Internetowy Klub Filmowy Osób Niewidomych

ikfon.defacto.org.pl
Teraz jest 2 cze 2020, o 18:02

Strefa czasowa: UTC




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 43 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 14 lis 2014, o 14:21 
Offline

Dołączył(a): 8 sty 2013, o 20:22
Posty: 192
Polska, Szwecja, rok produkcji 2011


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 14 lis 2014, o 14:21 


Góra
  
 
PostNapisane: 14 lis 2014, o 14:44 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
"Młyn i krzyż" tytuł oryginalny “The Mill And The Cross”
Z coraz większą prędkością IKFON „Pociąg” oddala się od stacji „Przesłuchanie”. Przejęłam od kolegi stery, żeby zabrać Państwa w niesamowitą podróż. Z każdą chwilą cofamy się w czasie, aby wreszcie zatrzymać się w XVI wiecznej Flandrii, której ludność cierpi pod rządami hiszpańskiej inkwizycji. Muszę przyznać, że pod wieloma względami ten przystanek jest bardzo wyjątkowy. Film „Młyn i krzyż”, w reżyserii Lecha Majewskiego, to przede wszystkim obraz, obraz i jeszcze raz obraz. Właściwie nie ma w nim dialogów i muzyki, elementów tak istotnych dla niewidomego widza. Jednak słowa, które padają są jak złote zgłoski, a drobne muzyczne akordy przejmują do głębi i zapewniam, że to wystarczy. Całości dopełnia doskonała audiodeskrypcja, która w tej produkcji staje się narratorem. Tak świetnie komponuje się z fabułą, że odbiorca zapomina o jej istnieniu. Film „Młyn i krzyż”, jest wyjątkowy jeszcze pod jednym względem. Oto bowiem widz poprzez obraz kinowy, ”dotyka” tego, co do tej pory było statyczne. Lech Majewski sięgnął do źródła, czyli obrazu malarskiego, a to źródło jest odległe niewidomemu widzowi. Dobrze, że audiodeskrypcja najpierw otworzyła osobom z dysfunkcją wzroku podwoje kina, a teraz zaczyna otwierać podwoje sztuki wyrażanej w malarstwie, rzeźbie i architekturze. Pierwsze kroki w tej ciągle niszowej sferze już zostały zrobione, z ich efektami możecie się Państwo zapoznać w Niewidzialnej Galerii Sztuki: http://www.defacto.org.pl/galeria2.html.
W roli Pietera Bruegla, zobaczymy niesamowitego Rutgera Hauera, który w męskiej dojrzałej fizyczności godzi krzepkość i moc. Rutger Hauer potrafi swoim niebieskim, przenikliwym i hipnotyzującym spojrzeniem przyprawić widza o gęsią skórkę. Zazwyczaj grywa w filmach grozy, thrillerach. Uczestnicy ubiegłorocznego festiwalu w Płocku, powinni go pamiętać z filmu „Autostopowicz”. Przyznaję, że przed nami niesamowite doświadczenie. Liczę, że w miarę toczącej się fabuły, spróbujecie Państwo razem ze mną „przeniknąć”, zgłębić symbole ukryte na obrazie „Droga krzyżowa” Pietera Bruegla. Jednak nim to nastąpi najpierw drobny rys historyczny dotyczący Flandrii oraz kilka słów o malarzu i jego dziele.

Flandria kraina historyczno-geograficzna położona na terenie Belgii, Francji i Holandii wzdłuż wybrzeża Morza Północnego.
W okresie od XII do XV wieku była najbogatszą i najgęściej zaludnioną częścią Europy oraz największym ośrodkiem gospodarczym kontynentu. Mieszkańcy regionu zajmowali się tkactwem, handlem i produkcją sukienniczą. Wśród jego najważniejszych ośrodków gospodarczych była Brugia, określana w literaturze historycznej mianem kolebki europejskiego kapitalizmu. Od XV wieku rozpoczął się we Flandrii renesans, kraj stał się centrum rozwoju malarstwa, działali tu, m.in. Jan van Eyck i Rogier van der Weyden. W 1556 roku Flandria przeszła pod rządy hiszpańskiej linii Habsburgów. W czasie wojny o niepodległość Niderlandów, toczonej w latach 1566-1581, Flandrię podzielono na katolicką część (południową), która przystąpiła do unii w Arras i protestancką (północną), która przystąpiła do unii w Utrechcie.
Niderlandy już od czasów Karola V stanowiły ekonomiczne zaplecze dla polityki hiszpańskich Habsburgów. Posiadały rozwinięty przemysł i silną flotę handlową. Jednak już podczas rządów Karola V sytuacja w Niderlandach zaczęła się komplikować. W północnych prowincjach dużą popularność zyskała doktryna kalwinizmu. Objęcie tronu przez Filipa II, (syna Karola V) nazywanego „Szatanem Południa”, pogłębiło religijne konflikty w południowych prowincjach, gdyż w większości pozostały one katolickie.
Karol V powierzył synowi rządy w Niderlandach w 1555 r. Rok później abdykował, w związku z tym Filip wyjechał do Hiszpanii. Rządy namiestnicze przekazał swojej przyrodniej siostrze, Małgorzacie Parmeńskiej. Filip szybko przystąpił do działań mających na celu umocnienie pozycji katolicyzmu w Niderlandach. Prokatolicka polityka Filipa spotkała się ze sprzeciwem trzech wpływowych członków Rady – księcia Wilhelma Orańskiego, Filipa Hoorna i hrabiego Egmont. W 1561 r. założyli oni Ligę Możnych i postulowali zmianę polityki madryckiego dworu wobec Niderlandów.
Ich sugestie nie zostały jednak wysłuchane. Poza kosmetycznymi zmianami (mniej rzucająca się w oczy działalność inkwizycji) polityka hiszpańska pozostała niezmienna. Doprowadziło to do konfliktu. Zaczęło się pod koniec 1565 r., kiedy przedstawiciele szlachty niderlandzkiej podpisali tzw. „kompromis brukselski”. 5 kwietnia 1566 r. delegacja szlachty przybyła do pałacu Małgorzaty Parmeńskiej, aby przedstawić jej kompromis. Jeden z dostojników namiestniczki nazwał delegatów „żebrakami”, po franc. gueux. Od tego określenia wzięła się nazwa ruchu wyzwoleńczego – gezowie.
Małgorzata obiecała delegatom spełnić ich żądania. Sprawę przedstawiono królowi. W Madrycie zastanawiano się przez chwilę nad zmianą polityki, ale ostatecznie wszystko pozostało bez zmian. W 1567 r. protestanckie mieszczaństwo Antwerpii sprofanowało miejscowy kościół. To dla Arcykatolickiego Króla było już za wiele. Do Niderlandów ruszył jeden z najwybitniejszych wodzów Filipa, znany z okrucieństwa Fernando Alvarez de Toledo – książę Alba. Jego rządy w Niderlandach trwały 6 lat i upłynęły pod znakiem terroru i represji. Niedługo po przybyciu na miejsce książę powołał nadzwyczajny sąd – dwunastoosobową Radę Zaburzeń. Na kraj nałożono ogromne podatki. Szczególnie znienawidzony był tzw. „dziesiąty fenig”, czyli konieczność oddania do skarbu państwa dziesiątej części ceny sprzedanej nieruchomości. Nadmierne podatki i terror religijny spowodowały w 1568 r. rozpoczęcie działań wojennych. 23 kwietnia stoczono pierwszą bitwę tej niewypowiedzianej wojny – pod Rheindalen. 1 kwietnia 1572 r. „gezowie morscy” zdobyli twierdzę Briel u ujścia Mozy. To wydarzenie jest uznawane za początek wojny wyzwoleńczej Niderlandów. Na czele buntowników stanął Wilhelm Orański. Alba robił co mógł, ale sytuacja wymykała się spod kontroli. W 1573 r. popadł w niełaskę i został odwołany ze stanowiska. Zastąpił go Luis de Zúñiga y Requesens.
Nowy namiestnik zniósł Radę Zaburzeń, ale nie uspokoiło to sytuacji. Zmarł nagle, zastąpił go Don Juan de Austria. Jednak nim przybył on na miejsce, żołnierze hiszpańskiego garnizonu Antwerpii dokonali masakry miasta. W odpowiedzi obradujące w Gandawie Stany Generalne ogłosiły 8 listopada 1576 roku rozpoczęcie wojny z Hiszpanią. Kiedy de Austria przybył do Niderlandów rozpoczęły się negocjacje. W lutym 1577 r. tzw. „wieczysty edykt” wprowadzał w Niderlandach tolerancję religijną. Nie zakończyło to wojny. Zwycięstwo de Austrii pod Gembloux w 1578 r. przyczyniło się do podziału Niderlandów na katolickie południe i protestancką północ.

Pieter Bruegel urodzony około 1525 roku w Broghel (koło Bredy), zmarł 9 września 1569 r. w Brukseli. Malarz niderlandzki, nazywany „Chłopskim” ze względu na tematykę jego obrazów. Naukę rozpoczynał w pracowni Pietera Coecka van Aelsta, następnie terminował u Claude’a Doriziego w Mechelen. W roku 1551 z tytułem mistrza został przyjęty do cechu malarzy Antwerpii. Podróżował po Włoszech i Francji, po powrocie przez pewien czas mieszkał w Antwerpii, aby w roku 1563 na stałe osiąść w Brukseli.
Ożenił się z Mayeken - córką swego pierwszego nauczyciela Pietera Coecka. Miał z nią dwóch synów – Pietera Brueghela (zwanego Piekielnym) i Jana Brueghela (zwanego Aksamitnym). Obaj synowie zostali malarzami, chociaż nie uczyli się od swego ojca. Stracili go, gdy jeden miał pięć lat, a drugi około roku. Malarz spoczywa wraz z żoną w kościele Notre-Dame de la Chapelle w Brukseli.
Pieter Bruegel (starszy) malował przede wszystkim pejzaże, zapełnione chłopskimi postaciami. Motywy czerpał z Biblii i codziennego życia ludu (wesela, uczty, biesiady, kiermasze). Często jest wskazywany jako pierwszy zachodni malarz malujący pejzaże dla nich samych, a nie tylko jako tło dla alegorii religijnych. Malował stylem prostym, nie poddając się dominującej wówczas modzie włoskiej. Przypisuje się mu autorstwo około 45 obrazów, w większości namalowanych olejem na desce. Znaczna część jego prac znajduje się w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Jego obrazy można także zobaczyć w Musées Royaux des Beaux-Arts w Brukseli, Gallerii Doria Pamphilj w Rzymie, a także w Berlinie, Madrycie, Rotterdamie, Antwerpii, Neapolu, czy Londynie.
Pieter Bruegel jest autorem takich dzieł jak:
„Pejzaż z upadkiem Ikara”, „Widok Neapolu”, „Walka karnawału z postem”, „Triumf śmierci”, „Upadek zbuntowanych aniołów”, “Samobójstwo Saula”, „Dwie małpy”, „Pejzaż z ucieczką do Egiptu”, “Wieża Babel” i wielu innych.

„Droga na Kalwarię” nazywana także „Drogą krzyżową” (1564 r.) ma 124 centymetry wysokości i 170 centymetrów szerokości. Obraz jest wykonany na desce, w technice tempera. Znajduje się w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Malarz zaczerpnął temat z Nowego Testamentu. Przedstawiona przez niego scena była odtwarzana jako szósta stacja drogi krzyżowej, rozpropagowanej przez Franciszkanów. Bruegel, w charakterystyczny dla siebie sposób, przedstawił procesję na górę Kalwarię. Jednak zrobił to zupełnie inaczej, niż było przyjęte w tradycyjnej ikonografii chrześcijańskiej. Na obrazie zaznaczył podstawowe elementy znanego epizodu, ale są one trudne do odnalezienia dla widza. Trzeba się dobrze przyjrzeć, aby je odkryć. Widać tłum ludzi na tle rozległego krajobrazu. Na pierwszym planie, po prawo od środka obrazu na skale widzimy scenę opłakiwania – są to lamentujące kobiety oraz Maria podtrzymywana przez Jana Ewangelistę. Po prawo od lamentujących na tej samej skale znajduje się biała, końska czaszka. Za skałą przy prawej krawędzi wysoki drewniany słup, na nim leży płasko położone koło od wozu. Nad słupem krążą kruki, jeden z nich siedzi na kole.
Pod słupem śmierci zwieńczonym złowrogim kołem widocznych jest dwóch mężczyzn. Pierwszy uzewnętrznia swoją rozpacz, a zarazem wściekłość ściągniętymi rysami twarzy i zaciśniętą pięścią. Drugi ze złożonymi dłońmi i większym spokojem obserwuje rozgrywający się dramat. Najprawdopodobniej jest to Pieter Bruegel.
Z lewej strony obrazu zza kolejnej skały widoczne młode, wysokie, zielone drzewo.
Na drugim planie na bardzo łagodnym zboczu jest tłum rozproszony na całej szerokości obrazu, przemieszcza się w prawo, w stronę wzgórza. Kierują nim konni jeźdźcy ubrani w czerwone tuniki. Wśród tłumu znajduje się m.in. kramarz z tobołkiem na plecach, kobiety niosące plony rolne, dorośli i dzieci. Ten zadziwiający pochód posuwa się wieloma drogami, rozdzielony jest na grupki biorące udział w pomniejszych scenach.
W centrum obrazu pośród tłumu ukryta jest postać Chrystusa upadającego na kolana. Przed krzyżem wóz, na nim dwaj łotrzy. Wokół żołnierze. Żołnierze wyciągają z tłumu mężczyznę. Stojąca obok kobieta mocno trzyma go za ubranie. Ma dobrze widoczny u pasa różaniec. Żołnierz na koniu toruje drogę wśród gapiów, ogląda się za siebie i ponagla mężczyznę, aby podszedł do krzyża oraz upadłego Jezusa. Postacie z tłumu to ludzie współcześni malarzowi, przekształceni w gapiów. Idą, rozglądają się, kłaniają zdejmując czapki z głów, ale szacunek okazują nie Chrystusowi, lecz przedstawicielom władzy, jadącym konno. Niektóre postacie pokazane są w postawie pełnej bólu lub nieszczęścia.
Na lewo od środka w oddali za tłumem wysoka, spiczasta skała. Na jej wierzchołku wiatrak, góruje nad całą sceną niczym palec wskazujący na niebiosa. Wokół skały i na lewo do niej nieliczne drzewa i krzewy. Za skałą z wiatrakiem widoczne miasto otoczone murem.
W tle niebo - z lewej strony jest białe wręcz rozświetlone, idąc w prawo zmienia się w granatowe, wypełnione ciemnymi, kłębiącymi się chmurami.
Pieter Bruegel przedstawił tą scenę jako sielankowe wydarzenie, na które ciągną rozbawione tłumy ciekawskich, nieświadomych tego, co się stanie. Między gawiedzią ukrył tragiczną, samotną postać. Smutek i cierpienie ukazane na obrazie podkreślają kolory. Malarz stosuje barwy przygaszone, pozbawione intensywności.

"Młyn i krzyż" - “The Mill And The Cross”
Produkcja: Angelus Silesius, Telewizja Polska, Bokomotiv Filmproduktion, Odeon Studio, Silesia Film, 24 Media, Supra Film, Arkana Studio, Piramida Film,
współfinansowanie: Polski Instytut Sztuki Filmowej,
czas trwania: 95 minut,
gatunek: dramat,
produkcja: Polska, Szwecja,
dystrybucja: ITI Cinema Sp. z o.o/Silesia Film,
premiera: świat 23 stycznia 2011 r. Polska 18 marca 2011 r.
reżyseria: Lech Majewski,
scenariusz: Lech Majewski, Michael Francis Gibson,
zdjęcia: Lech Majewski, Adam Sikora,
muzyka: Lech Majewski, Józef Skrzek,
scenografia: Katarzyna Sobańska, Marcel Sławiński,
kostiumy: Dorota Roqueplo,
montaż: Eliot Ems, Norbert Rudzik,
dźwięk: Marian Bogacki,
lektor: Paweł Straszewski,
audiodeskrypcja: wykonana przez studentów Instytutu Filologii Angielskiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II w Lublinie,
konsultacja: Anna Sadowska, Ewa Ćwiek,
czyta: Ziemowit Pędziwiatr.

Obsada:
Rutger Hauer – Peter Bruegel,
Michael York – Nicholas Jonghelinck,
Charlotte Rampling – Maria,
Joanna Litwin Widera – Marijken żona Bruegela,
Sylwia Szczerba – Netje,
Mateusz Machnik – Wheelified,
Marian Makula – Młynarz,
Oskar Huliczka – muzykant grający na rogu,
Dorota Lis – Saskja Jonghelinck,
Bartosz Capowicz – ukrzyżowany,

Dzieło „Młyn i krzyż” jest niezwykłym połączeniem sztuki malarskiej i obrazu filmowego. Akcja filmu obejmuje jeden dzień z życia Pietera Bruegla. Na ekranie widzimy Flandrię w roku 1564. Artysta zbiera szkice do planowanego obrazu: obserwuje życie codzienne swoich sąsiadów i przypadkowych ludzi przechodzących przez jego okolicę, pochyla się nad pajęczyną, bada jej misterną konstrukcję. Przyszły obraz zostanie zbudowany na planie pajęczyny, na przecięciu przekątnych malowidła, pojawi się zagubiona w tłumie maleńka figura upadająca pod krzyżem pośród zgiełku codziennej krzątaniny, potocznych czynności, którym oddają się zajęci sobą mieszkańcy tego świata. Malarz to wszystko objaśnia bankierowi Jonghelinckowi (Michael York) kolekcjonującemu jego dzieła. Próbuje zrozumieć świat. Okrutny, bezlitosny i absurdalny. Próbuje opisać go w ramach swojego obrazu. „Młyn i krzyż”, powstawał trzy lata, jest trudny. Tak jak trudne i wymagające cierpliwości jest studiowanie obrazu. W filmie Lecha Majewskiego pada niewiele słów, a akcja toczy się jednostajnie. Jednak warto go zobaczyć, bo jest uniwersalny, jak obraz Bruegla. I ma piękne zdjęcia, będące połączeniem obrazu i ówczesnej rzeczywistości. Do osiągnięcia tego efektu wykorzystano technologię CGi (obraz generowany komputerowo) technologię tą zastosowano m.in. w „Labiryncie Fauna” i „Avatarze”.

Lech Majewski – jeden z najbardziej znanych w świecie polskich artystów - twierdzi, że nie czuje się filmowcem sensu stricto. Jest poetą, malarzem, twórcą instalacji wideo-arts, oraz inscenizatorem oper. Jego prace są wystawiane w galeriach całego świata. Jednak film w jego życiu artystycznym zajmuje miejsce szczególne. Jak sam przyznaje został filmowcem, by malować. Istotnie, jego filmy są niezwykle malarskie - to głęboko przemyślane kompozycje plastyczne, świadomie sięgające do korzeni sztuki, która fascynuje Majewskiego. Tak było w czarno-białym "Wojaczku" (1999) - filmie badającym fenomen Rafała Wojaczka, poety, "kaskadera polskiej literatury", który odebrał sobie życie w 1972 roku, nie mając nawet 30 lat. Albo w niezwykłym "Angelusie" (2001), którego tematyka krąży wokół malarza Teofila Ociepki i prowadzonej przez niego gminy okultystycznej w śląskim Janowie. "Młyn i krzyż" jest kontynuacją tych artystycznych eksperymentów. Jest to projekt największy i najbardziej pracochłonny w obfitej przecież twórczości Lecha Majewskiego – autora „poematów wizualnych”, eksperymentów artystycznych, trudnych do zdefiniowania gatunkowego.
Autor potwierdza nim, że jest otwarty na nowoczesne technologie, pozostając wierny starym mistrzom. W poprzednich filmach sięgał do średniowiecznych iluminacji, do malarstwa Ucella i Boscha, do Bocklina i de Chirico, wreszcie – do śląskich prymitywistów. A tym razem zwrócił się ku dziełu Pietera Bruegla Starszego.

„Młyn i krzyż to tytuł eseju Michaela F. Gibsona - amerykańskiego historyka sztuki i krytyka - poświęconego obrazowi "Droga krzyżowa" Pietera Bruegla Starszego. Gibson zachwycił się "Angelusem" Majewskiego, opublikował entuzjastyczną recenzję na łamach "International Herald Tribune" i przy okazji spotkania z reżyserem zaproponował mu - jako twórcy obdarzonemu brueglowskim sposobem widzenia świata - realizację filmu o obrazie Bruegla.
Książkę "Młyn i krzyż" przeczytałem jednym tchem: nigdy nie spotkałem tak świetnego pióra i tak precyzyjnej analizy! W trakcie lektury zobaczyłem film, a właściwie kluczową scenę: wszyscy stoją znieruchomiali, a kamera penetruje przestrzeń wokół postaci - wyjaśnia Lech Majewski. - Wybraliśmy 12 postaci, dopisaliśmy ante scriptum i post scriptum do sytuacji centralnej, którą byłoby to wspomniane wcześniej znieruchomienie. Przecież w tym właśnie tkwi siła i wielkość artysty, który potrafi zatrzymać czas, by mógł zaistnieć kairos - czas święty. Dziś już nikt tego nie potrafi, ograniczamy się jedynie do ironii i kpiny, koncentrujemy się na lokalnych opowiastkach.”
Więcej: http://culture.pl/pl/dzielo/mlyn-i-krzyz
Dyskusja:
1. Pieter Bruegel próbuje w swoich obrazach ukazać tragedię pojedynczego człowieka. Skrywa ją na obrazie, ale czy jesteśmy w stanie ją dostrzec? To bardzo trudne, zwłaszcza przy bezwzrokowym odbiorze sztuki. Czy „ożywienie” przez Lecha Majewskiego obrazu „Droga krzyżowa” okazało się w tej kwestii pomocne?
2. Zarówno na obrazie, jak i w filmie nad wzgórzem, na którym stoi młyn kłębią się czarne chmury. Czy mają one jakieś symboliczne znaczenie? Czy mogą być zwiastunem nadciągającej wojny religijnej?
3. W filmie obserwujemy życie codzienne mieszkańców miasta, toczące się wokół młyna. Jakie znaczenie ma młyn? Czy odgrywa istotną rolę?
4. Poruszająca do głębi, pełna symboliki jest scena, w której młynarz unosi rękę. Nagle cały świat zatrzymuje się w miejscu, także młyn przestaje mleć. Jak można ją interpretować? Czy młynarz może być odpowiednikiem tego, który wprawia w ruch sfery niebieskie?
5. Dostrzegamy bezlistny słup, na szczycie którego znajduje się przytwierdzone płasko koło, to drzewo śmierci. Do tego koła przywiązywano skazanych na śmierć, pozostawiając ich na niełasce ptaków. W kontraście do drzewa śmierci rośnie młode drzewko ze świeżymi listkami. Czy można powiedzieć, że to symbol życia, zataczającego krąg?
6. Za sprawą mądrej decyzji reżysera człowiek wiedziony na ukrzyżowanie, nie odsłania twarzy. Tak więc nie jest on Chrystusem. Czy jego ofiara ma wymiar tamtego ukrzyżowania?
7. Warto zwrócić uwagę, w jaki sposób wykorzystano muzykę. Jest ona tłem, ani na chwilę nie przejmuje nadrzędnej roli nad obrazem. Czy brakowało Państwu muzyki? A może to było dobre posunięcie reżysera? Nie zaatakował widza patetycznymi dźwiękami, wybrał stonowane „Miserere” Góreckiego, wpisujące się idealnie w pięknie skomponowane tło.
8. "Najważniejsze wydarzenia pozostają niezauważone" – komentuje Bruegel, szkicując scenę ugiętego pod krzyżem Jezusa, którego trudno zobaczyć, wśród wielu innych osób i sytuacji rozpraszających uwagę widza. Czy przypadkiem podobnie nie dzieje się dzisiaj? Jakże często odwracamy głowy w kierunku innych, udając, że nie widzimy niezawinionego cierpienia.
9. Wzgórze Golgoty, symbolizuje ludzka czaszka. Tymczasem Bruegel trzyma w dłoniach końską czaszkę. Dlaczego, co chciał w ten sposób wyrazić? Przyznaję, że mnie ta postawa malarza skojarzyła się z hamletowskim pytaniem "być albo nie być".
10. Tym razem audiodeskrypcja została wykonana przez studentów Instytutu Filologii Angielskiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Jak ją Państwo oceniacie? Czy spełniła swoje zadanie? Czy okazała się pomocna i w pełni czytelna w odbiorze?
Film obfituje w kontrasty, symbole, skłania widza do filozoficznych rozważań. Zapraszam do „wyłuskiwania” tych perełek i dzielenia się nimi.

Teraz już pora na film „Młyn i krzyż” Lecha Majewskiego. Mam nadzieję, że po projekcji zechcecie się Państwo podzielić swoimi przemyśleniami, refleksjami i opiniami. Czekam pod adresem: ikfon@defacto.org.pl
Do dyspozycji jestem także na forum: www.ikfon.defacto.org.pl
Dodam jeszcze, że dyskusja będzie trwała: od 17.11.2014 r. do 30.11.2014 r.
Zapraszam na film - moderator – Alicja Nyziak


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 17 lis 2014, o 09:28 
Offline

Dołączył(a): 25 wrz 2013, o 09:09
Posty: 272
Witam Szanowne Forum
„Młyn i krzyż” to fabularno - poetycka analiza obrazu Petera Bruegela której dokonał pan Lech Majewski i jest to dzieło absolutnie artystycznie i jak na razie niepowtarzalne w historii kina polskiego. Mój zachwyt potęguje znakomita scenografia i kostiumy które idealnie przenoszą widza w zamierzchle czasy. Fantastyczne zdjęcia panów Majewskiego i Sikory, gra światła to majstersztyk. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie ponownie subtelność ruchu na ekranie. Odnosiłem wrażenie iż to zasługa niewidzialnej ręki malarza Bruegela lub Majewskiego. Znakomite kreacje aktorskie choć wybór pani Charlotte Rampling jako odtwórczyni roli Marii mnie zaskoczył, pozytywnie oczywiście. To fascynujące dzieło w galerii kina.
I już na początku chciałbym podziękować twórcom audio deskrypcji, pani moderator za wręcz tytaniczną pracę nad malowaniem obrazu słowem , która pozwala mi spojrzeć ponownie lecz z dobrym powiększeniem na film. Dziękuje bardzo.

Pani moderator umiejętnie swoim wprowadzeniem ukierunkowała moje spostrzeżenia, więc po kolei:

1.Jestem resztkowcem i małe co nie co widzę ale mam świadomość iż przy takiej ilości komunikatów niewerbalnych ważną rolę odgrywa dogłębna analiza historyczna, dokumentalna procesu produkcyjnego filmu a audio deskrypcja jest dopełnieniem. Nie jestem obiektywny ale w przypadku tego projektu w IKFON to się udało.
2.Film to twórcza gra symbolami które ja interpretuje poprzez własne filtry. Chmury towarzyszyły i towarzyszą ludziom każdego dnia i są stałym elementem nieba. Zawsze zwiastują zmiany.
3.Młynarz jako stwórca a młyn jako symbol pracy na ziemi? Proces budzenie się do życia jest w filmie Lecha Majewskiego połączony z rozpoczynaniem pracy wiatraka i to zabieg który rozbudził moją wyobraźnie i jednocześnie skłonił do refleksji. Ruch sprawie że zżyję, czy to ruch kola czy wiatraka symbolizuje powtarzalność która jest solą ludzkiej egzystencji a nadzieje i praca jej układem limfatycznym. Czy zdaniem forumowiczów tak jest?
4.W moim odczuciu tak. Młynarz i młyn to inna forma obrazu stwórcy i siły sprawczej. Czy to się nie kojarzy z …?
5.Zgadzam się z panią moderator. Gdy coś się kończy nigdy nie pozostawia po sobie pustki, gdyż w ujęciu religii chrześcijańskiej śmierć jest częścią życia na ziemi ale nie oznacza końca.
6.To ponownie gra reżysera z widzem. Czy bez względu za symbol życie doczesne nie ma w swoim DNA czegoś na kształt krzyża?
7.Najważniejszy w filmie jest obraz. Muzyka w moim odczuci jest subtelnym narratorem wybranych elementów. Pan Józef Skrzek ma w swym dorobku własną interpretację pasji „U stóp krzyża” i to poruszające dzieło.
8.I tu pani Alicja trafia w sedno. Po pierwszym jak i obecnym spotkaniu z filmem „Młyn i krzyż” mam jeden zasadniczy wniosek nie Ja jestem najważniejszy. 
9.Oglądając film miałem wrażenie iż skały na których stoi Młyn mają rysy twarzy człowieka. Czy ktoś odniósł podobne wrażenie? Czaszka konia to podkreślenie istotnego udział tego pięknego zwierzęcia w pracy ludzi tamtej epoki. Koń pozwalał na przemieszczanie się ludzi i wszystkiego co wiąże się z życiem .
10.Audio deskrypcja ma co robić w tym filmie :). Wyjątkowość tej produkcji stawia wysoko poprzeczkę ale daje mnóstwo możliwości kreowania doznań.  Doceniam i dziękuje za cały zasób pracy twórczej włożony w to dzieło.

Podziękowania dla rady programowej za wybór filmu.
Pozdrawiam
M


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 17 lis 2014, o 13:04 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witam Niezawodnego Dyskutanta!
Dziękuję za ciepłe słowa. Muszę przyznać, że długo „biłam” się z myślami, jakie materiały wybrać do wprowadzenia. To było trudne zadanie, zwłaszcza gdy nie ma się nawet drobnych okruchów widzenia. Jednak okazało się fascynujące! Były momenty, gdy bardzo chciałam spojrzeć i zobaczyć ten wspaniały i nowatorski obraz. Zwłaszcza poruszyła mnie ostatnia scena, gdy widzimy dzieło Petera Bruegela znajdujące się w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. To cudowny moment, w którym widz może chłonąć oryginał, ale i porównywać go z interpretacją reżysera.
Monk napisał: „Mój zachwyt potęguje znakomita scenografia i kostiumy które idealnie przenoszą widza w zamierzchle czasy.”. Ciekawa jestem, czy Lech Majewski w pełni zachował kolorystykę zgodną z barwami użytymi przez Bruegela? Czy przykładowo czerwony kolor tunik konnych jeźdźców jest intensywny, rażący?
„Młyn i krzyż” obfituje w ogromną ilość symboli i kontrastów. Bardzo ciekawa interpretacja i tu cytuję: „Czaszka konia to podkreślenie istotnego udziału tego pięknego zwierzęcia w pracy ludzi tamtej epoki. Koń pozwalał na przemieszczanie się ludzi i wszystkiego co wiąże się z życiem .”. Niestety nie mogę odnieść się do postawionych pytajników, ale mam nadzieję, że pojawi się więcej, ciekawych interpretacji.

Serdecznie pozdrawiam
Moderator


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 17 lis 2014, o 14:25 
Offline

Dołączył(a): 25 wrz 2013, o 09:09
Posty: 272
Witam Pani Alicjo
Dziękuje za dobre słowo, jam go niegodny.
Z dużo ciekawością czekam na głos Justyny i jej spostrzeżenia odnośnie do dzieła pana Majewskiego.
Pani profesjonalne wprowadzenie jest jak solidny fundament do oglądania filmu „Młyn i krzyż” dla takiego resztkowca jak ja, merci beaucoup. Niestety moja dysfunkcja nie pozwala mi odbierać pełnego spectrum barw lecz czerwień mundurów jest bardzo wyrazista. Natomiast ogrom pracy analitycznej nad obrazem jest widoczny na ekranie. Oczywiście to moja subiektywna ocena.
Pozdrawiam
M.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 18 lis 2014, o 08:52 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witam!

Mam nadzieję, że nie tylko Justyna podzieli się z nami swoimi wrażeniami w odniesieniu do filmu. To trudny w odbiorze obraz dla niewidomego odbiorcy, ale jakże fascynujący. Zwłaszcza, gdy uświadomimy sobie ogrom drobnych okruchów życia, które maskują ten najistotniejszy element, czyli cierpienie jednostkik, które jednocześnie staje się wyrazem cierpienia wielu. Doczytałam, że w pewnym momencie skrzydła wiatraka tworzą krzyż. Nie wiem, czy zostało to uchwycone w filmie? Mam także kolejną interpretację w odniesieniu do skały, na której stoi wiatrak, ale poczekajmy na innych.

Pozdrawiam.

Moderator


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 18 lis 2014, o 13:38 
Offline

Dołączył(a): 25 wrz 2013, o 09:09
Posty: 272
Witam
Gra obrazem jest tak intrygująca iż ja sam miałbym zakus obrajlować sceny z filmu. Z moich obserwacji stałym elementem przechodzenia z obrazu malowanego do filmu jest ruch wiatraka, to przydaje w moim odczuciu kolejny symbol.
Niestety mi umknął fakt zastygania skrzydeł wiatraka w pozycji krzyża, ale byłoby to logiczne. Wiatrak faktycznie jest jedynym krzyżem w filmie pana Majewskiego, tak mi się bynajmniej wydaje.
Do ukrzyżowanie męczennika i jego towarzyszy niedoli ( kolejny symbol) zostaje wykorzystany krzyż w kształcie litery „T”.

Pozdrawiam
M.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 lis 2014, o 12:49 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 166
Tak całkiem na dobry początek, chciałabym podziękować za opinię Pani Marii Niesiołowskiej, dotyczącej poprzednio oglądanego „Przesłuchania”. Miło znać polemizującą opinię widza tamtego kina, tamtejszych realiów. Ja oglądałam stare filmy z okresu PRL na studiach i wiadomo wrażenia widza takiego jak ja, będą zgoła inne – wszystko będzie podejrzane, nawet odbudowa Warszawy. Mówię to, aby moich poglądów nie traktować jak wyrocznię. Bardzo mnie wzruszyło to, iż widzowie IKFON z niecierpliwością czekają na moje pogaduszki, a propo obrazu. Tak się składa, iż do malarstwa mam całkiem blisko, albo po prostu dobrze rozróżniam kolory. I jeszcze jedno – malarstwo bohatera filmu jest realistyczne, więc nawet będę mogła wychwycić detale, ale sądząc po obszernej liście autorów audio deskrypcji, to będzie jazda... nawet dla mnie!
Zaraz zasiądę do filmu, myślę, że przekonam się, jak reżyser widzi obrazy kreślone przez malarza Perera Bruegla. W ramach podpowiedzi, nasuwają mi się trzy tropy: 1. Jak we „Fridzie”. Czyli obserwujemy życie artysty, jego wzloty i upadki. Cykle życia, zaznaczane są poprzez obrazy. Czasem, płótno jest komentarzem, do tego, co osobiście czuje artysta. Pamiętana scena, Frida w garniturze pozuje do zdjęcia, ojciec do niej, „zawsze chciałem mieć syna”... 2. Obraz – pretekst do opowiedzenia jakieś historii... na przykład o samotności. Bohater spogląda na obrazy w określonej sytuacji, one mu przemawiają do wyobraźni, nasuwają pewne przeżycia. Tak było w oglądanej przez nas, „Miłości”. 3. I tu będzie pewnie, „Młyn i Krzyż”, wnioskując po wprowadzeniu i samych wypowiedziach forumowiczów.
Z jednej strony metafora, losu, ale czy przypadkiem, płótno nie jest jakby fotosem z kina? Czy obraz na płótnie, nie przenika się z filmowym. Czy dane postacie, faktycznie nagle nie ożywają? Zaraz to sprawdzę... Jedna dygresja: na filmy mawiano, że jak staną się malarskie, że jak zamiast aktorów ożywi się obrazy to będzie ideał kina... a nie cień teatru. Fajnie gada się teoretykom- a zrobienie z filmu o obrazach, trzymającego w napięciu dzieła jest generalnie mówiąc – trudne! I nie chodzi tu tylko o zmysł wzroku! Trudno jest utrzymać koncentrację, nawet na scenie „Konesera” oglądanego na festiwalu czy „Wielkiego piękna”. Żeby to się dało oglądać – trzeba wplatać relacje międzyludzkie. Chylę wszystkie swe czapki z głowy, z podziwu dla osób, które muszą się tylko podpierać wyobraźnią... Teraz niczym wielki sus czekoladowego króliczka, przechodzę do meritum czyli moich wrażeń
i spostrzeżeń. Wszystko ponumerowałam, ale nie sugerujcie się proszę tezami osoby moderującej, bo to taki bieg mych emocji.
1. Obraz. Barwa. Jeszcze raz brawa dla audio deskryptorów. Bez podpowiedzi można się nieźle pogubić. Było pytanie o kolory – tak są one barwne, jasne, czasem skąpane w światłocieniu jak u malarza na obrazie. Momentami postacie są wklejone jakby we tło obrazu z tą wielką skałą i młynem i to nie razi. Żołnierze mają jaskrawoczerwone szaty i są niczym jeźdźcy Apokalipsy. Jeśli już mówimy o obrazie filmowym, to rezyser jak jakiś słabo widziak (!) najpierw wyjaśnia nam czym zajmują się chłopi, mieszczanie, jakie mają relacje między sobą, a potem jak już lewa, prawa strona puzzli się znajdzie, przechodzi się do centrum pola widzenia. Paradoks, co nie? Wierzcie mi, ze to jest jeden z tych filmów, gdzie drugi lektor porządkuje myśli, bo ja nie wiem czy od razu zakapowałabym te szkice ołówkowe z akcją! Majewski krok po kroku, wyjaśnia nam sekrety postaci
z obrazu dawnego mistrza, tak pokazuje emocje jakie mogły targać bacznie obserwowanym ludem. Same sceny rodzajowe, liczne zbliżenia na twarze i na gesty, a także barwne korowody są niczym podsumowanie malarstwa z wieków dawnych. Oczywiście – wielką sztuką jest także ukazywanie ubiorów, piękne stroje z epoki w przeróżnych barwach od bieli do czerni doskonale grają z efektami świetlnymi. Uwielbiam niebo z tego filmu, słońce wyjawiające się zza chmur jest niby naturalne, ale skąpane w takiej... jakby to rzecz średnio jaskrawej tonacji błękitu jakbym oglądała efekt animacji nieba wytworni Disney Pixar. Efekt cudowny, nie rażąco sztuczny. Wierzyć się nie chce, iż to... polskie kino!
2. Detale fabularne. Sekwencję śmierci jednego z heretyków (przez pobicie,
a potem umieszczenie na kole na słupie), poprzedza zabawa dzieci malarza. Ta zabawa to jazda na koniu, a potem zrzucanie ubrań na podłogę z sieni. Nic strasznego, ale to może być zapowiedź okrutnej zabawy Hiszpanów. Takich smaczków jest więcej – gdy młyn się zatrzymuje, jakby na znak młynarza, Pan Bóg tak jakby unosił dłoń, aby Bruegl mógł uchwycić okrucieństwo tłumu. Dłoń malarza była prawa, młynarz lewa dłoń, a wznawia rytm życia też dłonią prawą, jakby tak na błogosławieństwo. Tylko tak dla kogo? Może ze względu na prześladowanego innowiercę, który niczym Chrystus cierpi na krzyżu?
3. Bardzo dobrze się stało, że sekwencje ukrzyżowania zostały pokazane na końcu filmu. Ja, że jestem rysunkowiec, ale też i dzięki lektorowi, skojarzyłam fragmentaryczne szkice malarza z akcją filmu. Może też o to chodziło malarzowi, czy samemu reżyserowi? Obraz Bruegla to pajęczyna. To wiemy z filmu. Po lewej stronie, jakoś dziwnie umieszczono dobro, czyli miejsca gdzie panowało życie. To troszkę dziwne, tam jest miasto, wieś, młyn... Po środku jest równina gdzie przebywa barwny tłum, a zaś po prawej, niczym jak na ironię losu kuliste drzewa śmierci. W samym centrum ginie z pola widzenia dola Chrystusa idącego na śmierć. Po lewej stronie, bliżej miasta jest ten, który chciał pomóc nieść krzyż i tłum gapiów. Dookoła na całej wysokości obrazu, (szkoda, iż też nie siedzą na chmurkach!) na swoich diabelskich rumakach mkną żołnierze niczym aniołowie śmierci. Reżyser mam czasem takie wrażenie pośrodku pola widzenia sieci, tam gdzie pająk – zamieścił grób, tam gdzie pochowano ukrzyżowanego więźnia. Ja się zaczęłam zastanawiać – czy ten młyn nie runie, kiedy była ta straszna burza, jak pochowali tego Sprawiedliwego... Oczywiście ostatnia scena starszej matki i ukrzyżowanego syna to flamandzka Pieta...
4. Temat spraw istotnych nie zauważanych przez ludzi to nie tylko ten obraz
z młynem. Po obejrzeniu filmu, nagle przypomniałam sobie inne dzieło mistrza, a mianowicie „Upadek Ikara”. Co ciekawe, malarz we filmie o tym też wspomina. Upadek Ikara też jest jakby pośrodku, planowany jakby w sieci pająka, ale dla utrudnienia w prawym dolnym rogu i aż dziwi, ze na wyciągniecie dłoni jednej z postaci siedzącej na brzegu... W falach tego morza, jeśli dobrze pamiętam niknie stopa Ikara... i to jest centrum sprawy. Od dołu czy góry, z lewa i prawa, widzimy rolnika na swym polu, które jest niczym małe tarasy zieleni na gorze, ruchliwy port, miasto. Po morzu, umieszczonym jakby na górze (obraz z perspektywy lotu ptaka) pływają rożne statki. Nikt, ani marynarze, ani rolnik na szczycie zajęty oraniem swego poletka, nie widzi tragedii. Bo tak jak i w tym filmie – wielkie wydarzenia, istotne dla ludzkości nie są widziane przez większość ludzi. To się nazywa... ślepota dziejowa!
5. I teraz typowe przemyślenia Justy – o pewnie Macie już dość. W barwnym filmie, raz po raz pojawiają się kruki. Kruk, w paru filmach jest zwiastunem nieszczęścia, głównie w horrorach. To jest dziwne jak ogląda się bardzo barwny film z cudownym niebem, (nawet jak ono ciemnieje), a tu kraczą te ptaszyska Hitchcocka. Jednak – co mają te ptaszyska do całości? Jak się coś takiego „kra kra kra” usłyszy to wiadomo... będzie draka! Na początku – jawi się nam rysowanie w korze drzewa krzyża, potem, te drzewa stają się krzyżami... Myślę, że te kruki latające tu i tam na tle tych barw to jest zło w ludziach. Bo przecież drwale z lasu mogliby te drewno wziąć sobie na opał do kominka, a ten Judasz na końcu ze srebrnikami to ubrany na czarno jak kruk. Filozoficzne oglądając się na ten film, kontrasty i detale zauważa się na końcu choć one biją po oczach. To jest film, który wgłębia się w obraz jako przekaz fabuły czyli reakcja od dzieła do artysty, a nie od artysty do dzieła jak to było we Fridzie. Po środku jest jeszcze sprawa przeżyć, jakie ukazują się w scenie z muzeum, zresztą też na końcu filmu. Czyli motyw kontemplacji sztuki z filmu „Miłość”. Ponieważ obrazek Majewskiego da się opowiadać na kilkanaście sposobów to potem ma się w głowie pajęczynkę od tego pająka. Jednym spodobają się stroje, innym idea symboli, młynarz -Bóg, praca młynarza – nasz los, a innym stroje, a jeszcze kolejnym... to co Justa lubi najbardziej... rysunki? Swoją drogą, mistrz Bruegl zachowuje się jak demiurg. To on bawi się z rozplataniem i splataniem losów na swym płótnie jak ten pająk, który czasem był strzepywany ze swej siedziby, byle tylko artysta mógł sobie pooglądać misterne niteczki. Generalnie – ludzie są jak nici pajęczyny. Splatamy się jak w relacjach, a gdy kilka z nich zniknie to pać... po pajęczynce!

I tryle ode mnie... bo jeszcze troszkę, a książkę napiszę!
Pozdrawiam,
Justa

W sumie to dopiero początek dyskusji!


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 lis 2014, o 08:13 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 166
6. Po tym wszystkim, dodam coś jeszcze o obrazie mistrza w muzeum. Generalnie wszystko się zgadza z kadrem filmowym, ale szaty czerwonych jeźdźców, ktore u Majewskiego są rażąco czerwone,
w barwie pulsującej krwi (taki symbol uciekajacego życia, a niby barwa dostojna królewska), zaś na płótnie... jaskrawo pomarańczowa!

To jest taki odcień pomarańczy, pomiędzy czerwienią w tęczy, jeśli ktoś z Was widział tęczę,
a jesli tęcza to abstrakcja... Spróbuje to wytłumaczyć jakby po informatycznemu...
Jesli w programie graficznym wybieram kolor czerwony ciemny to niech ma on wartość 6,
jasny czerwony 5, taki pomiędzy czerwienią, a pomarańczem z dojrzałych mandarynek 4,
ciemny czysty pomarańcz 3, a 2 dla jasnego... to taka dziwna barwa, razi jak czerwony,
"a na czuja" to pomarańcz...

Może to jest efekt tego przygaszenia w dziele, bo artysta nie chciał zapewne komuś podpaść...
temu, okrutnemu krolowi, a on i mecenas.... swoje i tak wiedzieli!
Iż za metaforą męki pańskiej jest męka ich kraju.

To taka moja interpretacja, a propo wypowiedzi Alicji Nyziak, co do możliwości, porównania płótna
z kliszą filmową :) Choć gdyby nie te zbliżenia na fragmenty dzieła, też by mi to umknęło.
Ja często uzywam pomarańczowego koloru i stąd te szaty, były mi podejrzane... :)
Wielu pewnie odbiera o za czerwień, to ja tak to odczuwam :)
Bo to jest taka barwa pomiędzy.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 lis 2014, o 20:29 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:44
Posty: 44
Trudno mi teraz wypowiadać się na temat koloru, ale miałam szczęście widzieć ten obraz w oryginale i barwa żołnierskich płaszczy miała dla mnie odcień zgaszonej purpury. Może to gra światła.
Muszę przyznać, że malarze od zawsze uwodzili mnie swoimi zróżnicowanymi wizjami rzeczywistości począwszy od pozornie prymitywnych malowideł naskalnych, poprzez surowe obrazy Giotta, wysmakowany przepych renesansu, brak umiaru zdobniczego rokoka, szaleństwo kolorów impresjonizmu aż do figuratywności i abstrakcji czasów współczesnych. Zawsze byłam wrażliwa na kolor i kształt podkreślający ulotność czasami zdawałoby się zwykłych scen i rzeczy. Jeśli przyjrzeć się sposobom, w jaki twórcy filmowi na przestrzeni historii kina podejmowali temat malarstwa, trzeba stwierdzić, że szczęśliwie odrzucili oni uwagi Witolda Gombrowicza. Gdyby bowiem je przyjęli, nieodmiennie powstawałyby filmy pastwiące się nad malarstwem jako sztuką niższą i kaleką. W jego Dzienniku znalazłam taki oto wpis: „Mamże porzucać ten wir olśniewający kształtu, światła, barwy, jakim jest świat, dla waszego martwego królestwa, gdzie nic się nie rusza! (…) pędzel wasz nie jest w stanie oddać aspektu plastycznego świata. Gdyż świat, to forma w ruchu. Skazujecie naturę na paraliż odbierając kształtowi jego życie: ruch”. Moim zdaniem, jest to ocena tyleż błyskotliwa co płytka.
Nie sądzę aby było konieczne jakiekolwiek porzucania. A natura na paraliżnie została skazana, ale jakaś jej cząsta została uratowana przez zapomnieniem i rozpłynieciem się w czasie.
Zauważyłam, że ilekroć twórcy filmowi podejmowali temat malarstwa, nieodmiennie robili to z pokorą, poprzez prawdziwą i pogłębioną kontemplację, nieledwie modlitwę, jak zrobił to np. Andriej Tarkowski w „Andrieju Rublowie” - i trudno mu sie dziwić, bo malarz to znakomity, wrażliwy i wszechstronny. Inne podejście to bardzo powierzchowna afirmacja „nieakceptowanego geniusza”, jak Vincente Minnelli w „Pasji życia”, którą oglądałam w latach wczesnej młodości. To skomercjalizowane podejście musiało w ostateczności wzbudzić sprzeciw. Bowiem i reżyser i aktorzy przeważnie pragnęli pokazać „jak to się robi”. Tak było w „Pasji życia”, w której rudy malarz szamotał się przed sztalugami, wyciskał farby, łamał pędzle i usmarowany anilinową żółcią i zielenią machając rękami na kształt wiatraka. biegał po polach.
W obydwu przypadkach u podstaw obrazu filmowego leżał swoisty lęk przed konfrontacją medium filmowego z malarskim; lęk wyrosły z kompleksu i niewiary w możliwość zmierzenia się z tematem. Andriej Tarkowski w swym [trzygodzinnym] filmie nie pokazuje nawet fragmentu dzieła Rublowa, natomiast w finale umieszcza rodzaj muzealnego aneksu dzieł. Za to u Minnellego bezpośrednich cytatów malarskich Van Gogha jest mnóstwo, lecz te odwołania pozostają poza akcją, jako uzupełniające dekoracje, czy też swego rodzaju wypełniacze. W sumie film jakił mi sie jako lekko skandalizująca historia o biednym i zapoznanym.
Do sposobu podejścia do malarstwa Tarkowskiego nawiązał Krzysztof Krauze w „Moim Nikiforze”, który obejrzałam z ogromnym zainteresowaniem - a to za sprawą p. Krystyny Feldman kreującej postać artysty [poza tym pamiętam Nikifora z lat jego pracy] - Reżyser najpierw każe najpierw obserwować malarza w oderwaniu od dzieła, a potem osobna sekwencja prezentująca obrazy Nikifora. Nie był to moim zdaniem, najszczęśliwszy pomysł.
Z innych filmów związanych z malarstwem które obejrzałam to były: „Twarze” o Edwardzie Munchu” „Renoir”, „Flamenco, flamenco” - z wieloma odniesieniami do malarstwa hiszpańskiego, „Modigliani - pasja życia”, „Dziewczyna z perłą” - na kanwie powieści Tracy Chewalier - o tym samym tytule. I film w klimacie „Młyna i krzyża” „Barry Lyndon” - tytuł, który może nie traktuje o sztuce tak mocno, jak poprzednio przywołane, ale Stanley Kubrick zbudował obraz składający się jakby wyłącznie z dzieł Jana Vermeera van Delft. Prace Vermeera ożywają na ekranie i są bardzo, bardzo plastyczne.
Marzy mi się film, który w imię pełnego pasji poszukiwania prawdy o sobie, tudzież o pozornie statycznej sztuce jaka jest malarstwo weźmie się za bary ze sztukami plastycznymi, który pokaże ograniczenia, z jakimi musi zmagać się malarz, a także nieuchwytne cele, które co i rusz łudzą możliwością ich realizacji, by raz jeszcze wymknąć się z rąk, By taki film powstał, jego twórca musi jednak wstać z klęczek. Pokora twórcza jest cnotą tylko wówczas, gdy sprzęga się z pasją i buntem. A mimo mego wielkiego uznania dla obrazu p. Majewskiego, pozostał jednak pewien niedosyt, choć lubię i utrzymaną w ciemnych barwach sztukę niderlandzką i tamte smutne czasy z nietuzinkową postacią Wilhelma Orańskiego. A sztuka? Sztuka czerpie pełnymi garściami z życia niezależnie o jego realiów - „Przygody Dyla Sowizdrzała” de Costera i „Don Carlos” Verdiego z jakże znamienną arią Wielkiego Inkwizytora, to tylko kilka przykładów.
Oglądając obraz zagubiłam sie w mnogości postaci i symbolów. Najsilniejsze moje wrażenie, to jakby unieważnienie czy pomniejszenie rangi wędrówki Zbawiciela ku Przeznaczeniu. Pośród zwykłych ludzkich spraw i krzątaniny ginie tragizm i ważność tej ofiary. Dlatego dla mnie ten obraz jest taki ważny.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 lis 2014, o 20:40 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witam!

Dziękuję Juście za tak obszerne i barwne omówienie dzieła zarówno malarskiego, jak i filmowego. Niestety oglądałam „Młyn i krzyż” z pozycji widza, dla którego obraz pozostaje w sferze wyobraźni. Czytając słowa Justy, tak sobie na marginesie pomyślałam, że gdyby do filmu wprowadzić więcej dialogów, to film stracił by sens. Podstawą jest obraz malarski P. Bruegla, więc postacie na płótnie są statyczne i milczące.
A teraz może drobny cytat z posta Justy: „W samym centrum ginie z pola widzenia dola Chrystusa idącego na śmierć. Po lewej stronie, bliżej miasta jest ten, który chciał pomóc nieść krzyż i tłum gapiów.”. W moim odczuciu postać cierpiącego człowieka świadomie została przez Bruegla ukryta. W swoim obrazie starał się ukazać cierpienie pojedynczego człowieka, które pozostaje niezauważone przez otoczenie. Jeśli zatrzymamy się na dłużej nad postacią niosącą krzyż przekonamy się, że ten element obrazu ma wydźwięk ponadczasowy. Nie ma znaczenia, czy to będzie wiek XVI, czy wiek XXI reakcja tłumu jest podobna. Warto także zwrócić uwagę na postać Szymona, czy rzeczywiście chce on pomóc dźwigać krzyż? A jego żona, która powstrzymuje go, czy postępuje miłosiernie? Dziwne to zachowanie osoby, która ma u pasa duży różaniec. Oj jakże wymowna postawa – prawda?

Pozdrawiam

Moderator


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 lis 2014, o 21:13 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witaj Marynia!

Kto wie, może teraz, po obejrzeniu filmu Lecha Majewskiego, Witold Gombrowicz zmieniłby zdanie? Czytam opinie, wypowiedzi na forum i fascynuje mnie różnorodność interpretacji symboli. A może zwróciłaś uwagę na wygląd skały, na której jest młyn. Czy masz jakieś skojarzenia z jej kształtem, wyglądem? Monk miał ciekawe skojarzenia.

Pozdrawiam

Moderator


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 lis 2014, o 07:42 
Offline

Dołączył(a): 25 wrz 2013, o 09:09
Posty: 272
Witam Szanowne Panie
Pani Alicja napisała:
„…Czytam opinie, wypowiedzi na forum i fascynuje mnie różnorodność interpretacji symboli.”Różnorodność opinii to dla mnie wartość dodana do „wspólnego” oglądania filmu. Dziękuje.
Wraz z upływem czasu i czytaniem opinii na forum dopada mnie jedna refleksja.
Obraz Bruegla jak i współczesna analiza fabularna obrazu stworzona przez pana Majewskiego pokazują ignorancję epoki malarza na cierpienie jednostki z czym spotykam się współcześnie.
Mam kolejny dowód na uniwersalność instynktu zachowawczego ludzi i zwierząt a koło czasu się toczy.
Tak się zastanawiam czy jest gdzieś film lub książka która wskazuje czas, miejsce zasiania ziarna ignorancji, nietolerancji , ksenofobi czy rasizmu?
Film pana Majewskiego to kolejna próba postawienia pytania gdzie, jak, kiedy?

Pozdrawiam
M.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 lis 2014, o 14:42 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 166
Ja też się zastanawiam, kiedy ta ignorancja, ksenofobia się zaczęła. Może być od zawsze? Religijność boląca oczy i uszy - może wysyp takiej postawy jak żona Szymona z wielkim różańcem, która niby miłosiernie zakazuje wysiłku... Obstawiam epokę średniowiecza, może i powinnam antyk,
ale takie religijne zaślepienie - średniowiecze i tyle. :)

To tylko moja teza. Straszne jest to, iż w XXI wieku są ludzie którzy z racji swej pseudo religijności, ignorują drugiego człowieka... tak dla wygody, bo niby Bóg im tak każe. Tak - ta religia na I, co Justa ma uczulenie...

Dobra - od zawsze tak było, od stuleci... Nie wiem czy jest taka książka, ale z chęcią dorwałabym w swe ręce i przeczytała. :) Ta skała gdzie jest wiatrak na początku jest szeroka, potem wąska... Konturami, może i przypominać Wieżę Babel z obrazu tego samego autora. To taka moja wyobraźnia. Równie dobrze wielka maczuga Herkulesa :) jak w Ojcowie, ale tam młyna nie było.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 lis 2014, o 18:29 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:44
Posty: 44
Wszelkie lęki i ksenofobie nie są produktem średniowiecza. Są chyba znane ludzkości od zawsze. Spróbujmy sięgnąć do mitów i legend. Zawsze [no prawie zawsze] zło było opakowane w brzydotę [chyba, że działało zwodniczo] W Nowym Testamencie mamy wiele odniesień do ksenofobii Żydów do nie-Żydów a także braku tolerancji, z którą rozprawia się Chrystus.
Justa zauważa:"Straszne jest to, iż w XXI wieku są ludzie którzy z racji swej pseudo religijności, ignorują drugiego człowieka... tak dla wygody, bo niby Bóg im tak każe. Tak - ta religia na I, co Justa ma uczulenie..." Z taką postawą, że Bóg każe ignorować drugiego człowieka nie zetknęłam się, z obojętnością i religijnością na pokaz, owszem, takie postawy spotykałam. Sądzę, że nie zależy to od wieku, ponieważ w XXX wieku tacy ludzie nadal będą mieli się dobrze. Nie uczula mnie to, ponieważ nie mam wpływu na ich zachowania, więc i moje emocje byłyby daremne.
Jeśli chodzi o interpretację wiatraka - rożnie jest interpretowany: jako element wszechobecny w krajobrazie dzisiejszej Holandii, jako ujarzmienie pierwotnej siły natury, czy też jako symbol żaren mielących czas i ludzi. Ilu odbiorców tyle interpretacji i to jest fascynujące.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 22 lis 2014, o 11:40 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witam Forumowiczów!
Monk0123 napisał: "Tak się zastanawiam czy jest gdzieś film lub książka która wskazuje czas, miejsce zasiania ziarna ignorancji, nietolerancji , ksenofobi czy rasizmu?"
Powiem, że nie ma! Spirala różnych emocji kręci się od zarania świata. Zmienia się ich natężenie w zależności od czynników biorących górę, czyli pojawia się inkwizycja, a z nią cierpienie w imię ... Powinnam napisać, że w imię Boga, ale dla mnie to nie prawda. Wystarczy przypomnieć sobie chociaż filmy oglądane tylko w ostatnim roku w IKFON-ie i refleksja pojawi się oczywista. To człowiek, człowiekowi gotuje piekło. W każdym z nich znajdziemy czynniki, które nakręcają spiralę agresji, nietolerancji, ksenofobii, czy rasizmu.

Pozdrawiam

Moderator


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 22 lis 2014, o 12:01 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witam!

Zgadzam się z Marynią. Warto oddzielić Boga od działań człowieka, czyli w tym wypadku kościoła. Jeśli mogę mieć wpływ na jakieś negatywne działania, to trzeba reagować. Jednak nie mogę brać odpowiedzialności za postawę i zachowanie wszystkich chrześcijan.
Justa napisała: "Religijność boląca oczy i uszy - może wysyp takiej postawy jak żona Szymona z wielkim różańcem, która niby miłosiernie zakazuje wysiłku..." Ależ nie chodzi o nadmierny wysiłek męża. Dla mnie, to symbol postawy chrześcijańskiej, z jaką spotykali się mieszkańcy XVI Flandrii i z jaką spotykamy się współcześnie. Na pokaz wielki różaniec, ale w sercu obawa, lęk, chęć wtopienia się w tłum. Malarz prowokuje nas do przemyśleń i refleksji, sprawia, że widz zaczyna się zastanawiać - a jaki ja jestem? Przecież bardzo łatwo się ocenia innych, stojąc bezpiecznie z boku.

Pozdrawiam

Moderator


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 24 lis 2014, o 07:11 
Offline

Dołączył(a): 25 wrz 2013, o 09:09
Posty: 272
Witam Szanowne Panie
Słowa pań potwierdzają fakt iż „dobrzy ludzie” są wśród nas :). Wszak oczywiste jest dla mnie oddzielanie rzeczy boskich od ludzkich tym bardziej iż ignoranci zemrą a ignorancja pozostanie. Jedyną rzecz która mi pozostaje to wiara w ludzi mimo wszystko. Dwoistość sytuacji , zdarzeń i zachowań jest jak machina refleksji. Jedna ze scen filmu przedstawia kamienne żarna podczas mielenia zboża na chleb za chwilę kamień który również człowiek wykorzystuje aby naostrzyć nóż.
A czyż tak nie jest z końmi w filmie pana Majewskiego?

Pozdrawiam
M.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 24 lis 2014, o 16:32 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witam!

Film obfituje w sporo kontrastów, które chwilami trudno wyłapać. Przyznaję, że nie skojarzyłam tego kontrastu, czyli kamienne żarna, które mielą zboże i kamień, na którym ostrzy się stal.
Monk0123 napisał: "A czyż tak nie jest z końmi w filmie pana Majewskiego?" W tym momencie muszę przyznać, że pogubiłam się. Czy Szanowny Pan może rozwinąć myśl dotyczącą koni? Jedyne skojarzenie mam z końską czaszką i jej interpretacją oraz żołnierzami na koniach. Czy w dobrym kierunku żegluję?

Pozdrawiam

Moderator
> Pozdrawiam
> M.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 24 lis 2014, o 16:33 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 166
Monk0123, napisał: "A czyż tak nie jest z końmi w filmie pana Majewskiego?"

Oczywiście - raz konie pomagają ludziom o na przykład koń chłopa, który powozi towary do miasteczka na wozie, a raz jako "szesnastowieczne czołgi", zwierzęta powoziły tych szkarłatnych żołnierzy...

Inna dwoistość - toczące się koło od wozu i też jako drzewo śmierci, gdzie skazywano na rozdziobanie ptacwu - tym krukom.

Innymi słowy - wszystko jest dla ludzi neutralne, nóż - kroi chleb, ale i może być bronią do zabijania :)
To od człowieka zależy do czego użyje dany przedmiot :)


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 24 lis 2014, o 17:56 
Offline

Dołączył(a): 14 sty 2013, o 21:21
Posty: 48
Witam forumowiczów!
Mam bardzo mieszane uczucia po obejrzeniu filmu Lecha Majewskiego. Boleśnie odczułam,jak

niewiele niewidomy wie o malarstwie, nawet jeżeli jest aktywnie nastawiony na odbiór

kultury, uważa się za człowieka oczytanego, który zwiedził trochę świata i był w paru

wielkich muzeach. Oglądanie obrazów o tak złożonej tematyce, wielopostaciowych, z mnóstwem

bardzo znaczących szczegółów było dla mnie zawsze trudne, gdyż zawsze widziałam źle, aż do

zupełnej utraty tego zmysłu. Oglądanie filmu "Młyn i krzyż" zbiegło się w czasie z

udostępnieniem nam Niewidzialnej Galerii, która wprowadza niewidomych w świat sztuk

wizualnych. Wtym aspekcie film Majewskiego jest dla mnie obrazem ożywionym współczesną

malarzowi treścią, przekazującą uniwersalne przesłanie. Ale i tak niewiele by z tego było,

gdyby nie wyczerpujące, szczegółowe wprowadzenie moderatora / podziwiam cię Alicjo!/ i

wypowiedzi kolegów dyskutantów na forum, zwłaszcza Justy, trafnie interpretujących

symbolikę obrazu i niezrozumiałe dla mnie intencje twórcy. Byłam zaszokowana, że można

zrobić film o obrazie, nie zawierający żadnej akcji i treści poza tematyką obrazu. Dla mnie

najciekawsze były świetnie przekazane dzięki znakomitej audiodeskrypcji opisy postaci

ludzkich, ich strojów i zachowań,pomieszczeń pomieszczeń i krajobrazu.
Broegiel obrazem "Droga na Golgotę" dał wyraz swemu potępieniu i sprzeciwowi przeciw

przemocy i okrucieństwu, stosowanych przez Hiszpanów w jego zniewolonym kraju. Przejmująca

jest scena pojmania, zamęczenia i ukrzyżowania Wheelifieda, ale nie wiem, czy wynika ona z

obrazu, czy została wprowadzona przez reżysera.
Wolałabym obejrzeć film o malarzu Broeglu i jego twórczości, a nie tylko o jednym obrazie,

ale przyznaję, że ujęcie tematu filmu "Młyn i krzyż" jest bardzo ciekawe i oryginalne.

Preferencje członków IKFON są różnorodne. Ja osobiście lubię filmy poruszające różne

problemy, zmuszające do myślenia, oczekuję bardziej przeżyć niż rozrywki. Nie wiem, czy

wybór omawianego filmu był optymalny z uwagi na specyfikę naszego środowiska, ale miał

niewątpliwie walor edukacyjny i był dużym przeżyciem artystycznym.
Marta Blimel


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 25 lis 2014, o 07:15 
Offline

Dołączył(a): 25 wrz 2013, o 09:09
Posty: 272
Witam Szanowne Panie

Alis napisala „…Czy w dobrym kierunku żegluję?”
Oczywiście że tak. Justyna pozamiatala i nic dodać , nic ująć. :)
A tak już kończąc swoje gderanie to gdyby nie audio deskrypcja, Alis i jej wrażliwe oko i ucho oraz świetne towarzystwo dyskutantów oglądanie nie byłoby tak wartościowe. Dziękuje.
Pozdrawiam
M.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 25 lis 2014, o 09:59 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witam Serdecznie!
Marta Blimel napisała: "Mam bardzo mieszane uczucia po obejrzeniu filmu Lecha Majewskiego. Boleśnie
> odczułam,jak niewiele niewidomy wie o malarstwie, nawet jeżeli jest aktywnie nastawiony
> na odbiór kultury, ...".
Po zebraniu materiałów do wprowadzenia i obejrzeniu filmu, miałam podobne odczucia. Długo zastanawiałam się, jak uwypuklić ten charakterystyczny rys w twórczości malarza, czyli ukrycie cierpienia jednostki w tłumie codziennych spraw, zabawie, handlu, miłości. To okazało się bardzo trudne, gdyż początkowo moja wyobraźnia pogubiła się. Potem wróciłam do czasów, gdy widziałam i oglądałam obrazy będąc na wystawach. Nie było tego wiele, bo nie przewidywałam, że stracę wzrok - uśmiech, ale to wspomnienie mi pomogło.
Marta napisała: "Przejmująca jest scena pojmania, zamęczenia i ukrzyżowania Wheelifieda, ale nie wiem,
> czy wynika ona z obrazu, czy została wprowadzona przez reżysera.Wolałabym obejrzeć film o malarzu Broeglu i jego twórczości, a nie tylko o
jednym obrazie,".
Z tego, co wiem na obrazie także mamy postać mężczyzny, rozkrzyżowanego na kole tortur. Może Justa lub Monk jeszcze coś więcej dopowiedzą - zapraszam. Ja też chętnie obejrzałabym film o artyście, o jego twórczości i wybranych obrazach. Przyznaję, że podczas oglądania filmu "Młyn i krzyż" mocno odczułam moje braki i głód wiedzy o sztuce.

Pozdrawiam

Moderator


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 25 lis 2014, o 10:10 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witam!
Monk0123 napisał:
"gdyby nie audio deskrypcja, Alis i jej
> wrażliwe oko i ucho oraz świetne towarzystwo dyskutantów oglądanie nie
> byłoby tak wartościowe.".
Dziękuję, to miłe. Jednak czytając te słowa Monka pojawiła mi się przewrotna myśl. otóż jak myślicie, czy film zyskał by na wyrazistości, stał by się bardziej zrozumiały, gdyby ożywione postacie także przemówiły? Lech Majewski ożywił to, co było statyczne, ale pozostawił nieme.

Pozdrawiam

Moderator


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 25 lis 2014, o 10:58 
Offline

Dołączył(a): 25 wrz 2013, o 09:09
Posty: 272
Witam Panie

Tak sobie myślę, iż w zamysle reżysera cala komunikacja niewerbalna miala byc jezykiem uniwersalnym. Czy tak faktycznie jest , , nie potrafię ocenić.
Pewny jestem że dialogi calkowicie zmienilyby moj odbior filmu, więc nie zmienialbym nic.

Pozdrawiam
M.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 26 lis 2014, o 21:22 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:44
Posty: 44
Witam. Wrócę do zderzenia symboli koni tych pod siodłem i chłopskich. Czy nie wpadamy w nadinterpretację obrazu. Ta przypadłość często grozi znawcom i krytykom, dzielenia włosa. Na zasadzie brzytwy okhamowskiej - nie mnóżmy bytów bez potrzeby. Konie żołnierzy to smukłe kłusaki a fryzyjskie koniki chłopskie to krępe jabłkowite z pięknymi "mopami" na czterech nogach, bujną grzywą i ogonem do ziemi. [obecne w ożywionych fragmentach filmu] W moim odbiorze lejtmotywem dzieła jest młyn widoczny prawie z każdego okna i drzwi "ożywionego obrazu" Pozostałe elementy ożywione i nieożywione są układanką tamecznego życia niepewnego za sprawą Hiszpanów. Gdy się obejrzy obraz cal po calu, to momenty przemocy są widoczne w tle, ktoś szarpany, ktoś prowadzony pomiędzy zbrojnymi. I choć na obrazie na obrzeżach koła siedzi kruk nad strzępem szmaty, to twórcy filmu udramatyzowali ten fragment w okrutną scenę bezrozumnej kaźni [opowiadając wcześniejsze niejako zdarzenia] Obraz jest prawie fotograficznym zapisem złych czasów, gdzie i katolicy i kalwini są zbyt ziemscy aby być wrażliwymi na mękę nawet Syna Bożego. Ważne są przecież namiastki w postaci wielkiego różańca a nie sens ofiary.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 26 lis 2014, o 22:51 
Offline

Dołączył(a): 8 cze 2013, o 20:54
Posty: 18
Witam
Film jest trudny jak tu już wspomniał moderator filmu. Trzeba było podczas oglądania filmu nieźle się pilnować by jakaś scena nie umkneła. Choć podejżewam że gdybym oglądała film kolejny raz to zapewne okazało by się że jednak coś mi uciekło. Nieznam się na malarstwie i sztuce, ale to co dzisiaj obejżałam to daje wiele do przemyślenia. Audiodeskrypcja była przydatna. Ja nie wyobrażam sobie oglądania tego filmu bez audiodeskrypcji. Kilka scen było wstrząsających ale pewnie to taki miał być wyraz tego filmu. Reżyser pokazał to tak jak sobie wyobraził a i też by widzowie mogli dostrzec treść filmu ze zrozumieniem. Kolory były stonowane choć czerwone tuniki były dosyć wyraźiste. Niewiem czy poszłabym na ten film do kina a i jeszcze obeżeć go bez audiodeskrypcji. To było by trudne do obejżenia przy szczątkowym widzeniu. Jednak wprowadzenie do filmu było zachętą do jego obejżenia. Dziękuję moderatorowi filmu.
Magda


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 lis 2014, o 06:52 
Offline

Dołączył(a): 25 wrz 2013, o 09:09
Posty: 272
Witam Panie
Pani Maria stwierdziła:
„Wrócę do zderzenia symboli koni tych pod siodłem i chłopskich. Czy nie wpadamy w nadinterpretację obrazu.”
To bardzo cenne spostrzeżenie. Dotychczas odbierałem dyskusję jako uzupełnienie oglądanego obrazu dla takiego „ślepaka” jak ja. :)
Dodatkowo konfrontacja z tak trudną formą przekazu, dla mnie jako osoby niepełnosprawnej, przy filmie „ Młyn i krzyż” jest cenna.

Pozdrawiam
M.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 lis 2014, o 09:31 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witam!
Monk0123 napisał:"Tak sobie myślę, iż w zamysle reżysera cala komunikacja niewerbalna miala
> byc jezykiem uniwersalnym.".

Tego nie wiem, ale wiem, że brak dialogów nie był przeszkodą w śledzeniu fabuły. Może dlatego, że miałam świadomość, że chodzi o obraz namalowany przez artystę. Trzrba też zauważyć rolę audiodeskrypcji, która stała się swoistym przewodnikiem, doskonale wypełniającym pustkę po słowach. Większy problem miałam (przykładowo) z filmem "Miłość".

Pozdrawiam

Moderator


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 lis 2014, o 09:51 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witam Serdecznie!
Magda Sz napisała:"Nie znam się na malarstwie i sztuce, ale to co
> dzisiaj obejrzałam to daje wiele do przemyślenia.".

Cieszę się, że wprowadzenie zachęciło Cię do obejrzenia filmu Lecha Majewskiego. Po obejrzeniu filmu ja także zdałam sobie sprawę, jak wielkie mam braki jeśli idzie o sztukę. Dlatego chciałabym mieć możliwość skorzystania z wiedzy znawcy, który uświadomił by mi, co jest charakterystyczne w twórczości danego malarza. Opisał inne jego dzieła. Jeden obraz, to zbyt mało, aby wnikliwie zajrzeć pod jego "powierzchnię".

Pozdrawiam ciepło.

Moderator


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 lis 2014, o 10:04 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witam Forumowiczów!
Monk0123 napisał: "Pani Maria stwierdziła:
> „Wrócę do zderzenia symboli koni tych pod siodłem i chłopskich. Czy nie
> wpadamy w nadinterpretację obrazu.”
> To bardzo cenne spostrzeżenie. Dotychczas odbierałem dyskusję jako
> uzupełnienie oglądanego obrazu".

Oczywiście nie jestem krytykiem sztuki i patrzę na oglądamy obraz jako laik. Mało tego, patrzę jako laik, który jest pozbawiony zmysłu wzroku. Jednak nie dostrzegam tutaj mnożenia bytów. Raczej powiedziałabym, że pojawia się pewien kontrast. Otóż dostrzegamy konie używane pod wierzch, ale dostrzegamy także konie ciężko pracujące. Scena, gdy konie ciągną wóz z materiałem na krzyż. Gdybyśmy zastanawiali się nad umaszczeniem koni, ich rasą - wtedy zgoda na powiedzmy mnożenie bytów.

Pozdrawiam

Moderator


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 lis 2014, o 15:21 
Offline

Dołączył(a): 25 wrz 2013, o 09:46
Posty: 21
Witam serdecznie forumowiczów,

Na wstępie dziękuję koleżance Ali za tak dokładne i sumienne wprowadzenie, zwłaszcza dotyczące historii i czasów kiedy żył Brojgiel.

Film Młyn i krzyż to ciekawe doświadczenie ujrzeć obraz za pomocą filmu, muzyki i niezawodnej audiodeskrypcji. Nie widziałam wcześniej tego obrazu a przedstawiony opis w filmie pomógł mi go sobie wyobrazić.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 lis 2014, o 15:42 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 166
Justa nie ma zamiaru wszystkiego zamiatać. W następnym filmie, na pewno tego nie uczyni :)
Koło z krukami, a na nim zwloki Kalwina... były! Ale tylko do domysłu, bo głównie ptaki i koło na wielkim palu widziałam, to a propo jednego z postów.

Czy się nadinterretuje obraz? Zawsze jest takie ryzyko, ale gdy obraz pozwala na wysuwanie różnych scenariuszy, znaczeń to dobrze.

Podam dość drastyczny przykład, Leni" Riefenstah niemiecka, 100 letnia reżyserka, robiła min. filmy propagandowe dla Adolfa Hitlera. Ostatnie jej dzieło o nurkowaniu z kolorowymi rybkami, chcąc nie chcąc było porównywalne do... "Triumfu woli" pokazujacego aryjską siłę czy tężyznę fizyczną i oczywiście olimpiadę czy tego zbrodniarza! Co rybki to Naziści? Nie, ale aby móc być nurkiem trzeba być zdrowym, silnym itd... I pojawiła się dyskusja, jaką wartość ma ostatni film ponad 90 lat babci, która zajęła się za filmowanie pod wodą. Coś neutralnego, a może przekazanie tego samego tylko mamiąco pięknego spojrzenia na świat, .... które narodziło obozy koncentracyjne?

Nadinterpretacja? Może i tak, może i nie, ale coś w tym jest? Bo nie każdy jest w stanie nurkować i nie każdy jest w stanie być triumfatorem, zdominowanej przez Nazizm olimpiady sportowej?

Tyle ode mnie Justa... dyskusje o obrazie są fajne, ale jeszcze lepsze są interpretacje!


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 lis 2014, o 21:06 
Offline

Dołączył(a): 8 cze 2013, o 20:54
Posty: 18
Witam
Konie były i są urzywane do prac ciężkich takich jak np wywożenie drzewa z lasu. Owszem jest to praca ciężka dla konia ale i też konie swoją siłę mają. Myśle że nie należy tu przesadzać. To były dawne czasy kiedy to konie wykonywały wiele prac w polu czy w lesie. Myśle że dzisiaj jesteśmy przewrażliwieni na pewne postępowania. No ale x lat wieków temu bez koni człowiek wiele by nie zrobił. Konie to zwierze silne fakt że pracowały kiedyś bardzo ciężko i spewnością nikt nie zastanawiał się nad tym czy koń ma już serdecznie dość bo poprostu wielu pojazdów wtedy jeszcze nie było i konie były wykożystywane do wielu zadań. W obecnych czasach patrzy się na konie z innego punktu widzenia. Film to film pokazano obraz tego jak kiedyś było.
Magda


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 28 lis 2014, o 05:43 
Offline

Dołączył(a): 25 wrz 2013, o 09:09
Posty: 272
Witam Szanowne Panie
Odnośnie koni.
Koń w filmie pana Majewskiego to kolejny symbol, subiektywnie oczywiście, który decyzją człowieka może być narzędziem dobra lub zła.
A tak na marginesie to piękne zwierzęta bez których człowiek tak daleko by nie zaszedł. :).
Jak zresztą słusznie zauważyła Justyna a tak apropos , zamiataj, tylko ładnie. :)
Pozdrawiam
M.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 28 lis 2014, o 15:42 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:44
Posty: 44
Justo, w którym roku Leni zrobiła film podwodny? Jeśli u schyłku życia, to może to była jej ekspiacja za bałwochwalczy "tryumf woli" oraz brunatny hołd dla aryjskości i niemieckiej olimpiady. Pisząc o nadinterpretacjach, obawiałam się abyśmy w zapędzie nie wpadli właśnie w taka pułapkę/ Czytam dość systematycznie "Teatr" i "Ruch Muzyczny", w których to periodykach krytycy często dzielą włos na czworo i zdumiewam się bo albo mam drewniane ucho, albo czegoś nie mogę pojąć. Dlatego stawiam sobie dość wyraźne granice w odbiorze i harcom wyobraźni. W sumie nie wiem czy wolę filmy o sztuce edukacyjno-objaśniające materie obrazu, czy też pomysł p. Majewskiego. Jestem ciekawa czy opis obrazu P. Breughla trafi do "niewidzialnej galerii".


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 28 lis 2014, o 20:18 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witam Forumowiczów!
Joanna.G napisała: "Film Młyn i krzyż to ciekawe doświadczenie ujrzeć obraz za pomocą filmu,
> muzyki i niezawodnej audiodeskrypcji.".
Asiu, to rzeczywiście nowe i ciekawe doświadczenie dla widza. Żałuję tylko, że nie mogę obejrzeć tego fantastycznego obrazu, jaki stworzył Lech Majewski wykorzystując najnowocześniejsze możliwości technologiczne. Mimo wszystko emocje są zaskakujące.

Pozdrawiam

Moderator


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 28 lis 2014, o 20:33 
Offline

Dołączył(a): 17 wrz 2014, o 20:38
Posty: 4
Witam,
Jutro postaram się napisać coś więcej na temat samego filmu, choć obawiam się, że wszystko zostało już powiedziane. Zastanawia mnie jednak pewna kwestia. Otóż… Dzięki audio deskrypcji poznajemy imiona niektórych bohaterów; lecz o ile nic mi nie umknęło, nie padają one w filmie. Skąd w takim razie osoba widząca, oglądająca film bez audio deskrypcji wie, że Netje to Netje? Widzi prawdopodobnie dziewczynę i tyle.
Czy ktoś może potrafi to wyjaśnić?
Pozdrawiam serdecznie
W. P. Wołoszyn


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 30 lis 2014, o 18:50 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witam Serdecznie!

Weronika Patrycja Wołoszyn napisała: "Zastanawia mnie jednak pewna
> kwestia. Otóż… Dzięki audiodeskrypcji poznajemy imiona niektórych
> bohaterów; lecz o ile nic mi nie umknęło, nie padają one w filmie. Skąd w
> takim razie osoba widząca, oglądająca film bez audio deskrypcji wie, że
> Netje to Netje? Widzi prawdopodobnie dziewczynę i tyle.".

Bardzo ciekawe pytanie. Przychodzi mi tylko jedna odpowiedź do głowy, a mianowicie imiona bohaterów widz poznaje z obsady filmu. Faktycznie nie padają imiona poszczególnych osób w trakcie akcji filmu. Może ktoś z forumowiczów podpowie inne rozwiązanie.
Pani Weroniko, każde spojrzenie na film, czy obraz jest indywidualne i wnosi coś nowego. Proszę się podzielić swoimi refleksjami.

Pozdrawiam

Moderator


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 1 gru 2014, o 12:24 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 21:50
Posty: 166
Leni nakreciła film o rybkach pod koniec swego życia.

Co do imion we filmie... Na początku filmu, albo i na końcu piszą imiona postaci, ale ja się przyznam szczerze, gdyby nie AD to bym nie wiedziała kto jest kto. Pewnie bym mówiła tak, ta ubrana na biało i czerwono, żona chłopa, którego zabito. :)

I się przyznam - w wielu filmach jak mi sie powtarza imiona postaci to zapamietuję wtedy :)
Bo głównie śledzę fabułę i co mi w oczy padnie, ale jak mi sie pojawi na planie trzy podobne postacie to mam dysonans. I może dlatego nie oglądam seriali w TV? :)


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 1 gru 2014, o 13:10 
Offline

Dołączył(a): 25 wrz 2013, o 09:09
Posty: 272
Witam Szanowne Panie
Diabeł tkwi w szczegółach :).
Brawo audio deskrypcja !!!
Pozdrawiam
M.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 1 gru 2014, o 19:28 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witam!

Monk0123 napisał: "Diabeł tkwi w szczegółach :).
> Brawo audiodeskrypcja".

Fakt, przyznaję dopiero pani Weronika swoim pytaniem, skoncentrowała moją uwagę na imionach postaci. Jakoś naturalnie przyjęłam podane przez audiodeskrypcję imiona. Pani Weroniko, zbliżamy się do końca dyskusji, czekam jeszcze na Pani refleksje - o ile ma Pani ochotę podzielić się nimi z Forumowiczami.

Pozdrawiam

Moderator


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 3 gru 2014, o 13:30 
Offline

Dołączył(a): 13 sty 2013, o 22:03
Posty: 302
Witam Szanownych Dyskutantów!

Dziękuję Państwu za konstruktywną i ciekawą dyskusję. Dziękuję za podzielenie się własnymi refleksjami w odniesieniu do trudnego filmu Lecha Majewskiego. Nie wiem jak Państwo, ale ja chciałabym mieć możliwość bliższego poznania twórczości Pietera Bruegela. Może moje zainteresowanie wywołał właśnie film "Młyn i krzyż", a może spora ilość materiałów, które przyszło mi przeczytać przygotowując się do moderowania. Ciekawa jestem jego innych obrazów. Mam nadzieję, że w Państwu również zakiełkowała podobna chęć. Czas upływa szybko i oto tym postem zamykam dyskusję o filmie Lecha Majewskiego "Młyn i krzyż".
Jeszcze raz dziękuję za miłe dyskusje przy ... i do zobaczenia w innej odsłonie.

Pozdrawiam grudniowo - moderator Alicja Nyziak


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 3 gru 2014, o 13:30 


Góra
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 43 ] 

Strefa czasowa: UTC


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group
Tłumaczenie phpBB3.PL