślenia czy spostrzeżenia. Proszę pisać na znany adres e-mail: ikfon@defacto.org.pl lub wypowiadać się na tym forum. Serdecznie zapraszam!!!

_________________
Edyta


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 12 gru 2016, o 14:55 
Offline

Dołączył(a): 25 wrz 2013, o 09:09
Posty: 226
Gaumardżos!

Dzień Dobry Forum

Witaj Edyto

Tak przyznaje iż Pani Anna i Pan Marcin zrobili dużo dobrego, słowem pisanym i nie tylko, dla Gruzji. Gruzji, która jest miejscem przepięknym i tak beztrosko opuszczonym przez Boga w oczach Gruzinów. Eksploratorzy Gruzji podkreślają swój zachwyt i miejscem i ludźmi Kaukazu a film Pana Urushadze to potwierdza, subiektywnie oczywiście.
Ekranowo pomysł pozbawienia broni z jednoczesnym przymusem oswajania się z wrogiem, człowiekiem nie jest nowy. Pamiętam choćby film „ Ziemia Niczyja” w reżyserii Danisa Tanovića, nagrodzony Oscarem w 2002 roku.
„Mandarynki” to film, który cenie sobie za zbudowanie opowieści o honorze człowieka Kaukazu. Wschód to miejsce gdzie honor ma znaczenie.
Zauważam w kreacjach Ahmeda i Nika obraz próżniaczej dumy narodowej , który kapituluje pod kolejnym wyróżnikiem kultury wschodu. Tak potrzebny szacunek dla starszego człowieka robi różnicę. Przekonująca kreacja Pana Lembit Ulfsaka.
Ostateczna rozgrywka z wojskiem rosyjskim to interesująca puenta. Okrucieństwo, okrucieństwem ale ostatecznie wróg staje mi się druhem w boku w bitwie o wolność naszą i wasza. Reżyser i scenarzysta umiejętnie daje prztyczka w nos prowodyrom wojny w Gruzji.
Subtelna opowieść w której pomimo beznadziejności sytuacji warto zachować własną wolność wyboru. Ivo dba o stałość swojego sytemu wartości pomimo beznadziei wojny. W filmie Ivo ma wpływ, od pierwszej do ostatniej sceny, na to jakim się jest i jakich wyborów się dokonuje.
Poruszające człowieczeństwo w którym czas opowieści wyznaczają mandarynki.
Człowiek i jego potrzeby są niezmienne nawet gdy czai się śmierć.
Doceniam muzykę Pana Diasamidze, połączenie zmysłu aktora i muzyka przy zachowaniu ludyczności sprawia ze muzyczna narracja wymusza skupienie.

Tak to oszczędne ale przede wszystkim uwrażliwiające kino.

Dziękuje za wybór filmu radzie programowej oraz wprowadzenie do a raczej w film.

Pozdrawiam, dobrego dnia.
Mariusz Kowalski


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 12 gru 2016, o 16:32 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2014, o 16:33
Posty: 51
A ja sobie tak myślę, że "Mandarynki" to przede wszystkim opowieść o pięknym duchem, cierpliwym i rozsądnym człowieku, który może swoją pełną niewymuszonej godności postawą świata nie zbawi, ale przynajmniej próbuje ocalić od zguby tych, którzy przekroczyli próg jego domu. Nie używa broni, a jednak wzbudza respekt. Fakt, Kaukaz to silne więzy rodzinne i szacunek dla starszych. To także honor. Jednak ludzie pokroju Iva na pniu się nie rodzą, a szkoda. Ivo szanuje życie, szanuje drugiego człowieka, nie bacząc na jego przekonania, religię, upodobania itp. Jeśli ocenia, to czyni to bez wydawania wyroków. Jest przekonywujący, bo o jego słowach świadczą jego czyny. Nie reaguje agresją na agresję. Nika i Ahmeda traktuje trochę jak własne dzieci, własnych synów. Mądry, kochający ojciec nie skrzywdzi przecież własnego dziecka - do końca będzie go wychowywał, ale nie pompatycznymi przemowami czy pozbawionym treści gderaniem, lecz własnym przykładem. Tego właśnie oczekiwałabym od seniorów - że będą mi oświecać drogę, wskazywać dobre rozwiązania i kochać jak własne dziecko. Szaleńców pokroju Nika i Ahmeda na świecie nie brakuje, ale brakuje takich jak Ivo. To tacy jak on powinni być nauczycielami, księżmi czy politykami. Bo Ivo równa się autorytet, a na to niezwykle szacowne miano pracuje się całe życie. Tak, Mariuszu, "Mandarynki" to wymagające skupienia i uwrażliwiające kino, ale chyba tylko dla tych już uwrażliwionych i umiejących się skupić na czymś tak nieatrakcyjnym jak starość. Dziękuję za głos w dyskusji i pozdrawiam serdecznie!

_________________
Edyta


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 13 gru 2016, o 11:48 
Offline

Dołączył(a): 25 wrz 2013, o 09:09
Posty: 226
Dzień Dobry Forum
Dzień Dobry Pani Moderator – uśmiech:)

Ja się zgadzam, dobrze skrojona postać. Szacunek jest wynikiem charyzmy, szacunku do samego siebie, szacunku do życia.
Starość nieatrakcyjna? Stereotyp aż włos się jeży. Na szczęście sztuka nie ignoruje tego etapu życia serwując choćby „Mandarynki” wiele, wiele innych produkcji, inicjatyw itd..
Fakt, dojrzałość społeczeństw widać w wykorzystaniu potencjału starości.

Dobrego dnia.
Mariusz


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 15 gru 2016, o 16:25 
Offline

Dołączył(a): 22 gru 2014, o 13:20
Posty: 24
Hej.
Ważne by nie mylić starości z zgorzchniałoscią, to tak abstrahując od filmu może trochę ale czeso młodym brkuj epokory jak i starym zdarza się zapomnieć jak sami byli młodzi i bończuczni, hehe dziwne słowo, ale właśnie ono mi si enasunęło, to taka mała dygresja, nie mniej wlsnie jacy byli Ci starsi zanim nabrali dojrzłej modrości, pokor itd. Najważniejszy jest dialog między pokoleniowy .
Tym razem króciutko. Pozdrawiam foorumowiczow
Krystian

_________________
Krystian


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 15 gru 2016, o 17:04 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 247
Dzień dobry Forum!

Witaj Edyta!

Może zacznę od słów Wojciecha Góreckiego, które przypomniały mi inny owocowy raj. Wielki kryzys gospodarczy w Ameryce. Rodzina Joadów rusza w poszukiwaniu pracy do Kalifornii. Hałdy pomarańczy, brzoskwiń oblane ropą płoną, jak pochodnie, a Joadowie przymierają głodem. Tak oto mandarynkowy urodzaj przywołał wspomnienie powieści nagrodzonej Pulitzerem w 1940 roku. Polecam „Grona gniewu” Johna Steinbecka.
A teraz pora wrócić do filmu „Mandarynki”, który bardzo mnie poruszył. Prostota, naturalność tego obrazu na długo pozostaną w mojej pamięci. Niesamowite jak wiele, a zarazem jak nie wiele potrzeba żeby człowiek w przeciwniku/wrogu zobaczył także człowieka. Reżyser pięknie nakreślił zmienność sytuacji, pokazał jeszcze inne oblicze wojny. Zaskakujący dla mnie był sposób przekazu. Okazało się, że nie potrzeba krwawych batalistycznych scen, aby ukazać absurdalność i tragizm wojny. Postać głównego bohatera skłoniła mnie do zastanowienia – jak wiele trzeba doświadczyć żeby posiąść taką mądrość i szacunek do życia i drugiego człowieka?
Dla mnie - w pełni subiektywnie – film „Mandarynki” rewelacyjny!

Pozdrawiam

Alicja


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 15 gru 2016, o 21:39 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2014, o 16:33
Posty: 51
Ha, mnie takoż "Mandarynki" urzekły i to przede wszystkim z powodu braku hałaśliwych scen batalistycznych, tudzież innych pobudzających wszystkie zmysły fajerwerków, którymi naszpikowane jest współczesne kino, zwłaszcza amerykańskie. To, co najbardziej zafascynowało mnie w tym filmie, to cisza, w której ja akurat czuję się jak ryba w wodzie. Wielce też prawdopodobne, że to właśnie z tej ciszy połączonej z pięknem przyrody i sumiennie wykonywaną pracą wziął się wewnętrzny spokój głównego bohatera. Z własnego doświadczenia wiem, że tylko w takim otoczeniu możemy spotkać się z własnymi myślami, usłyszeć wypowiadane, a nawet wyszeptane słowa i spojrzeć na siebie oczyma drugiego człowieka. Gdyby nie poważne obrażenia, Ahmed i Nika nie trafiliby do domu Iva. Czas ich rekonwalescencji to trochę taki dar od losu, to możliwość zatrzymania się, wsłuchania w siebie, spojrzenia na wojnę z oddali. Jednak taki dar łatwo zaprzepaścić. Gdyby nie autorytet starego Iva, to rekonwalescencja dotyczyłaby tylko cielesności - rany by się zagoiły, a rekonwalescenci popędziliby do swoich oddziałów. Tymczasem Ivo w swej mądrości (może też przebiegłości) zabronił im walczyć pod swoim dachem, przez co ich wzajemną wrogość uczynił bezużyteczną. Po co komu wróg, z którym nie wolno walczyć? Rywalizować ze sobą o względy gospodarza takoż nie musieli, bo Ivo Gruzina i Czeczena traktował tak samo, tak samo ich pielęgnował, tak samo z nimi rozmawiał, tym samym chlebem karmił i tą samą wodą poił. A skoro i tak trzeba stale przebywać ze sobą pod jednym dachem, to dlaczegożby się nie zakolegować? Wystarczy usiąść przy jednym stole i zagaić rozmowę. Jakież to proste, prawda? No niby tak, trzeba jednak być kimś takim jak Ivo, żeby z wrogów uczynić przyjaciół i to jedynie subtelną perswazją, cierpliwością, wyrozumiałością, a przede wszystkim wiarą w drugiego człowieka. Dziękuję, Alu, za głos w toczącej się dyskusji. Pozdrawiam serdecznie!

_________________
Edyta


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 17 gru 2016, o 16:22 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 135
Ten film zachwycił mnie ZIMNYM KRAJOBRAZEM I DREWNIANYMI DOMKAMI. Dokładnie. Gdy tylko słońce zaczęło się przebijać przez mgłę to co prezentował Pan Zaza Urushadze nie mogło wydawać się pełne zła.

I malarstwo też przypominały realistyczne sceny w domu Ivo. Piękna martwa natura... jakkolwiek to zabrzmi w przypadku wojny. I te mandarynki w misce to przecież dobry temat dla realistycznego malarstwa jak nic. Soczyste kolory, lub za mgłą i nic tak nie przemawia. Piękno, ale pełne zła jak okazało się później. Kraina która się kocha i nienawidzi jednocześnie... Aż o dziwo to samo można powiedzieć o naszej Polsce.

Szczerze nie spodziewałam się, że ten film spodoba mi się, gdy tylko znów zobaczyłam, że będzie o wojnie, a zwłaszcza o konflikcie religijnym. Nawet mnie zmroziło jak Ahmed krzyczał te swoje „Allahu akbar”. Chyba jestem już przewrażliwiona, na tym punkcie. I chyba bardziej było mi żal Niki, może dlatego, że aktor, że wydawał mi się bardziej przymusowo wmieszany w te bagno czyli wojnę. A ten Czeczen, nie dość że islamista czyli terrorysta to jeszcze najemnik... jak ten dziadek Ivo z nimi wytrzymywał? Chyba czekałam na jakiś tyci happy end, tak dla kontrastu z filmem o Timbuktu. Jednak pomimo wszystko człek liczył na coś innego, wigilijnego, bo za dużo o tej wojnie jest.

Niby hollywoodzkich bajerów nie było, ale i tak były strzały i płonący dom. Bo wojna rzecz jasna. Jednak największa wojna toczyła się w umysłach dwóch mężczyzn, którzy musieli stać się dla siebie przypadkowymi braćmi. I to jest może tym świątecznym gestem ze strony programowej od De Facto. I to jest naprawdę majstersztyk scenariusza i aż się chce pytać czy nie inspirowane życiem, bo wiadomo, że życie pisze takie historie, że aż czasem głowa boli... I bynajmniej nie od strzału karabinem. Film warty obejrzenia, ale ja już mam pomału dość tematu islamu, przemycanego tu i tam... Może krótka przerwa od tego, dobrze? Z góry dziękuję Justa – choć mogło być gorzej, mogli ukatrupić Ivo, a to byłby już totalnie anty happy end, jakby tak zabili ostatniego Estończyka na tamtej ziemi...

I ostatnia dygresja, czy w rosyjskiej armii, nadal się mówi do swoich „per towarzyszu”? Komuna wróciła wraz z carem Putinem, che che... To oczywiście smutny śmiech przez smutny chichot historii, która nabawiła się histerii.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 18 gru 2016, o 14:48 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2014, o 16:33
Posty: 51
Droga Justysiu, przenikanie się dobra i zła to domena całego świata, a nie tylko Kaukazu czy Polski. I jest w tym wszystkim coś schizofrenicznego, albowiem ci sami ludzie, którzy walczą na froncie, którzy zabijają lub okaleczają kogoś po drugiej stronie tego samego frontu, najczęściej pragną ładu, pokoju, miłości, przyjaźni itp. Zaza Urushadze dobitnie pokazuje, że wystarczy ludzi pozbawić broni, żeby wojownik stał się potulnym barankiem, choć niezbędny do tego wydaje się mądry przewodnik stada... I co Ty tak z tą wojną religijną? Akurat w tej wojnie nie o religię chodzi, a o autonomię: nasza ziemia, nasz język, nasze obyczaje, nasza kultura to i nasze rządy! Jeśli pojawił się tu wątek religijny, to w jak najlepszym znaczeniu. W domu Iva wolno było wierzyć w swojego Boga i po swojemu oddawać mu cześć.
Scenariusz do filmu wymyślił sam reżyser, choć trochę pod wpływem prawdziwych wydarzeń. Ktoś z jego ekipy filmowej opowiedział mu o kilku wyludnionych wioskach od pokoleń zamieszkiwanych przez Estończyków. Zaza Urushadze sam siebie zapytał, co by było, gdyby jednak kilku mieszkańców mimo wojny zdecydowało się zostać. Odpowiedzią na to pytanie jest film. No przykro mi, że wojenny, ale przynajmniej z pozytywnym zakończeniem...

_________________
Edyta


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 gru 2016, o 08:26 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 135
Edyta Miszczuk napisał(a):
> I co Ty tak z
> tą wojną religijną? Akurat w tej wojnie nie o religię chodzi, a o
> autonomię: nasza ziemia, nasz język, nasze obyczaje, nasza kultura to i
> nasze rządy! Jeśli pojawił się tu wątek religijny, to w jak najlepszym
> znaczeniu. W domu Iva wolno było wierzyć w swojego Boga i po swojemu
> oddawać mu cześć.


Mówiąc o wojnie religijnej miałam na myśli scenę strzelaniny, nie modlitwy w domu Ivo, tylko gdy Ahmed atakuje Rosjan, rzecz jasna w obronie przyjaciół, krzyczy te swoje... BRR. Przecież mógł przeklinać na wrogów i taki posmak kojarzący się z wojującym islamem . :)

Ja tam nie widzę happy endu, bo przecież są ofiary - Markus i Niki. A w domyśle jeszcze syn Iva i wielu innych.

Jednak to fakt film niezwykły i bardzo malarski moim zdaniem.. Byłby raj, gdyby nie te strzały, bo tak to mamy raj utracony :) pozdrawiam Justa


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 gru 2016, o 12:54 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2014, o 16:33
Posty: 51
Ależ Justysiu, ja takoż nie widzę w tym filmie "happyendu". Napisałam o pozytywnym finale, a to jednak niewielka, ale jednak różnica. Trudno widok dwóch świeżo usypanych grobów nazwać szczęśliwym zakończeniem. Chodzi tu raczej o przemianę w umysłach Ahmeda i Nikiego, którzy na początku filmu byli wrogami, gotowymi nawzajem się pozabijać. Koniec zaś jest taki, że Ahmed miast na wojnę wraca do domu, do rodziny, a w sercu zachowa wspomnienie o Nikaju, ale jako przyjacielu, a nie jako wrogu. Przypominać mu o nim będzie kaseta magnetofonowa. Pomyśl tylko, co by było, gdyby Nika przeżył. Może zostaliby przyjaciółmi, którzy spotkawszy się po latach, wspominaliby pobyt w domu starego Iva? Pokochać wroga, zobaczyć w nim człowieka i uszanować jego prawo do życia, własnych poglądów to jednak wielka sztuka, nie uważasz? Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za miłą pogawędkę... :)))

_________________
Edyta


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 gru 2016, o 20:18 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 135
Edyta Miszczuk napisał(a):
> Koniec zaś
> jest taki, że Ahmed miast na wojnę wraca do domu, do rodziny, a w sercu
> zachowa wspomnienie o Nikaju, ale jako przyjacielu, a nie jako wrogu.
> Przypominać mu o nim będzie kaseta magnetofonowa. Pomyśl tylko, co by było,
> gdyby Nika przeżył. Może zostaliby przyjaciółmi, którzy spotkawszy się po
> latach, wspominaliby pobyt w domu starego Iva? Pokochać wroga, zobaczyć w
> nim człowieka i uszanować jego prawo do życia, własnych poglądów to jednak
> wielka sztuka, nie uważasz? Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za miłą
> pogawędkę... :)))

Tu się zgadzam w 100% to jest sztuka, a gdyby byłaby łatwa do wykonania nie mielibyśmy ani wojującego islamu, ani wojen z jeszcze innych powodów. Pozdrawiam Justa


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 gru 2016, o 20:20 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 247
Witam Forum!

Witaj Edyta!

Przyznam, że film „Mandarynki” w pewien sposób zweryfikował moje spojrzenie na wojnę, a może raczej ukazał mi jeszcze inne jej oblicze. Oczywiście wiele zależy od tego, z jakiej perspektywy na nią spojrzymy. Inna będzie perspektywa matki, która traci na wojnie syna lub męża, a może obu. Inna będzie kobiety, którą gwałcą zarówno żołnierze jednej, jak i drugiej armii – „Róża”. Inna żołnierza agresora, a inna broniącego kraju itd.
Właśnie czytam „Turkusowe szale” powieść opartą na faktach. Jej akcja toczy się podczas II wojny światowej. Żołnierze 307 Dywizjonu Nocnego myśliwców „Lwowskich Puchaczy” trafiają do RAF-u. Chcą jedynie walczyć z wrogiem i nie mają zamiaru respektować zasad „herbaciarzy”. (tak nazywają Brytyjczyków) Waleczności nie można im odmówić, ale na pewno brakuje im karności i poszanowania brytyjskiego żołnierza. Choć oczywiście wynik ogólny dla polskich pilotów był na plus. Gdy polski żołnierz do nieprzytomności bije jeńca (Niemca) przypomniała mi się scena z filmu „Mandarynki”. Pojawiły się dokładnie takie same emocje jak między Gruzinem i Czeczenem. Tylko tutaj zabrakło Iwo, który uświadomił by wszystkim bezsens wojny.
Wojnie zawsze towarzyszą: cierpienie, ból, beznadzieja, agresja, strach, rozpacz, nienawiść i śmierć. Do tego dochodzi huk bomb, świst pocisków, terkot broni, łoskot walących się domów i krzyki rannych. Takie jest prawdziwe oblicze wojny, które wcześniej, czy później wyziera na światło.

Pozdrawiam

Alicja


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 gru 2016, o 22:05 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2014, o 16:33
Posty: 51
Mnie akurat "Mandarynki" niczego nowego o wojnie nie nauczyły. Inaczej tylko w tym filmie została ona pokazana. Nie jest na pierwszym planie - widzimy ją poprzez czterech mężczyzn, a każdy z nich na nieco inną modłę jest w tę wojnę uwikłany. Ivo i Margus nie chcą walczyć, nie są po żadnej ze stron konfliktu, ale i nie mogą przed nią uciec. Ahmed na wojnę idzie jak do pracy, której może i za bardzo nie lubi, ale ma z niej pieniądze. Nika wkłada kamasze, bo uważa, że tak trzeba, bo chodzi o Gruzję, jego ojczyznę. Takie czy inne powody, takie czy inne okoliczności, a i tak żadnemu z nich ta wojna nie wyszła na dobre. Wojna niszczy wszystko, co spotka na swojej drodze. I obyśmy szli akurat inną...

_________________
Edyta


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 22 gru 2016, o 22:35 
Offline

Dołączył(a): 13 paź 2016, o 13:24
Posty: 18
Witam wszystkich. To mój pierwszy wpis dlatego proszę o wyrozumiałość. Jestem świeżo po oglądnięciu filmu i nie wiem co napisać. Film wgniata w fotel. Temat Kaukazu jest mi naprawdę bliski, tym bardziej że zostałem w tym roku zaproszony do Gruzji, zapewne skorzystam z zaproszenia :) ale wracając do film to wartości takie jak szacunek, honor gdzieś rozmywają się w zachodniej kulturze. Co do wojny to kiedyś usłyszałem takie stwierdzenie "że wojna to efekt nieudanej polityki". Jest to prawdziwe założenie bo polityka i wojna to wielkie G.., dla których człowiek się nie liczy.

Pozdrawiam
Stanley


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 23 gru 2016, o 15:39 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2014, o 16:33
Posty: 51
Stanleju, witamy Cię serdecznie w gronie dyskutantów. Każdy z nas kiedyś tu debiutował, więc możesz być pewny naszej wyrozumiałości.
Miło, że i Tobie spodobały się "Mandarynki". Na przykładzie Iva widzimy, że niektórym ludziom wojna nie przeszkadza w byciu uczciwym, szlachetnym i w ogóle przyzwoitym. Wierzę, że i u nas, na Zachodzie są tacy ludzie, choć pewnie to tylko jednostki, czyli za mało, żeby zakochanym w wojnie szaleńcom przemówić do rozsądku.
Co ma polityka do wojny? Podejrzewam, że dużo. Mnie jednak polityka sama w sobie nie kręci, toteż nie podejmuję się kontynuować tego wątku. W filmie najważniejszy jest człowiek i jego stosunek do innych - na tym więc się skoncentrujmy. Uważam, iż to, co dajemy innym, rychło do nas wraca. Może więc miast szukać winnych, starajmy się postępować jak Ivo...

_________________
Edyta


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 25 gru 2016, o 16:35 
Offline

Dołączył(a): 28 lis 2016, o 00:41
Posty: 4
Droga Pani Edyto, Mili Forumowicze
Ten seans sprawił, że teraz mandarynki, będą mi się kojarzyły nie tylko z dobrym smakiem i z atmosferą świąteczną, ale z wojną w Abchazji. Rozumiem tych ludzi, walczących o niepodległość. Dwaj plantatorzy Ivo i Margus ratują Abchaza i Gruzina, narzucając im swoje dobre zasady, łagodząc konflikt. Reżyser pokazał problem walki dobra
ze złem. Niszcząca wojna czyni spustoszenie fizyczne i duchowe, a mandarynkowe drzewa, moim zdaniem, symbolizują dobro, pokój i nadzieję.
Pani Edyto, mnie polityka, też nie kręci, ale czasami jestem zdziwiona, jak ona mną wiruje, chociaż wcale sobie tego nie życzę. Ma Pani rację, że najważniejszy jest człowiek i jego zachowanie względem innych. Ivo zaprezentował nam piękną postawę i to w czasie wojny, możemy z niego wziąć przykład.
Muzyka gruzińska wprawiała mnie w nastrój zadumy. Audiodeskrypcja jak zwykle ułatwiała mi odbiór filmu, została bardzo dobrze odczytana przez moją ulubioną aktorkę Hannę Chojnacką.
Życzę wszystkim miłych i pogodnych świąt.
Pozdrawiam
Renata Pawełczak


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 25 gru 2016, o 18:52 
Offline

Dołączył(a): 24 paź 2013, o 07:24
Posty: 33
Dobry wieczór forum!

Rzutem na taśmę ostatniego dnia dyskusji dokładam swój króciutki głos na temat obejrzanego filmu.
No nie pomyślał bym, że obraz pod tak niewinnym tytułem jak "Mandarynki" okaże się takim dotkliwym, nawet gdy przeczytałem, że to dramat wojenny to wyobrażałem sobie jakoś zupełnie inne scenariusze.
Spodziewałem się chyba jakiegoś taniego sentymentu związanego z tytułowymi pomarańczowymi owocami, jakichś uczuć z nimi związanych czy może prawdziwego happy endu na styl amerykańskich produkcji, a tu dwaj z czwórki głównych bohaterów giną, a będąca po prostu źródłem zarobkowania plantacja mandarynek zostaje zniszczona, zaś marzenia by uratować obfite zbiory raz na zawsze pogrzebane.
W ogóle jak bardzo odmienny to obraz wojny od tego pokazywanego w kinie, bez epatowania polityką jak to ma zazwyczaj miejsce w innych filmach. Szczególnie właśnie pochodzących z USA mega produkcjach,nagrywanych z obowiązkową patriotyczną propagandą w tle, nawet gdy film dotyczy ludzkich dramatów i uczestnictwa w wojnie jednostek,a nie całych armii.
Momentami film mi się dłużył i zapewne z przyzwyczajenia do dynamicznej akcji rodem zza oceanu uznawałem go za nudny, ale jak tak się dłużej zastanawiam to chyba właśnie tak miało być, bo i sztuka pojednania dwóh śmiertelnych wrogów to nigdy nie jest szybka sprawa, ale żmudny długotrwały i "nudny" proces.
Dla mnie wojna to zawsze jest bezwzględne zło i akurat osobiście nie lubię jej gloryfikacji w postaci kreowania jej bohaterów, podkreślania wyższych celów dla jakich jest prowadzona czy błędnie pojmowanego patriotyzmu nakazującego walczyć w obronie ojczyzny, dlatego taki dobitnie pokazany dramat jednostek wydaje mi się bardzo autentyczny i wart pokazania.
Niestety jako dzieło kinowe obraz ten jakoś mnie nie zachwycił, ale sama historia warta uwagi i trochę szkoda, że zabrakło sukcesu temu filmowi, który mógłby wielu osobom dać do myślenia. Może troszkę zabrakło filmowego ubrania tej historii w nieco atrakcyjniejszą formę, ale to też by znowu z drugiej strony mogło zepsuć to co reżyser chciał wszystkim pokazać..., więc widocznie po prostu tak miało być.

Pozdrawiam
Radek


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 26 gru 2016, o 17:35 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2014, o 16:33
Posty: 51
Tarnica napisał(a):
> Reżyser pokazał problem walki dobra
> ze złem. Niszcząca wojna czyni spustoszenie fizyczne i duchowe, a
> mandarynkowe drzewa, moim zdaniem, symbolizują dobro, pokój i nadzieję.
> Mnie polityka też nie kręci, ale czasami jestem zdziwiona, jak
> ona mną wiruje, chociaż wcale sobie tego nie życzę. Ivo
> zaprezentował nam piękną postawę i to w czasie wojny, możemy z niego wziąć
> przykład.

Otóż to, mandarynki kojarzą się ze słońcem, czyli czymś dobrym, radosnym i dającym nadzieję. I gdyby pozostawić mandarynkowy gaj samemu sobie, to mielibyśmy najprawdziwszy raj na ziemi. Niestety, nawet i w tak cudne miejsce potrafi wtargnąć niosąca zniszczenie i śmierć wojna. Znów człowiek psuje to, co stworzyła natura. Znów polityka ingeruje w życie prostych ludzi, a ingeruje w najgorszy z możliwych sposobów. Tak, Ivo to piękna, budząca szczery podziw i szacunek postać, choć trochę też tragiczna. Bo cóż może ten stary, spracowany i okrutnie przez wojnę doświadczony człowiek w starciu z grupą uzbrojonych i żądnych krwi szaleńców. Sam jeden świata nie rozbroi...

_________________
Edyta


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 26 gru 2016, o 18:05 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2014, o 16:33
Posty: 51
Radosław Morawski napisał(a):
> Spodziewałem się chyba jakiegoś taniego sentymentu związanego z tytułowymi
> pomarańczowymi owocami, jakichś uczuć z nimi związanych czy może
> prawdziwego happy endu na styl amerykańskich produkcji.
> W ogóle jak bardzo odmienny to obraz wojny od tego pokazywanego w kinie.
> Niestety jako dzieło kinowe obraz ten jakoś mnie nie zachwycił, ale sama
> historia warta uwagi i trochę szkoda, że zabrakło sukcesu temu filmowi,
> który mógłby wielu osobom dać do myślenia. Może troszkę zabrakło filmowego
> ubrania tej historii w nieco atrakcyjniejszą formę, ale to też by znowu z
> drugiej strony mogło zepsuć to co reżyser chciał wszystkim pokazać..., więc
> widocznie po prostu tak miało być.

Może właśnie tak miało być, a może tak wyszło, bo na tyle starczyło środków w budżecie - to nie istotne. Ważna jest sama opowieść i jej moc rażenia. Mimo wszystko obraz ten daje do myślenia i mimo powolnej fabuły przykuwa naszą uwagę. Chyba rzeczywiście za bardzo przyzwyczailiśmy się, że dramat wojenny to film z... temperamentem wkurzonego choleryka. Zaza Urushadze pokazuje, że można zupełnie inaczej podejść do tematu wojny i nic na tym nie stracić. Już sam tytuł to niemal mistrzowskie posunięcie. Ilekroć teraz wezmę do ręki mandarynkę, tylekroć pomyślę i o filmie i o Abchazji i w ogóle o ludziach, którym wojna nie pozwala normalnie żyć.

_________________
Edyta


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 2 sty 2017, o 20:41 
Offline

Dołączył(a): 20 lut 2014, o 16:33
Posty: 51
Drodzy klubowicze, miłośnicy sztuki filmowej,

oto szczęśliwie dobrnęliśmy do końca dyskusji, którą – mimo niskiej frekwencji – uważam za bardzo udaną. Była ona trochę jak sam film i jego najgłówniejszy bohater Ivo, czyli powolna, spokojna, rozważna i jak najbardziej na poziomie. Teraz wypada ją podsumować. Gdybym miała zrobić to za pomocą tylko jednego słowa, to określiłabym ją mianem “jednomyślność”.
Niemal wszystkim biorącym udział w dyskusji film Zazy Urushadzego pt. “Mandarynki” przypadł do gustu, przez wszystkich film został uznany jako wyjątkowy, ważny i wart obejrzenia – i mniej więcej z tego samego powodu. Przykład? Proszę bardzo:
“Film «Mandarynki» urzeka swoją prostotą, a równocześnie bogatą treścią. Akcja dzieje się w jednym miejscu, a przez większość filmu mamy do czynienia z czterema bohaterami. Reżyserowi jednak nie przeszkodziło to zbudować mądrej, dojrzałej i dopracowanej w każdym calu historii. Każdy obraz i słowo są przemyślane – według mnie nie ma tu ani jednego zbędnego gestu, a wszystko zgrywa się w piękną całość. Jest to wyważone opowiadanie o wojnie – szczere, naturalne i uczciwe, które mocno pobudza do refleksji i angażuje widza emocjonalnie. Najlepsze jest to, że to film cichy, spokojny, stonowany, praktycznie pozbawiony akcji, mimo to jego wydźwięk jest głośny i w pamięci widza pozostaje na bardzo długo.(…) Poza tym wrażenie robi wspaniała muzyka i zachwycająca gra aktorów.(…) «Mandarynki» to film wyjątkowy – powiedziałbym nawet, że genialny.(…) Wg mnie film wart jest zainteresowania – liczy się w nim człowiek, a nie systemy i polityka”.

Tak, “Mandarynki” cechuje mało skomplikowana fabuła, ale dziwnie przykuwająca uwagę i zmuszająca do zadumy. Bo w tym dramacie wojennym nie o gwarne i krwawe sceny batalistyczne chodzi, a o uwikłanych w nią ludzi – w tym wypadku czterech rosłych mężczyzn. Wojna – nie wojna, a i tak najważniejszy zawsze jest człowiek oraz to, co sobą reprezentuje, jakie wartości wyznaje i jaki ma stosunek do bliźnich. Owszem, konfliktom zbrojnym na ogół towarzyszy postępująca dehumanizacja, ale są przecież wyjątki, o czym świadczy postać starego Iva. Jemu jakoś wojna nie przeszkodziła w byciu przyzwoitym człowiekiem. To bezapelacyjnie ważna i dobrze zagrana postać, której ani nie sposób zignorować, ani nie docenić. Prosty z niego człowiek, a mimo to wzbudza respekt – swoją szlachetnością byłby w stanie rozbroić niejednego awanturnika. Tak, stary, poczciwy Ivo to postać tragiczna – to typ mistrza, nauczyciela, mentora, który rozumie skąd bierze się zło, bo sam go doświadczył, a jednocześnie jest wobec tego zła bezradny. A co go trzyma na abchaskiej ziemi? Na pewno grób syna, który, podobnie jak Ahmed i Nika, wyrwał się na tę wojnę i już z niej nie wrócił. No i znamy wszyscy teorię o nieprzesadzaniu wiekowych drzew…
Zwrócili Państwo uwagę i na to, że na małym kawałku ziemi dzieją się rzeczy dobre i złe – jakby piekło zstąpiło do raju lub raj do piekła. Ten niewielki i mało komu znany sad mandarynkowy to trochę taki świat w skali mikro: z jednej strony piękni, mądrzy, miłujący życie ludzie na tle majestatycznej przyrody, zaś z drugiej obojętna na krajobraz i niosąca śmierć wojna. Tak, pod jednym dachem mogą spotkać się miłość i nienawiść, współczucie i ignorancja, pokora i zadufanie w sobie – co jeden zbuduje, to drugi zburzy i na odwrót. Czy jest coś pomiędzy? Chyba tylko wiara w Boga i – mimo wszystko – wiara w drugiego człowieka…
Jak zapowiadałam we wprowadzeniu, happy endu nie było, choć przez chwilę wydawało się, że wszystko idzie ku dobremu, bo Nika i Ahmed zrozumieli swoją głupią i niewdzięczną rolę w tej wojnie i że rozstaną się jako dobrzy kumple, a może kiedyś, po latach będą nawzajem siebie odwiedzać i wspominać pobyt w domu Iva. No niestety, stało się inaczej – w idiotycznej potyczce giną Nika i Margus. Wojny z tego powodu jednak nie przerwano, a więc możemy podejrzewać, że ich groby nie były ostatnimi w tej wojnie. Dobrze też wiemy, że nie była to ani pierwsza, ani ostatnia wojna na świecie. Po co więc ten film? Może po to, żeby uświadomić nam, że wojna to coś bardzo realnego, przed czym nie da się uciec i że ofiary wybiera na chybił trafił? Ale my chyba już to wiemy – nawet jeśli wojnę znamy tylko z książek i filmów. Może więc “Mandarynki” powstały tylko po to, żeby pokazać pięknego lub piękniejącego człowieka na tle pięknej przyrody…? Jakże łatwo mieć wroga i szczerze go nienawidzić, gdy jest anonimowy, bo nic się o nim nie wie, bo nie wie się jak wygląda, jak ma na imię, co myśli, co czuje i że w ogóle jest do tego zdolny. Tymczasem wystarczy usiąść przy jednym stole, spojrzeć sobie w oczy, zadać kilka z pozoru niezobowiązujących pytań, dowiedzieć się, że tamten ma rodzinę, że kogoś kocha i jest przez kogoś kochany, że za kimś tęskni, że ma zawód, pasje, jakąś przeszłość i plany na przyszłość, a bezosobowy wróg nabiera w naszych oczach cech człowieczeństwa.
“Mandarynki” to bez wątpienia piękny i mądry film, Ale trochę też smutny, choć akcja dzieje się w pięknej i radosnej scenerii mandarynkowego sadu. Bądź co bądź obraz Zazy Urushadzego to dramat wojenny, są więc ofiary, jest przemoc i agresja, ale mimo to niesie on jakąś nadzieję – są nią ludzie pokroju Iva i sam świat, w którym jest mnóstwo pięknych miejsc i które mieli Państwo sposobność odwiedzić:
“Abchazja i mandarynki. Filmowy, choć nie nostalgiczny powrót do tamtych okolic: Adler, Gagra, Macesta, jez. Rica i Suchumi z jego wielce tajemniczym biologicznym instytutem. Moje powroty do Gruzji, zanim maleńka Abchazja zapragnęła wolności. Tym baczniej wpatrywałam się i wsłuchiwałam w treść i klimat filmu. Bohater «Mandarynek» z okresu walk o odłączenie w 1992 roku stara się uniezależnić od zewnętrznych okoliczności. Chce przetrwać zły czas, bo i gdzie ma odejść, skoro w tę ziemię wrósł i oddał serce mandarynkom. Bukoliczny sad mandarynkowy traktuje jako ucieczkę od przerastającej go rzeczywistości, schronienie przed nieprzewidywalną przyszłością i zaklinanie niepewnej teraźniejszości.(…) «Mandarynki» to jeden z najlepszych filmów wojennych, choć Wojna jest niby poza bohaterami – ale czy tak jest naprawdę? Urzekły mnie krajobrazy i klimat, a to już była sentymentalna projekcja”.

Za nami kameralne, pozbawione medialnego rozgłosu, mądre i wzruszające kino z wojną w tle. Skoro wojna, to i ofiary, ale i próba pojednania, dostrzeżenia w przeciwniku człowieka i chyba też złudna nadzieja, że świat bez wojen, okrucieństwa i przemocy w ogóle jest możliwy…
Dziękuję Państwu za udział w dyskusji oraz za wspólne zakończenie sezonu filmowego w IKFON w 2016 roku. Niech ten nowy 2017 będzie dla nas rokiem wielu ciekawych filmów, udanych imprez kulturalno-towarzyskich oraz niezapomnianych spotkań z wybitnymi twórcami z branży kinematograficznej. No i niech to będzie rok samych dobrych wiadomości, pojednania i wzajemnej życzliwości!!!

_________________
Edyta


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2 sty 2017, o 20:41 


Góra
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 22 ] 

Strefa czasowa: UTC


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group
Tłumaczenie phpBB3.PL